
O mediacjach myślimy zwykle w kontekście sporów sądowych; ale jest przecież mnóstwo niszczących konfliktów, które do adwokatów prawie nigdy nie trafiają – to spory wewnętrzne… Statystyki pokazują, że ok. 50% połączeń („mergers”) niszczy a nie kreuje wartość.. (W wypadku wielkich firm jest to nawet 75%.) Jedną z podstawowych przyczyn są właśnie źle rozwiązywane sprzeczności – interesów, kultur, wizji…
REKLAMA
Jacek Santorski, opowiadał mi niedawno, jak właściciel jednej z lepszych giełdowych spółek zainterweniował w konflikcie pomiędzy szefem marketingu i dyrektorem zarządzającym. Zaprosił on obu na elegancką kolację; rozmawiali przez godzinę o życiu, sporcie i sztuce.. Aż wreszcie, na koniec szef oświadczył: „Panowie, dogadajcie się. Tak dalej być nie może!” - i zostawił ich samych przy stoliku. Następnego dnia na swoim biurku znalazł wypowiedzenie podpisane przez marketingowca.
Cóż – interwencje w konfliktach wymagają jednak czegoś więcej, niż sama dobra wola.
W czym problem? Jeśli negocjacje bazują na szansie często hasło „panowie, jest interes do zrobienia” wystarczy. Tam jednak, gdzie mamy do czynienia z zaognioną sytuacją konfliktu jest dużo trudniej.
Wchodzą tu w grę silne emocje, które blokują klarowność myślenia, ograniczając widzenie rozwiązań do „my – albo – oni”. Gdy nerwy są napięte, mamy ochotę trzasnąć drzwiami – lub kogoś – bez względu na konsekwencje. Jakie jest wyjście z sytuacji?
Odblokować emocje i rozszerzyć pole widzenia stron! Kiedyś, wypracowałem technikę „mapowania rozwiązań”: sadzamy strony (wtedy był co czteroosobowy zarząd spółki) przed planszą i prosimy o zidentyfikowanie możliwych rozwiązań – od wykupu przez jedną ze stron, po proces sądowy.
Po godzinie-dwóch daje się już zaobserwować przełom mentalny – „tak, chyba rzeczywiście warto by się dogadać”. Potem mediacja jest już zupełnie prosta..
Cóż – interwencje w konfliktach wymagają jednak czegoś więcej, niż sama dobra wola.
W czym problem? Jeśli negocjacje bazują na szansie często hasło „panowie, jest interes do zrobienia” wystarczy. Tam jednak, gdzie mamy do czynienia z zaognioną sytuacją konfliktu jest dużo trudniej.
Wchodzą tu w grę silne emocje, które blokują klarowność myślenia, ograniczając widzenie rozwiązań do „my – albo – oni”. Gdy nerwy są napięte, mamy ochotę trzasnąć drzwiami – lub kogoś – bez względu na konsekwencje. Jakie jest wyjście z sytuacji?
Odblokować emocje i rozszerzyć pole widzenia stron! Kiedyś, wypracowałem technikę „mapowania rozwiązań”: sadzamy strony (wtedy był co czteroosobowy zarząd spółki) przed planszą i prosimy o zidentyfikowanie możliwych rozwiązań – od wykupu przez jedną ze stron, po proces sądowy.
Po godzinie-dwóch daje się już zaobserwować przełom mentalny – „tak, chyba rzeczywiście warto by się dogadać”. Potem mediacja jest już zupełnie prosta..
Autor jest konsultantem, trenerem biznesu, prowadzi własną firmę szkoleniowo-doradczą Kreatywne Strategie. Jest też mediatorem BCC.
