8 marca odbędzie się zaprzysiężenie nowego prezydenta Czech – Milosza Zemana, który w drugiej turze wyborów uzyskał ponad 55 procentowe poparcie.

REKLAMA
Nie było to sensacyjne zwycięstwo, raczej spodziewane. Zemanowi pomogła prawie dziesięcioletnia przerwa w życiu politycznym, podczas której w znacznej mierze zapomniano o jego grzeszkach, które przykryła mgła niepamięci, a podczas ostatnich miesięcy - prowadzenie negatywnej kampanii. (Schwarzenberg to człowiek schorowany, stary, źle mówiący po czesku, jego żona jest Austriaczką itp.itd.) Pomogło mu także zbyt nachalne promowanie przeciwnika w wyborach zarówno przez znanych czeskich celebrytów jak i część czeskich mediów.
Pierwszym posunięciem Zemana było… zrezygnowanie z ochrony osobistej zarówno dla siebie jak i swojej rodziny, co wywołało zadowolenie wyborców, ale konsternację ministra spraw wewnętrznych, który nakazał ochronę nowego prezydenta… na odległość.
Drugim – oświadczenie, że obecny rząd nie ma poparcia społeczeństwa, warto się więc zastanowić nad rozpisaniem nowych wyborowe parlamentarnych.
Trzecim – przyjęcie zaproszenia na zjazd czeskich socjaldemokratów. Wzmocni to z pewnością tę partię i zapewne pokaże, że Zeman zamierza aktywnie wchodzić w życie polityczne Czech, poprzez udzielanie poparcia także innych partiom lewicowym, takim jak Partia Praw Obywatelskich (nowy prezydent jest jeszcze nadal Honorowym jej prezesem) czy Komunistyczna Partia Czech i Moraw.
Zeman nie zamierza więc być malowanym prezydentem, z jego pierwszego przemówienia wynika, że będzie ostro działać, krytykować, piętnować.
I że zawiesi obok czeskiej (czego nie zrobił Klaus) także flagę unijną na Zamku Hradczańskim.