We wcześniejszym artykule pisałem o tym, jak bardzo słabo działają w Polsce sieci Aniołów Biznesu. Jako przyczynę problemu wskazywałem tam przede wszystkim w dumpingową konkurencję rozmaitych programów dotacyjnych. Ale nie znaczy to, że nawet w istniejących warunkach nie mogłyby sieci te lepiej działać. Jak? Właśnie o tym będzie…

REKLAMA
logo
anioł w locie interent

Po pierwsze - grupa docelowa
Ogromna większość sieci aniołów biznesu finansowanych w PARP’oskich programach koncentruje się na grupach z wiodących artykułów o najsłynniejszych innowacjach: absolwentach wyższych uczelni, młodych pracownikach nauki i profesurze.
Po kolei:
- absolwenci – choć często mają sporo ciekawych pomysłów, czasem mają b. sensowne pomysły, to rzadko mają dostatecznie dużo wiedzy o otoczeniu by być w stanie oddzielić ziarna od plew. A po pokonaniu tej bariery pojawia się większa: brak umiejętności zebrania odpowiedniego zespołu, stworzenie planu działania, wdrożenia go w życie.. Tu odbija się boleśnie brak kapitału społecznego, doświadczenia, dorobku zawodowego;
- doktoranci – ich doświadczenie zawodowe (ze wszystkimi wyżej prezentowanymi konsekwencjami) nie jest wiele lepsze od absolwentów;
- profesura – doświadczeniem oczywiście bije na głowę dwie wcześniejsze grupy, ale jest tu inny problem: priorytety. Przy ogromnym prestiżu zawodowym profesora w Polsce, przy nader sympatycznych dochodach ciągniętych z etatów na wielu uczelniach, przy kalendarzy napiętym do granic możliwości egzaminami, wykładami i międzynarodowymi konferencjami trudno ludziom tej grupy wygospodarować czas na stworzenie dobrej firmy. Co samo w sobie często jest pracą na 2 etaty.. Inny problem tej grupy, to sprzeczność pomiędzy chęcią pokazania swoich wyników w naukowej społeczności, a wymaganiami komercyjnej dyskrecji..
Oczywiście – nie ma nic złego w tych grupach, może tam się znaleźć całkiem sporo dobrych pomysłów, ale.. Nie tam będzie ich najwięcej.
Potencjał w doświadczeniu
Badania przytaczane przez… pokazują, że największy potencjał innowacyjności tkwi w ludziach którzy pracują w najróżniejszych działach gospodarki. Wśród sprzedawców, którzy widzą nie zaspokojone potrzeby klientów, a muszą im wciskać towar, który często nie odpowiada ich potrzebom; wśród zaopatrzeniowców, którzy nie mogą się doprosić właściwych komponentów, wśród ludzi produkcji i usług, którzy widzą, że wiele procesów organizacyjnych mogło by być przekonstruowanych, dając znaczące oszczędności w nakładach bądź lepsze produkty..
Wreszcie, wiele może wyniknąć z uważnej obserwacji rzeczywistości. Pamiętacie pana Krocka, twórcy potęgi McDonalds’a? On sam niewiele wymyślił. On jedynie wyłowił świetnie funkcjonujący model biznesu realizowany przez braci M.. (Fakt, wymyślił jak to spopularyzować.)
Pomysł i projekt
Kolejnym wielkim problemem naszych anielskich sieci jest koncentracja na pomysłach. Cóż.. Mam złą wiadomość: w same pomysły nikt na zachodzie nie inwestuje. Inwestuje się (najchętniej – w rozwojowe firmy, a jeśli nie to co najmniej w projekty. Projekt tym się różni od pomysłu, że stoi już za nim wizja realizacji, koncepcja pozyskania zaopatrzenia czy kadr, pomysł na strategię sprzedaży i przynajmniej zarys budżetu. A tego często w składanych pomysłach brak. Menadżerowie anielskich sieci często narzekają „a wie Pan, jak trudno się doprosić choćby kawałka papieru?”.
Trudno się temu nawet dziwić – jeśli ktoś ma fajny pomysł – powiedzmy na nową zupę w proszku, to czy musi się znać na kosztach produkcji, tajnikach zaopatrzenia czy sprzedaży? Jak? Skąd?
I tu chyba jest pies pogrzebany.. Potrzebujemy środowisk biznesowych, by ludzie z ciekawymi pomysłami łatwiej mogli znaleźć partnerów z wiedzą i umiejętnościami uzupełniającymi ich własne. Ale podjęcie decyzji o współpracy z innymi wymaga elementarnego przynajmniej zaufania..
A brak pomysłów.. Ciągle zdaje się pokutować mit, że dobre pomysły po prostu „się zdarzają”. Fakt, bywa i tak. Ale oprócz tego są dobrze sprawdzone techniki twórczego myślenia, które to, po połączeniu ich z narzędziami strategicznego marketingu dają możliwość efektywnego poszukiwania pomysłów na nową firmę czy rozwój. Warsztaty, oparte na takiej koncepcji realizowałem z powodzeniem w Polsce, Australii i w Danii. Dają one szansę bliską 90%, że ktoś, nastawiony na stworzenie nowej firmy wyjdzie z 3-5 pomysłami wartymi poważnego rozważenia.
Negocjacje
Wiele potencjalnie bardzo sensownych projektów pada na etapie negocjacji z aniołami. I trudno się dziwić: wynalazcy zwykle wierzą święcie w genialność swojego projektu, nieomal z poczuciem, że świat tylko na to czeka, podczas gdy „aniołowie” wiedzą, jak wiele przeszkód, trudności i pułapek czeka na każdy projekt biznesowy, jak łatwo popełnić błąd, jak często pojawiają się czynniki, których nie sposób było przewidzieć.
Bardzo łatwo dochodzi wtedy też do emocjonalnych konfliktów: w najnaturalniejszym procesie targowania się projektodawca łatwo wpaść może w poczucie, że „kapitalista” chce go ograbić z owoców wieloletniej pracy, a „anioł”, że pomysłodawcy chcą mnóstwo forsy, najlepiej z góry za coś, co jest dopiero będzie sprzedawalnym produktem.
Jak wyjść z impasu? Jest na to rozwiązanie. Jakie? Będzie o tym w następnym odcinku. Powiemy tylko tyle, że dzięki zastosowaniu tego rozwiązania australijska sieć aniołów biznesu odnotowuje znacznie wyższy wskaźnik kojarzeń – wahający się pomiędzy 4% a 5%, wobec amerykańskich 2-3%.