Miliony ludzi mogą być gotowe pozostawać wyznawcami religii, która nie stawia ich codzień pod ścianą i nie wymaga przestrzegania niczego więcej, niż oni sami zechcą przestrzegać. Jednak, jak wielu będzie gotowych wolność utracić i wyznawać coś, co nie pozostawia im w decyzjach żadnego wyboru?
REKLAMA
Wojna religijna eskaluje. W ramach tego samego kraju ludzkie grupy coraz mocniej się różnią od siebie i coraz trudniej znaleźć jakikolwiek konsensus. Wojny religijne rzadko kiedy obywają się bez ofiar, ale dziś większość ludzi nie chce o tym wiedzieć. Wierzy się raczej w to, że wyznawanie jakiejś religii może być jedynie rodzajem kostiumu i nie musi mieć praktycznych skutków. Idea „religijności bezobjawowej", fundament współczesnego społecznego projektu, jest bardziej problematyczna, niż się wydawało. Czy to w ogóle możliwe, by bycie wyznawcą nie przeszkadzało żyć, jak kto zechce i nie powodowało niewygodnych różnic w praktycznym ludzkim postępowaniu?
Ze wszystkich trzech abrahamicznych religii – judaizmu, islamu i chrześcijaństwa – w chrześcijaństwie jest o to najłatwiej. Judaizm posiada Halachę – boskie prawo, które określa konkretne postępowanie w różnych dziedzinach życia. Islam ma szariat. To podobne „boskie prawo”, dookreślające ludzkie działania w sposób ostateczny. Kiedy wyznawcy tych tradycji mówią, że boskie prawo ma pierwszeństwo przed ludzkim (a mówią to nader często), jest to oczywistość w ramach ich religii i dokładnie wiadomo, co mają na myśli. Możemy to łatwo zobaczyć w praktyce, choćby na przykładzie tych wszystkich państw, w których, jak choćby ostatnio w Iraku, po upadkach świeckich dyktatorów, stopniowo prawo szariatu jest zaprowadzane. Można to też zauważyć na przykładzie licznych trudności, jakie istniały przy próbach wprowadzenia w Izraelu świeckich małżeństw. Próby wyjęcia prawa małżeńskiego spod władzy sądów rabinicznych trwały przecież całe lata.
Chrześcijaństwo dość istotnie się tu różni od pozostałych dwu gałęzi. Są tego dwa powody – historyczny i teologiczny.
Historyczny taki, że w chwili, w której cesarz Teodozjusz I ogłosił, że chrześcijańska religia będzie obowiązująca w jego imperium, a praktykowanie innych będzie karane śmiercią, istniała w Rzymie od wieków bardzo silna struktura rzymskich prawników. Ich świeckie prawo regulowało wszystko w państwie i ludzie ci byli zbyt wpływowi, by podzielić, na przykład, los kapłanów Mitry. Bez rzymskich prawników, kutych na cztery nogi cwaniaków, znających wszystkich ważnych ludzi i wiedzących o wszystkich długach, zaszłościach, oszustwach, spadkach i brakach we własnościowych dokumentach, rzymskie imperium by upadło w rok, lub dwa. Nowa religia nie stworzyła państwa od zera, ale została nałożona na państwo już funkcjonujące. Dlatego rzymskie prawo zachowało niezależność. W judaizmie i islamie historia toczyła się całkiem inaczej.
Drugi powód jest teologiczny. W chrześcijaństwie człowiek zabił Boga. Co więcej – ma z tego powodu jakąś winę, ale wina ta zostaje mu przebaczona. Co jeszcze ciekawsze – relacja między Bogiem i człowiekiem jest tu relacją jak między dzieckiem i ojcem. Ma to ważne skutki, bo ojciec nie tylko wydaje rozkazy, ale może i kochać. Zatem, nawet jeśli coś nakazuje, to w razie odstępstw wybacza.
W islamie na przykład jest całkiem inaczej, bo islamski Allach nie jest ojcem, tylko panem. Jeśli więc coś nakazuje, to nie ma wybaczenia w razie odstępstwa, które byłoby oparte na relacji zrozumienia i na miłości bóstwa do ludzkiej istoty. Jest tylko hierarchia. Zatem wskazania islamskiego szariatu, podobnie, jak judaistycznej Halachy, są ścisłe. Jeśli ich nie przestrzegasz, to po prostu nie jesteś wyznawcą i kropka.
W chrześcijaństwie, pomiędzy nakazem religijnym, a człowiekiem, jako jego adresatem, istnieje jednak pewna szczelina wybaczenia, sympatii, miłości, wreszcie dowolności interpretacji. Można wyciągnąć kawałek starego testamentu, w którym napisano, że seksualny grzech należy śmiercią karać, ale ktoś inny może argumentować, że przecież główny bohater Nowego Testamentu był miłym facetem i na pewno by nam tego nie chciał zrobić, więc może nie przesadzajmy. Ale kiedy już przesadzamy? Nikt w chrześcijaństwie do końca tego nie wie, dlatego pojawia się nieokreśloność, która w pozostałych dwu abrahamicznych gałęziach nie występuje.
W dodatku chrześcijaństwo ma jeszcze jeden nietypowy w abrahamizmie element – bohaterem jego opowieści może być człowiek, mający wątpliwości co do samej wiary. W islamie i judaizmie po prostu „jest tak, jak jest”. W chrześcijaństwie mamy pewien obszar nieoznaczoności, w którym wyznawca określa się, jako ten, który wierzy, nie wierzy, poszukuje, wątpi, odchodzi, powraca, uzyskuje przebaczenie, znów odchodzi itd. Mamy tu więc miejsce na „ruchomy podmiot” z jego niestabilną relacją z obiektem wiary i jej ewolucją i być może właśnie ta szczelina nieoznaczoności była tym, dzięki czemu mogła powstać nowoczesna, europejska świecka świadomość, która ma tę niezwykłą cechę, że potrafi sama nad sobą się zastanawiać i sama siebie umie kwestionować. Żadna inna kultura nie wytworzyła czegoś podobnego.
Profesora Chazana i jego kolegów krytykuje miliony ludzi. Mnie się oni też nie podobają. Jednocześnie jednak ci sami, którzy ich od czci i wiary odsądzają, wysyłają swoje dzieci na religię, na komunię, do bierzmowania, biorą kościelne śluby, wynajmują księży na pogrzebach, chodzą się spowiadać i masowo kupują portret uwielbianego przez siebie papieża – największego w historii przeciwnika aborcji, eutanazji i in-vitro.
W islamie i judaizmie tego rodzaju rozdźwięk byłby niemożliwy do pomyślenia. Jeśli jesteś wyznawcą, to po prostu stosujesz się do zasad, a jeśli się nie stosujesz, jeśli zasad nie uznajesz, to po prostu miej odwagę przyznać, że żadnym wyznawcą nie jesteś. W chrześcijaństwie jest trochę inaczej, bo prócz nakazu i zakazu wyznawca ma właśnie ten element tajemniczej intencji, która miała kazać Bogu zrobić coś szczególnego dla człowieka własnym kosztem. Dzięki temu liczy, że w tej szczelinie nieokreśloności jakoś to wszystko się upchnie. Z tego też powodu to właśnie chrześcijaństwo jest religią skazaną na sukces. Jej wyznawanie oznacza najmniejszy koszt. Faktycznie można wyznawać je niemal bezobjawowo, lub stosować całkowicie ściśle. Można w jakimś sensie negocjować skutki bycia wyznawcą i regulować je sobie wedle potrzeb, bo „boskie prawo” jest tu zawsze nie do końca domknięte.
No i mamy w Europie system prawny, którego początkiem jest to rzymskie prawo, które istniało wcześniej, niż chrześcijaństwo. Dlatego miliony krytyków Chazana mogą nie widzieć własnego postępowania, jako niekonsekwencji.
W argumentach, mówiących o tym, że Chazan nie uznając zasad świeckiej instytucji powinien zwolnić się z pracy widać całą gigantyczną naiwność współczesnej wizji świata. Nie może zwolnić się z tej instytucji właśnie dlatego, że nie uznaje jej zasad. Jak można nie rozumieć rzeczy tak oczywistej?
Ci lekarze po prostu są dywersantami. Dywersant nie idzie do domu, bo ma plan. Bojownik Al-Kaidy, zatrudniony lata temu w serwerowni amerykańskiej elektrowni atomowej nie zwolni się przecież z pracy z tego powodu, że się nie zgadza z celami tej instytucji. Przeciwnie. Będzie czekał na odpowiedni moment, by zrobić to, co, jak wierzy, ma głęboki sens. Tu jest bardzo podobnie. Ci ludzie właśnie po to pracują w państwowej instytucji medycznej, by nie przepisywać leków. Bo są wyznawcami religii, która, ustami uwielbianego przez większość Polaków papieża, stanowczo zakazuje aborcji, eutanazji, in-vitro i chemicznej antykoncepcji. I traktują to absolutnie dosłownie. Wierzą w Boga nakazu i zakazu, a obszar nieokreśloności – źródło nowoczesnej mentalności europejskiej - pragną usunąć.
Pytanie, kto to kupi. Miliony ludzi mogą być gotowe pozostawać wyznawcami religii, która nie stawia ich codzień pod ścianą i nie wymaga przestrzegania niczego więcej, niż oni sami zechcą przestrzegać. Jednak, jak wielu będzie gotowych wolność utracić i wyznawać coś, co nie pozostawia im w decyzjach żadnego wyboru? Z pewnością pokażą to najbliższe lata.
