Krótkowzroczność boli - w szczególności w negocjacjach. Boom budowlany, związany z Euro – drogi i stadiony, który miał i mógł być „El Dorado” dla firm budowlanych, stał się dla nich wielkim koszmarem; dziesiątkom firm, mniejszych i większych grozi upadek, a tysiącom ich pracowników - bezrobocie. Ale to problem nie tylko dla nich, to problem również dla GDDKiA – bo przecież bankrutujące firmy nie zbudują potrzebnych dróg, proces inwestycyjny się przedłuża, a kontynuacja przerwanej budowy będzie zapewne kosztować znacznie więcej – przynajmniej, jeśli się weźmie pod uwagę koszty społeczne opóźnień. A przecież nie musiało tak być.
Jeśli się przyjrzeć dokładniej sytuacji, widać, że każda ze stron, mogła zrobić wiele, by nie dopuścić do tak tragicznego finału. Refleksja nad tą kwestią zapewne nie zmieni niczyjego położenia, ale możemy wyciągnąć wnioski na przyszłość, by takich przypadków uniknąć. Firmy budowlane mówią „GDDKiA narzuciła mordercze warunki kontraktów”, a GDDKiA „przecież oni nie są dziećmi, powinni być odpowiedzialni za to, co podpisują”. Ale sprowadzanie dyskusji do stwierdzeń „to ONI zawinili” niczego nie rozwiąże.
GDDKiA zagrała o minimalizację kosztów. W imię dbałości o publiczny grosz. Albo o premie.
1. Zidentyfikuj te grupy kosztów, które stanowią (powiedzmy) więcej niż 3% kosztów.
(Zwykle będzie to nie więcej niż 10 elementów.)
2. Zapytaj siebie samego, swoich ludzi – ceny których elementów kosztotwórczych mogą się istotnie zmienić? (Czy nie jest oczywiste, że przy masowych zamówieniach pójdą w górę ceny surowca – kruszywa i ceny półfabrykatów – jak asfalt?)
3. Zbuduj prostą symulację, pokazującą efekty zmian tych cen.. I zastanów się, czy kontrakt, który z wielkim prawdopodobieństwem przyniesie straty na pewno warto podejmować.. Czy gra jest warta świeczki?
4. Zastanów się, jakie zdarzenia losowe mogą zagrozić realizacji kontraktów. Co się zdarzało firmom w podobnych sytuacjach? Co można z tym zrobić?
