REKLAMA
Za akcją Stop pedofilii może stać jakiś pedofil, który boi się, że po lekcji któraś z ofiar go wyda. Przekazywanie dzieciom w szkole w sposób otwarty informacji o tym, czym może być seksualne molestowanie, ma potencjał zmiany układu sił między ofiarą i sprawcą. Dziecko uwiedzione przez pedofila, lub przez niego zgwałcone, zwykle nie mówi nikomu o tym, co się stało. Nawet pozostając w relacji wykorzystywania przez długie lata, zwykle ukrywa to, co się dzieje.
To reguła, od której jest niewiele wyjątków. Jedną z przyczyn jest to, że doświadczenie seksualnego wykorzystania jest w świecie dziecka czymś, co jest poza językiem. Nie ma na to pojęć i słów. To doświadczenie nie ma nazwy, zatem to pedofil nadaje mu nazwy. Jedyne nazwy i pojęcia, jakie dziecku przychodzą do głowy spontanicznie, wiążą się ze wstydliwością powiązaną generalnie z seksem, oraz z przestępstwem i winą. Niemniej, dziecko zwykle nie jest świadome, kto tu popełnia przestępstwo, a kto jest ofiarą. Często to siebie widzi jako przestępcę i samo obawia się ujawnienia tego, co się dzieje. Obawia się także, że ujawnienie faktów może spowodować zniszczenie relacji rodzinnych w całości, lub jego relacji z określonymi członkami rodziny, których, jak się obawia, w jakiś sposób zawiodło. Boi się więc, że to ono będzie obarczone. Ten rozdźwięk między doświadczeniem, a tym, co może być dzielone z innymi i wyrażane w słowach, jest przyczyną traumatyczności. W wykorzystywaniu seksualnym, podobnie, jak w przemocy domowej, jedną z ważnych przyczyn trwałości sytuacji jest brak perspektywy trzeciej strony. Ponieważ są tylko dwie strony, a pomiędzy nimi olbrzymia nierównowaga sił, interpretacjię tego, co się dzieje, narzuca strona silniejsza. W obu przypadkach – domowej przemocy i seksualnego wykorzystywania dziecka – stroną, która narzuca sposób myślenia o sytuacji, jest sprawca. Ofiara przyjmuje jego rozumienie, gdyż jest on silniejszy. Jeśli uda mu się spowodować, że dziecko czuje, jakby wspólnie z nim miało ważną tajemnicę, tajemnica ta trwale izoluje dziecko od społeczeństwa i ustawia z pedofilem w symbiozie, co może prowadzić dziecko do rozwojowej katastrofy.
Zajęcia wychowania seksualnego mogą zmienić ten stan rzeczy, poprzez rozerwanie symbiotycznego układu, właśnie dzięki wprowadzeniu do umysłu dziecka innego myślenia i odmiennej perspektywy, niż perspektywa sprawcy, a to może prowadzić do ujawnienia. Dlatego wprowadzenie tych zajęć do szkół musi pedofilów niepokoić.
Żyjemy w społeczeństwie, które jest coraz bardziej otwarte na temat seksu. Zmiany w tym zakresie postępują niezwykle szybko i to, co jeszcze dwadzieścia lat temu było zupełnie niewyobrażalne, dziś nie dziwi nikogo. W dodatku nasze wzorce wychowawcze są coraz bardziej liberalne i demokratyczne, a dzieci mają coraz więcej możliwości kontaktowania się, których dorośli nie są w stanie kontrolować. Rodzice coraz rzadziej mają wewnętrzne przekonanie, że mogą dziecku cokolwiek narzucać bez uzasadnienia, a ostatecznie każde uzasadnienie, którego trzeba bronić intelektualnie, można obalić, lub doprowadzić do absurdu. W dodatku coraz trudniej jest kontrolować to, co robią dzieci w rodzinach, gdy te coraz częściej są dzielone i rekonstruowane. Duże znaczenie ma i to, że w zasadzie wszyscy dorośli członkowie rodzin obecnie pracują zarobkowo, przez co podział odpowiedzialności za wychowanie dzieci jest płynny. Stwarza to przestrzeń do unikania konfrontacji z trudnymi tematami (kontrola do takich należy), i do zrzucania tego na innych opiekunów. Połączenie tych elementów sprawia, że wiek seksualnej inicjacji obniża się z każdym rokiem. Zmiany kulturowe w zakresie seksu dotyczą dzieci na równi z dorosłymi. W tych realiach kulturowych, będących w gruncie rzeczy konsekwencją dyktatu rynku, który po prostu urynkowił seks, a zatem nie toleruje niczego, co by ograniczało jego komercyjną eksploatację, żadne próby narzucania dzieciom samokontroli z przyczyn religijnych, lub ideologicznych, jak to bywało w wiekach poprzednich, nie dają rezultatu. Pokazują to wszelkie badania nad skutecznością takich przedsięwzięć, jak motywowane religijnie zbiorowe przysięgi zachowania wstrzemięźliwości. Wszystkie badania pokazały, że dzieci, które składają takie przyrzeczenia, nie dotrzymują ich. Jednocześnie nie stosują też zabezpieczeń, które stosują ich bardziej liberalnie nastawieni rówieśnicy. Prowadzi to do tego, że paradoksalnie, prawdopodobieństwo niechcianych ciąż i zarażenia chorobą weneryczną w tej grupie rośnie, zamiast się zmniejszać.
Strona konserwatywna argumentuje, że za obniżenie wieku inicjacji odpowiada nauczanie o seksualności w szkołach. Nie znajduje to potwierdzenia w badaniach. Grupy dzieci, które otrzymały takie szkolenie, nie rozpoczynają współżycia wcześniej, niż ich rówieśnicy, którzy go nie dostali. Za obniżenie wieku inicjacji odpowiadają zmiany kulturowe, które są znacznie szersze, niż cokolwiek, na co można wpływać programem szkolnym. Oczywiście prawdą jest, że pomysł nauczania w szkołach o seksie nie byłby możliwy, gdyby te zmiany nie nastąpiły i w jakimś sensie idea ta jest ich częścią.
Tak zwana „wiedza o seksualności człowieka” nigdy nie ma charakteru obiektywnej wiedzy naukowej, ponieważ seksualność człowieka oparta jest o świat symboli, idei i znaczeń, które są zawsze niewymierne i zmieniają się w czasie. Nie ma w życiu gatunku ludzkiego czegoś takiego, jak seks czysto biologiczny. Przedmiotem wiedzy naukowej, którą można obiektywizować, może być jedynie seksualne życie zwierząt. Dlatego nauka „wiedzy o seksie”, zawsze będzie mieć charakter mniej, lub bardziej ideologiczny. Nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Oznacza to, że zawsze będzie istniał konflikt między materiałem takich zajęć, a wartościami jakiejś grupy rodziców.
Nawoływanie do tego, by państwo nie ingerowało w proces wychowawczy w tej, ani w jakiejkolwiek innej sferze i nie wprowadzało perspektywy trzeciej strony, może być motywowane pragnieniem zachowania pewnej logicznej spójności, ale może być też motywowane lękiem o utratę władzy i obawą przed konfrontacją sytuacji rodzinnej z oceną społeczną, gdy się ta sytuacja ujawni.
Podobnie żądanie, by zajęcia były obowiązkowe dla wszystkich dzieci, może być motywowane chęcią pomocy dzieciom, które być może w pewnych rodzinach poddawane są poważnej opresji, ale motywem może być także pragnienie narzucenia swoich obsesji ideologicznych za pomocą siły aparatu państwa.
