A więc jednak zamach. Chodzi o prezydencki samolot w Smoleńsku. Potwierdza to wybitny uczony, choć tylko z tytułem inżyniera, przebywający na stałe w Australii – 72-letni Gregory Szuladziński.

REKLAMA
Prowadzi tam firmę, w której jego udział wynosi…2 dolary australijskie, a uczonemu nie przeszkadza, że nigdy w życiu nie
zajmował się poważnymi katastrofami lotniczymi, i nigdy, w odróżnieniu na przykład ode mnie, nie był na miejscu katastrofy w Smoleńsku.
Pan Szuladziński jest przekonany, że 2 wybuchy, które zniszczyły samolot, nastąpiły na 2 sekundy przed lądowaniem Tupolewa, nie potrafi jednak powiedzieć, kto i w jaki sposób uruchomił ładunki wybuchowe i w jaki znalazły się na pokładzie samolotu. Mało tego: wybitny uczony twierdzi, że „na początku lotu ładunków nie musiało w samolocie być”.
A wiec moja prywatna teoria, iż to kosmici przyczepili podczas lotu Tupolewa dwa ładunki, jeden do skrzydła, drugi do kadłuba, zdaje się być prawdziwa.
Jest interesujące, że podczas konferencji prasowej nikt nie zadał pytania prowadzącemu tę konferencję, również wybitnemu specjaliście od katastrof lotniczych, panu A. Macierewiczowi, co robił w chwili katastrofy w oddalonym o 18 km od Smoleńska Katyniu i jakie są, czy też były jego kontakty z kosmitami. I kim była tajemnicza osoba, z którą w Katyniu tuż przed katastrofą rozmawiał .
Kiedy byłem małym chłopcem, istniało powiedzenie mające pokazać, że coś jest z kimś nie w porządku. Powiedzenie to brzmiało:
Mamo, kup mi lotnisko, będę się czepiał samolotów.