Chyba trudno o lepszy czas, niż dzień matur matematycznych do rozważań na ten temat użyteczności matematyki. Nauka matematyki nie powinna służyć wkuwaniu niepotrzebnych nikomu regułek, powinna rozwijać wyobraźnię..

REKLAMA
... czyli jak bliźniaki zrujnowały gminę
„Cholera jasna! To położy nasz budżet!” – przeklina burmistrz Gródka (4 999 mieszkańców) na wieść, że Kowalska powiła dwoje bliźniaków.
Jak to możliwe?
Nauka matematyki powinna dawać umiejętność „mierzenia świata”, kalkulowania planów i konsekwencji naszych działań..
Agendy Polskiego Państwa (i nie tylko one) wykazują jednak czasem szokujący brak wyobraźni matematycznej. A konkretnie: W dokumentacji konkursu otwartego „Program Operacyjny Kapitał Ludzki” możemy przeczytać, że” Łączna wartość kosztów zarządzania projektem /../ nie może przekroczyć:
c) 20% wartości projektu w przypadku projektów o wartości powyżej 1 mln i do 2 mln zł
włącznie;
d) 15% wartości projektu /../ powyżej 2 mln i do 5 mln zł włącznie;
e) 10% wartości projektu w przypadku projektów o wartości powyżej 5 mln zł.”
W konsekwencji, jeśli mamy projekt o wartości 2 mln zł, to na zarządzanie nim możemy przeznaczyć 400 tysięcy; jeśli postanowimy jeszcze zrobić kilka rzeczy więcej, za 500 tysięcy, to kwota ta.. spadnie (!) do 375 tysięcy.. Jeszcze zabawniej, jeśli będziemy realizować ambitny, projekt, który oryginalnie miał wartość 5 mln a rozbudujemy go do 6 milionów… Wtedy to kwota na administrowanie projektem spadnie nam z 750, do 600 tysięcy. Gdzie logika?
Ale to nic. Można powiedzieć – projekty unijne nie są obowiązkowe, a darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.. Dlatego powinniśmy się cieszyć, że jakieś pieniądze z Unii dostajemy, bo to zastrzyk dla naszej gospodarki. Niby tak.. Ale..
Rządy- nawet pan-europejskie - nie dają nam pieniędzy. Rządy redystrybuują te, które od nas, podatników wzięto. Nawet jeśli więcej, trzy razy więcej dostajemy z unijnej kasy niż stamtąd bierzemy, to i tak powinniśmy to przyzwoicie policzyć.
Bo – powiedzmy: wpłacamy 30 milionów, dostajemy 120. Hurra! Jesteśmy 90 do przodu.. Ale.. Jeśli 50% tej kwoty jest marnowane na koszty administracyjne (po stronie wszystkich kolejnych szczebli administracji, beneficjentów, i tych co beneficjentami nie zostali)? (Te ostatnie koszta są chyba najczęściej ignorowane…
A to, co jest wydatkowane zgodnie z z przeznaczaniem – na przykład dotacje na szkolenia jest wydatkowane o trzykrotnie efektywnie, niż gdyby decydowały o tym same zainteresowane organizacje? Wtedy efekt „netto” miałby wartość (1/6 ze 120 milionów) - 20 mln. I wtedy wychodziłoby, że jesteśmy 10 mln „do tyłu”… Ale – przyjmijmy, na chwilę, że to tylko taka zabawa liczbami. Bo to temat na dłuższą dyskusję.
Wróćmy do przedstawionego na początku przykładu. Jak pisze p. Gniadkowski, w czasopiśmie „Wspólnota” (5 maja br.) bardzo podobny problem mają gminy z finansowaniem szkół. Okazuje się, że zastosowany tam „schodkowy” system dotacji powoduje, że gmina, która ma 4 999 mieszkańców ma o 40% większe dotacje na ten cel niż gmina, która ma 5001 mieszkańców. Coś tu chyba nie tak.. A dla gmin tych troszkę tylko większych, to często poważny, bardzo poważny problem.
A można to inaczej, lepiej zaprojektować.
Jak by co, polecam się…
(Autor jest – z pierwszego fakultetu – magistrem matematyki. Choć tutaj to matura zupełnie wystarcza..)
PS: protesty PiS i związkowców w sprawie emerytur też świadczą o tym, że nie mają oni za grosz wyobraźni matematycznej. No chyba, że mają tylko tak cynicznie pogrywają dla zbijania politycznego kapitału...