Wrócił temat premii za "Stadion Narodowy". Może warto tematowi przyjrzeć się uważniej - bo jest w tym więcej problemów niż wybór pomiędzy uproszczonymi tezami "za dużo zarobił" a "przecież jest kontrakt".
REKLAMA
W kwestii premii dla p. Kaplera (podobno już cichcem wypłaconej) dwa argumenty są podnoszone – pierwszy, że warto płacić menadżerom bardzo duże pieniądze, bo to jest gwarantem dobrych rezultatów, drugi, że „pacta sunt servanda”, że umów należy dotrzymywać…
Powiedzmy sobie wyraźnie – nie wszystkie kontrakty są uczciwie negocjowane. Często menagerowie czy pełnomocnicy działają z premedytacją na szkodę swych mocodawców. I nie sposób – nie tylko na gruncie moralnym – takich kontraktów honorować.
Polskie prawo przewiduje środki zaradcze na takie sytuacje: § 2. Artykułu 58 Kodeksu cywilnego mówi „Nieważna jest czynność prawna sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.”
Polskie prawo przewiduje środki zaradcze na takie sytuacje: § 2. Artykułu 58 Kodeksu cywilnego mówi „Nieważna jest czynność prawna sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.”
Czy, jeśli minister, prezydent miasta, czy szef wielkiej spółki na dzień przed odejściem podpisze kumplowi wielomilionowy kontrakt, niekorzystny dla swojej organizacji to czy na pewno powinien być on honorowany?
W tym konkretnym przypadku dwa argumenty są podnoszone – pierwszy, że warto płacić menadżerom bardzo duże pieniądze, bo to jest gwarantem dobrych rezultatów, drugi, że „pacta sunt servanda”, że umów należy dotrzymywać…
I niby słusznie, tyle że pierwszy argument nie jest w ogóle prawdziwy, a zastosowanie drugiego, w tym konkretnym przypadku przynajmniej jest więcej niż wątpliwe…
Ale po kolei: czy ogromnych premii, ogromnych wynagrodzeń menadżerom daje gwarancję, czy choćby istotnie zwiększa szansę, że ich wyniki będą lepsze? Czy jest to w społecznym interesie? Oczywiście – i oni sami, i ci co z nich żyją (jak firmy headuntingowe czy obsługujący ich adwokaci) będą tak twierdzić, bo mają w tym swój interes.
Spójrzmy jednak na fakty, spójrzmy na badania naukowe.. Porównajmy – na przykład – funkcjonowanie Toyoty i General Motors... To porównanie – jest istotne ze względu na fundamentalne różnice w filozofii funkcjonowania, i ze względu na to, że przy tak długim okresie konkurowania, przy polu konkurencji obejmującym bez mała cały glob różnice wyników nie mogą być sprowadzone do jednej, czy nawet kilku decyzji…
Rick Wagoner, CEO GM zarabiał rocznie 14 milionów dolarów, a jego japoński odpowiednik, Katsuaki Watanabe przez wiele lat wielokrotnie mniej, jedynie $900.000... A przypomnijmy – to właśnie Toyota od wielu lat goni ilościowo, a wyprzedza jakościowo i pod względem wyników finansowych GM..
Można powiedzieć, że to różnica kulturowa – pomiędzy Japonią, a Ameryką. Fakt. To jest różnica kulturowa. Ale właśnie ta różnica kulturowa stanowiąca o wyborze pomiędzy solidarnością społeczną a darwinistycznym kapitalizmem powoduje, że to Ameryka ma najwięcej ludzi w więzieniach.. I te właśnie różnice kulturowe stanowią o tym, że o ile klęskom żywiołowym w USA nieodmiennie towarzyszy plaga rabunku i przestępczości, to w Japonii, po ostatniej klęsce spowodowanej tsunami takie zjawiska się nie pojawiły…
Powiedzmy to sobie wyraźnie – wynagrodzenie szefów wielkich korporacji często nie ma nic wspólnego z ich wynikami, a jest przede wszystkim wynikiem siły lobbystycznej, siły politycznej umożliwiającej wymuszenie, czy – łagodniej to ujmując – wynegocjowanie korzystnych dla siebie warunków.
Ale po kolei: czy ogromnych premii, ogromnych wynagrodzeń menadżerom daje gwarancję, czy choćby istotnie zwiększa szansę, że ich wyniki będą lepsze? Czy jest to w społecznym interesie? Oczywiście – i oni sami, i ci co z nich żyją (jak firmy headuntingowe czy obsługujący ich adwokaci) będą tak twierdzić, bo mają w tym swój interes.
Spójrzmy jednak na fakty, spójrzmy na badania naukowe.. Porównajmy – na przykład – funkcjonowanie Toyoty i General Motors... To porównanie – jest istotne ze względu na fundamentalne różnice w filozofii funkcjonowania, i ze względu na to, że przy tak długim okresie konkurowania, przy polu konkurencji obejmującym bez mała cały glob różnice wyników nie mogą być sprowadzone do jednej, czy nawet kilku decyzji…
Rick Wagoner, CEO GM zarabiał rocznie 14 milionów dolarów, a jego japoński odpowiednik, Katsuaki Watanabe przez wiele lat wielokrotnie mniej, jedynie $900.000... A przypomnijmy – to właśnie Toyota od wielu lat goni ilościowo, a wyprzedza jakościowo i pod względem wyników finansowych GM..
Można powiedzieć, że to różnica kulturowa – pomiędzy Japonią, a Ameryką. Fakt. To jest różnica kulturowa. Ale właśnie ta różnica kulturowa stanowiąca o wyborze pomiędzy solidarnością społeczną a darwinistycznym kapitalizmem powoduje, że to Ameryka ma najwięcej ludzi w więzieniach.. I te właśnie różnice kulturowe stanowią o tym, że o ile klęskom żywiołowym w USA nieodmiennie towarzyszy plaga rabunku i przestępczości, to w Japonii, po ostatniej klęsce spowodowanej tsunami takie zjawiska się nie pojawiły…
Powiedzmy to sobie wyraźnie – wynagrodzenie szefów wielkich korporacji często nie ma nic wspólnego z ich wynikami, a jest przede wszystkim wynikiem siły lobbystycznej, siły politycznej umożliwiającej wymuszenie, czy – łagodniej to ujmując – wynegocjowanie korzystnych dla siebie warunków.
Jeszcze w roku 1980 szefowie wielkich korporacji amerykańskich zarabiali 42 razy więcej niż wynosiła średnia płaca, a w 2007 było to już… 344 razy tyle… Czy w tym czasie wyniki ekonomiczne amerykańskich korporacji aż tak się poprawiły? Czy trzeba przypominać tak niedawne hojne premie w sektorze finansowym, tuż po zażegnaniu jego skutków jeszcze hojniejszymi dotacjami z kieszeni podatników?
Płacenie zbyt dużych pieniędzy, miewa swoje negatywne skutki – np. „doradcy kredytowi” kuszeni premiami okłamują, oszukują klientów, po to by wywalczyć swoje premie.. Nawet w tak szlachetnych – jak by się wydawało – zawodach jak nauczycielski może to mieć negatywne skutki. Gdy w Kalifornii wprowadzono zasadę „płacenia nauczycielom za wyniki” wystąpiła cała plaga fałszowania wyników testów – po to tylko, by nauczyciele i ich szefowie mogli dostać tłuste premie. Wcale nie pomaga w doborze właściwych ludzi – gdy w Danii podniesiono znacznie pensje nauczycieli zaczęli cisnąć się tam ludzie, którzy nie mieli serca do nauczania, a których ciągnęły tam wyłącznie pieniądze..
Co więcej – jeśli w grę wchodzą ogromne pieniądze, to decydenci często nie będą szukać osoby która daną robotę najlepiej zrobi, ale takiej, która się – w najróżniejszy sposób może odwdzięczyć…
Bo też spójrzmy na naszego bohatera – wiemy, że „był doświadczonym managerem”, że pełnił wysokie funkcje… Ale.. Czy jest coś, czego naprawdę dokonał? Czy też jest bardzo zręczny w pałacowych rozgrywkach?
Najlepszą robotę – w jakiejkolwiek dziedzinie – są ci, którzy są jej pasjonatami, a co najmniej fachowcami. A p. Kapler – czy zarządzał skomplikowanymi projektami developerskimi? Bo powiedzmy sobie szczerze – dział zakupów, nawet dokonywanych za wielkie pieniądze, nie zawiera w swej decyzyjności problemów o takiej komplikacji, jak budowa ogromnego stadionu… Czy naprawdę nie było specjalistów-budowniczych, czy tez nie byli brani pod uwagę, czy byli zniechęcani? Czy też wybrano po prostu „kogoś ze swoich”?
Są też dwa ważne argumenty o charakterze społecznym, przeciwko zawyżonym płacom dla managerów. Jeden, to fakt, że umacnia fałszywe poczucie, że sukces firmy to jest wyłącznie zasługą top-managerów, że tylko oni myślą, a reszta, zwłaszcza szeregowi pracownicy są jedynie od wykonywania poleceń. Firmy, które w to wierzą (tak polskie, jak i amerykańskie) płacą za to bardzo niskim poziomem innowacyjności; w typowych amerykańskie firmach stosunki pracownicze są antagonistyczne, a poziom innowacyjności pracowniczej niski. Odwrotnie jest w czołowych firmach japońskich – pracownicy zgłaszają tysiące propozycji, a kierownictwo je wdraża.
Drugi argument o charakterze społecznym to problem przykładu: „ryba psuje się od głowy”, powiada przysłowie. Gdy akceptujemy ogromne premie dla jednej grupy, inni „też nie chcą być gorsi”. Dlaczego niby, widząc tak szalone premie ustąpić ze swoich żądań mają sędziowie, którzy jako chyba jedyna grupa budżetówki ma gwarantowaną waloryzację świadczeń? Dlaczego ustępować mieli by górnicy, gdy mogą wymusić dla siebie kolejne podwyżki? Jak szastający pieniędzmi rząd ma rościć sobie prawo do żądania zrozumienia konieczności wprowadzania oszczędności w jakiejkolwiek dziedzinie gospodarki i życia społecznego? Dlaczego jakakolwiek grupa miałaby okazywać wstrzemięźliwość w swych żądaniach?
Jest jeszcze jeden fakt fundamentalny dla naszej dyskusji, zadziwiający, a solidnie i wielokrotnie zweryfikowany w badaniach naukowych. Otóż, wbrew głęboko utrwalonym przekonaniom ekonomicznego racjonalizmu okazuje się, że proste motywacje pieniężne działają wyłącznie tam, gdzie mamy do czynienia z prostymi, fizycznymi, a przynajmniej algorytmicznymi działaniami – rąbanie drzewa, rozładowywanie wagonów. Ale tam, gdzie w grę wchodzą choćby elementarne składniki wyższych procesów poznawczych, tam, gdzie potrzebne jest (nawet w niewielkim stopniu) myślenie twórcze, czy strategiczne wysokie bodźce finansowe są przeciwskuteczne. Przeciwskuteczne, to znaczy, że ludzie którym obiecano bardzo wysokie nagrody za bardzo dobre wyniki w wyznaczonych działaniach osiągali istotnie gorsze wyniki. Dan Pink, badacz zagadnień motywacji i mówi: „mamy zachęty tworzone by zaostrzyć myślenie stymulować kreatywność, a efekt jest odwrotny. One zaćmiewają myślenie i blokują kreatywność!”.
Badania te, rozpoczęte w MIT, nie były finansowane przez lewacką konspirację – chyba, że za lewaków uznamy amerykański Bank Rezerw Federalnych… A były one powtarzane – z tymi samymi wynikami na przestrzeni ponad czterdziestu lat… Dan Pink podkreśla: „to jest jeden z najpoważniejszych wyników badań naukowych… ale też jeden z najczęściej ignorowanych. /../ Co tragiczne mamy tu wielką sprzeczność pomiędzy tym, co wie nauka, a tym, co czyni biznes”.
A co się dzieje ze stadionem? Co mamy po zadziwiających modyfikacjach kontraktu, co dostajemy, za ogromne - w końcu - pieniądze?
Stadion miał być oddany w czerwcu 2011, potem wielokrotnie zapowiadano jego otwarcie, odwoływano kolejne imprezy, a po długo oczekiwanym (choć do końca niepewnym) otwarciu w dniu 30. stycznia zgłaszano szereg usterek. Trudno też odrzucić opinie ekspertów – jak np. p. Edmunda Obiały, który budował stadiony w Australii, Anglii, Emiratach Arabskich, obecnie prowadzi przetarg na modernizację gmachu opery w Sydney. Mówił on: „ zarówno w liczbach bezwzględnych jak i po przeliczeniu na dolary, budujemy rekordzistę - najdroższy stadion świata. A jeżeli brać pod uwagę dodatkowo koszt pracy robotników (w Polsce jest przecież znacznie niższy niż w krajach wysoko rozwiniętych), to Stadion Narodowy będzie rekordzistą jeszcze bardzo długo.”
I to prowadzi nas do drugiego argumentu: „umów należy dotrzymywać”. Słusznie. Tyle, że użycie tego argumentu, w tym kontekście to wymagało wyjątkowego, absolutnie wyjątkowego tupetu. Bo przecież, zgodnie z początkową umową, stadion:
• Miał kosztować 1,225 milionów złotych i miał być oddany w czerwcu 2011;
• A p. Kapler miał otrzymywać miesięczne wynagrodzenie w wysokości 10,000 zł, oraz premię w wysokości 120 tysięcy złotych za terminowe ukończenie budowy .
Stadion, na którym nie będą mogły być rozgrywane najważniejsze mecze klubowe, z licznymi usterkami:
• został oddany dopiero 30 stycznia 2012, a ma kosztować prawie dwa miliardy złotych. Za to
• pan Kapler, dzięki tajnym aneksom otrzymywał 26 tysięcy miesięcznie, a teraz dopomina się o 570 tysięcy złotych premii.. mimo nie spełnienia warunków pierwotnej umowy…
Płacenie zbyt dużych pieniędzy, miewa swoje negatywne skutki – np. „doradcy kredytowi” kuszeni premiami okłamują, oszukują klientów, po to by wywalczyć swoje premie.. Nawet w tak szlachetnych – jak by się wydawało – zawodach jak nauczycielski może to mieć negatywne skutki. Gdy w Kalifornii wprowadzono zasadę „płacenia nauczycielom za wyniki” wystąpiła cała plaga fałszowania wyników testów – po to tylko, by nauczyciele i ich szefowie mogli dostać tłuste premie. Wcale nie pomaga w doborze właściwych ludzi – gdy w Danii podniesiono znacznie pensje nauczycieli zaczęli cisnąć się tam ludzie, którzy nie mieli serca do nauczania, a których ciągnęły tam wyłącznie pieniądze..
Co więcej – jeśli w grę wchodzą ogromne pieniądze, to decydenci często nie będą szukać osoby która daną robotę najlepiej zrobi, ale takiej, która się – w najróżniejszy sposób może odwdzięczyć…
Bo też spójrzmy na naszego bohatera – wiemy, że „był doświadczonym managerem”, że pełnił wysokie funkcje… Ale.. Czy jest coś, czego naprawdę dokonał? Czy też jest bardzo zręczny w pałacowych rozgrywkach?
Najlepszą robotę – w jakiejkolwiek dziedzinie – są ci, którzy są jej pasjonatami, a co najmniej fachowcami. A p. Kapler – czy zarządzał skomplikowanymi projektami developerskimi? Bo powiedzmy sobie szczerze – dział zakupów, nawet dokonywanych za wielkie pieniądze, nie zawiera w swej decyzyjności problemów o takiej komplikacji, jak budowa ogromnego stadionu… Czy naprawdę nie było specjalistów-budowniczych, czy tez nie byli brani pod uwagę, czy byli zniechęcani? Czy też wybrano po prostu „kogoś ze swoich”?
Są też dwa ważne argumenty o charakterze społecznym, przeciwko zawyżonym płacom dla managerów. Jeden, to fakt, że umacnia fałszywe poczucie, że sukces firmy to jest wyłącznie zasługą top-managerów, że tylko oni myślą, a reszta, zwłaszcza szeregowi pracownicy są jedynie od wykonywania poleceń. Firmy, które w to wierzą (tak polskie, jak i amerykańskie) płacą za to bardzo niskim poziomem innowacyjności; w typowych amerykańskie firmach stosunki pracownicze są antagonistyczne, a poziom innowacyjności pracowniczej niski. Odwrotnie jest w czołowych firmach japońskich – pracownicy zgłaszają tysiące propozycji, a kierownictwo je wdraża.
Drugi argument o charakterze społecznym to problem przykładu: „ryba psuje się od głowy”, powiada przysłowie. Gdy akceptujemy ogromne premie dla jednej grupy, inni „też nie chcą być gorsi”. Dlaczego niby, widząc tak szalone premie ustąpić ze swoich żądań mają sędziowie, którzy jako chyba jedyna grupa budżetówki ma gwarantowaną waloryzację świadczeń? Dlaczego ustępować mieli by górnicy, gdy mogą wymusić dla siebie kolejne podwyżki? Jak szastający pieniędzmi rząd ma rościć sobie prawo do żądania zrozumienia konieczności wprowadzania oszczędności w jakiejkolwiek dziedzinie gospodarki i życia społecznego? Dlaczego jakakolwiek grupa miałaby okazywać wstrzemięźliwość w swych żądaniach?
Jest jeszcze jeden fakt fundamentalny dla naszej dyskusji, zadziwiający, a solidnie i wielokrotnie zweryfikowany w badaniach naukowych. Otóż, wbrew głęboko utrwalonym przekonaniom ekonomicznego racjonalizmu okazuje się, że proste motywacje pieniężne działają wyłącznie tam, gdzie mamy do czynienia z prostymi, fizycznymi, a przynajmniej algorytmicznymi działaniami – rąbanie drzewa, rozładowywanie wagonów. Ale tam, gdzie w grę wchodzą choćby elementarne składniki wyższych procesów poznawczych, tam, gdzie potrzebne jest (nawet w niewielkim stopniu) myślenie twórcze, czy strategiczne wysokie bodźce finansowe są przeciwskuteczne. Przeciwskuteczne, to znaczy, że ludzie którym obiecano bardzo wysokie nagrody za bardzo dobre wyniki w wyznaczonych działaniach osiągali istotnie gorsze wyniki. Dan Pink, badacz zagadnień motywacji i mówi: „mamy zachęty tworzone by zaostrzyć myślenie stymulować kreatywność, a efekt jest odwrotny. One zaćmiewają myślenie i blokują kreatywność!”.
Badania te, rozpoczęte w MIT, nie były finansowane przez lewacką konspirację – chyba, że za lewaków uznamy amerykański Bank Rezerw Federalnych… A były one powtarzane – z tymi samymi wynikami na przestrzeni ponad czterdziestu lat… Dan Pink podkreśla: „to jest jeden z najpoważniejszych wyników badań naukowych… ale też jeden z najczęściej ignorowanych. /../ Co tragiczne mamy tu wielką sprzeczność pomiędzy tym, co wie nauka, a tym, co czyni biznes”.
A co się dzieje ze stadionem? Co mamy po zadziwiających modyfikacjach kontraktu, co dostajemy, za ogromne - w końcu - pieniądze?
Stadion miał być oddany w czerwcu 2011, potem wielokrotnie zapowiadano jego otwarcie, odwoływano kolejne imprezy, a po długo oczekiwanym (choć do końca niepewnym) otwarciu w dniu 30. stycznia zgłaszano szereg usterek. Trudno też odrzucić opinie ekspertów – jak np. p. Edmunda Obiały, który budował stadiony w Australii, Anglii, Emiratach Arabskich, obecnie prowadzi przetarg na modernizację gmachu opery w Sydney. Mówił on: „ zarówno w liczbach bezwzględnych jak i po przeliczeniu na dolary, budujemy rekordzistę - najdroższy stadion świata. A jeżeli brać pod uwagę dodatkowo koszt pracy robotników (w Polsce jest przecież znacznie niższy niż w krajach wysoko rozwiniętych), to Stadion Narodowy będzie rekordzistą jeszcze bardzo długo.”
I to prowadzi nas do drugiego argumentu: „umów należy dotrzymywać”. Słusznie. Tyle, że użycie tego argumentu, w tym kontekście to wymagało wyjątkowego, absolutnie wyjątkowego tupetu. Bo przecież, zgodnie z początkową umową, stadion:
• Miał kosztować 1,225 milionów złotych i miał być oddany w czerwcu 2011;
• A p. Kapler miał otrzymywać miesięczne wynagrodzenie w wysokości 10,000 zł, oraz premię w wysokości 120 tysięcy złotych za terminowe ukończenie budowy .
Stadion, na którym nie będą mogły być rozgrywane najważniejsze mecze klubowe, z licznymi usterkami:
• został oddany dopiero 30 stycznia 2012, a ma kosztować prawie dwa miliardy złotych. Za to
• pan Kapler, dzięki tajnym aneksom otrzymywał 26 tysięcy miesięcznie, a teraz dopomina się o 570 tysięcy złotych premii.. mimo nie spełnienia warunków pierwotnej umowy…
Wprowadzane w sekrecie aneksy przypominają transakcję ze starego dowcipu „my wysłaliśmy do Związku Radzieckiego dwieście tysięcy ton węgla, w zamian za co oni biorą od nas pięćdziesiąt tysiąc ton szynki..”
No właśnie – oczywistym (jak się wydaje) założeniem zasady „umów należy dotrzymywać” jest przyjęcie, że mamy do czynienia z uczciwą, rzetelnie wynegocjowaną umową. A powiedzmy sobie wyraźnie – nie zawsze tak jest. Podajmy parę przykładów:
• niedługo po okresie wielkich przeobrażeń gospodarczych w Polsce zgromadzenie sióstr zakonnych z warszawskiego Grochowa postanowiło sprzedać wyeksploatowany budynek... szybko znaleźli się usłużni pośrednicy, którzy wynegocjowali sobie 5% prowizję od sprzedaży. Problem jednak w tym, że gdy znaleziono polonijnego kupca skłonnego zapłacić za budynek 400 tysięcy dolarów, to nie z nim transakcję zawarto. Budynek sprzedano najpierw „zaprzyjaźnionej” firmie za 200 tysięcy, a dopiero ta sfinalizowała transakcję z polonusem;
• słynna, zwłaszcza na Zachodzie była historia Ala „The Chainsaw” Dunlopa, który przydomek swój zawdzięczał brutalnym cięciom które przeprowadzał w zarządzanych przez siebie przedsiębiorstwach. Najsłynniejszą, a raczej „najniesławniejszą” stała się jego przygoda z zarządzaniem firmą Sunbeam. AL, któremu obiecano ogromne premie za dobre wyniki (mierzone wzrostem wartości akcji) uruchomił agresywną akcję „wciskania towaru” – zwykle przy pomocy drastycznych, nieopłacalnych obniżek cen. Sprzedaż skoczyła, za nią wartość akcji a Dunlap zgarnął ogromną premię. Jedyny problem, że niedługo potem, gdy metoda „zrobienia wyniku” wyszła na jaw Sunbeam stanął na skraju bankructw;
• trzeci przypadek – względnie niedawny - to negocjacje pomiędzy państwowym bankiem, a „dobrze umocowaną” firmą komputerową. W negocjacjach tych przeforsowano zapis o progresywnej opłacie za obsługę kolejnych klientów, tak, że – wbrew logice kosztów IT– przy istotnym wzroście liczby klientów jeszcze szybciej rosłyby opłaty dla dostawcy oprogramowania. Zewnętrzny konsultant banku dostrzegł absurdalność takiego rozwiązania i zażądał przeprowadzenia symulacji kosztów i opłat.
• niedługo po okresie wielkich przeobrażeń gospodarczych w Polsce zgromadzenie sióstr zakonnych z warszawskiego Grochowa postanowiło sprzedać wyeksploatowany budynek... szybko znaleźli się usłużni pośrednicy, którzy wynegocjowali sobie 5% prowizję od sprzedaży. Problem jednak w tym, że gdy znaleziono polonijnego kupca skłonnego zapłacić za budynek 400 tysięcy dolarów, to nie z nim transakcję zawarto. Budynek sprzedano najpierw „zaprzyjaźnionej” firmie za 200 tysięcy, a dopiero ta sfinalizowała transakcję z polonusem;
• słynna, zwłaszcza na Zachodzie była historia Ala „The Chainsaw” Dunlopa, który przydomek swój zawdzięczał brutalnym cięciom które przeprowadzał w zarządzanych przez siebie przedsiębiorstwach. Najsłynniejszą, a raczej „najniesławniejszą” stała się jego przygoda z zarządzaniem firmą Sunbeam. AL, któremu obiecano ogromne premie za dobre wyniki (mierzone wzrostem wartości akcji) uruchomił agresywną akcję „wciskania towaru” – zwykle przy pomocy drastycznych, nieopłacalnych obniżek cen. Sprzedaż skoczyła, za nią wartość akcji a Dunlap zgarnął ogromną premię. Jedyny problem, że niedługo potem, gdy metoda „zrobienia wyniku” wyszła na jaw Sunbeam stanął na skraju bankructw;
• trzeci przypadek – względnie niedawny - to negocjacje pomiędzy państwowym bankiem, a „dobrze umocowaną” firmą komputerową. W negocjacjach tych przeforsowano zapis o progresywnej opłacie za obsługę kolejnych klientów, tak, że – wbrew logice kosztów IT– przy istotnym wzroście liczby klientów jeszcze szybciej rosłyby opłaty dla dostawcy oprogramowania. Zewnętrzny konsultant banku dostrzegł absurdalność takiego rozwiązania i zażądał przeprowadzenia symulacji kosztów i opłat.
Wtedy to szefostwo firmy komputerowej szybko doprowadziło - dzięki swym koneksjom - do usunięcia niewygodnego konsultanta z zespołu negocjacyjnego;
• problem korporacyjnej korupcji ma wiele postaci: w 2009 Siemens zapłacił 1,3 mln dolarów kary za korumpowanie zagranicznych urzędników..
• problem korporacyjnej korupcji ma wiele postaci: w 2009 Siemens zapłacił 1,3 mln dolarów kary za korumpowanie zagranicznych urzędników..
Pojawiały się w prasie głosy „jak zapłacą co było w kontrakcie, to się może wreszcie nauczą czytać umowy”! Problem w tym, że zapisy umowy nie wynikają bynajmniej z nieuważności czytania, czy niestaranności przygotowania umów. Wręcz przeciwnie. Te umowy, a dokładniej aneksy (bo to one są problematyczne w tej sprawie) były przygotowane z wielką starannością. Ale staranność ta skierowana była na zapewnienie p. Kaplerowi ogromnych pieniędzy – bez względu na wyniki jego pracy. Najbardziej kuriozalny jest zapis o przyjęciu karnych odsetek za zwłokę w wysokości 13% miesięcznie. Znaczyłoby to, że po ewentualnych trzech latach procesu (co w polskiej praktyce nieudolnego sądownictwa byłoby zupełnie rozsądnym okresem) kwota 570 tysięcy urosła by do.. jakiejś abstrakcyjnej sumy... Prawnicy, których sobie cenię, mówią prywatnie, że doprowadzenie do takiego zapisu w kontrakcie „wyczerpuje wszelkie znamiona zmowy przestępczej”.
Pointę, a nawet kilka, dopisało życie:
* Polska The Times pisze: „Proces informatyzacji największych instytucji publicznych w kraju okazał się dla niektórych urzędników nie lada okazją do "lewych" zarobków. Za odpowiednie wynagrodzenie pracownicy poszczególnych urzędów mieli zawierać niekorzystne dla państwa kontrakty. Umowy o ogromnej wartości miały zawierać także specjalnie konstruowane aneksy, które uniemożliwiały ich zerwanie.
* Polska The Times pisze: „Proces informatyzacji największych instytucji publicznych w kraju okazał się dla niektórych urzędników nie lada okazją do "lewych" zarobków. Za odpowiednie wynagrodzenie pracownicy poszczególnych urzędów mieli zawierać niekorzystne dla państwa kontrakty. Umowy o ogromnej wartości miały zawierać także specjalnie konstruowane aneksy, które uniemożliwiały ich zerwanie.
* Rzeczpospolita, w artykule o znamiennym tytule „Polacy chętniej dają łapówki” : „Korupcja jest większa, bo w naszym kraju wciąż za dużo zależy od decyzji urzędników. /../ i (co chyba najważniejsze w kontekście naszego artykułu): „wciąż istnieje społeczne przyzwolenie na korupcję”,
* a w "Na Temat" mieliśmy informację o tym, że firma jednego z posłów zrobiła na stadion
fantastyczny interes.. Bez przetargu, w drodze "uznaniowej.. Ktoś wierzy w przypadek?
fantastyczny interes.. Bez przetargu, w drodze "uznaniowej.. Ktoś wierzy w przypadek?
Oczywiście, dobrzy managerowie, jak i dobrzy fachowcy zasługują na płacenie im dobrych, nawet bardzo dobrych pieniędzy. Ale dokonane musi bo być w uczciwy, przejrzysty („transparentny”) sposób. W związku z tym:
• Kategoria „konfliktu interesów” musi być skutecznie wprowadzona do praktyki decyzji ciał publicznych,
• Wszelkie ważniejsze stanowiska finansowane ze środków publicznych powinny być obsadzane w drodze jawnych konkursów;
• Kontrakty których stroną są agendy państwowe i samorządowe powinny być jawne. Ich utajnianie, często pod pretekstem „tajemnicy handlowej” nie daje żadnych korzyści społecznych, a przynosi wiele oczywistych szkód;
• Kontrakty o istotnej wartości, zawierane w imieniu organizacji publicznych powinny być „ko-asygnowane” przez osobę o zbliżonej odpowiedzialności (aby - tak jak w przypadku omawianego kontraktu był ktoś, kto czuje się odpowiedzialny - nawet gdy, podpisujący odejdzie);
• A przypadki działania na szkodę interesu społecznego szybko, zdecydowanie piętnowane i karane. No właśnie: kto, kiedy i jak pociągnie do odpowiedzialności b. ministra Drzewieckiego za podpisanie absurdalnie niekorzystnych aneksów?
• Kategoria „konfliktu interesów” musi być skutecznie wprowadzona do praktyki decyzji ciał publicznych,
• Wszelkie ważniejsze stanowiska finansowane ze środków publicznych powinny być obsadzane w drodze jawnych konkursów;
• Kontrakty których stroną są agendy państwowe i samorządowe powinny być jawne. Ich utajnianie, często pod pretekstem „tajemnicy handlowej” nie daje żadnych korzyści społecznych, a przynosi wiele oczywistych szkód;
• Kontrakty o istotnej wartości, zawierane w imieniu organizacji publicznych powinny być „ko-asygnowane” przez osobę o zbliżonej odpowiedzialności (aby - tak jak w przypadku omawianego kontraktu był ktoś, kto czuje się odpowiedzialny - nawet gdy, podpisujący odejdzie);
• A przypadki działania na szkodę interesu społecznego szybko, zdecydowanie piętnowane i karane. No właśnie: kto, kiedy i jak pociągnie do odpowiedzialności b. ministra Drzewieckiego za podpisanie absurdalnie niekorzystnych aneksów?
W środowisku lumpenproletariackiej Warszawy obowiązywało hasło „śmierć frajerom”. Nie oznaczało ono oczywiście chęci robienie im fizycznej krzywdy.
Tylko tyle, że jak ktoś jest naiwny, głupi, to został stworzony do tego, by cwańsi go okradali…
Czy na pewno chcemy być frajerami?
