Kibice piłkarscy pamiętają ten okrzyk jakże często słyszany na naszych stadionach. Niestety nie sądzę, aby w chwili, kiedy Grecy strzelą nam pierwsi bramkę (oby nie) zabrzmiał on na stadionie narodowym.
REKLAMA
A okrzyk przypomniał mi się nie z okazji zbliżających się mistrzostw Europy, lecz po obejrzeniu „kropki nad i” , w której pierwsze skrzypce grał pan poseł Joachim Brudziński. Karygodne pozbawienie wolności parlamentarzystów skwitował:
nic się przecież nie stało…
nic się przecież nie stało…
Czy rzeczywiście, nic się nie stało?
Zastanawiam się, dlaczego w ostatnim czasie, przyznam moja ulubiona audycja „Kropka nad i”, zbliżyła się do „Szkła kontaktowego”, w którym – zgodnie z założeniem tej audycji - można oglądać i wysłuchiwać największe w polskiej polityce dziwolągi i politycznych nieudaczników jak choćby Joachima Brudzińskiego czy Jana Tomaszewskiego.
Im gorzej tym lepiej? Dla kogo?
Czy warto do tak nobilitującej audycji zapraszać osoby po prostu bredzące?
Dziś można odnieść wrażenie, że im większy bełkot, tym większe szanse pokazania się w „Kropce nad i”.
Czy warto do tak nobilitującej audycji zapraszać osoby po prostu bredzące?
Dziś można odnieść wrażenie, że im większy bełkot, tym większe szanse pokazania się w „Kropce nad i”.
Nie tak dawno red. Kolenda-Zaleska powiedziała:
W tym maglu, którego jesteśmy uczestnikami nikt nie jest bez winy”
W tym maglu, którego jesteśmy uczestnikami nikt nie jest bez winy”
Dobra konstatacja, warta przeczytania przez autorów „Kropki nad i”.
