Słyszy się często i czyta o „słabym kontakcie ze swoim ciałem”, o „pracy z ciałem” lub „pracy poprzez ciało”, ewentualnie o „uwalnianiu bloków w ciele”. Wszyscy mamy ciało, wszyscy jesteśmy tego świadomi, używamy tego ciała codziennie, a jednak ma się wrażenie, że kiedy ktoś mówi „musisz pogłębić świadomość swojego ciała” większość ludzi bez tłumaczenia od razu wie o co chodzi.

REKLAMA
Ale o co? Mogę nie być sparaliżowany a mimo to „nie mieć świadomości ciała”? Uwiera mnie wełniany sweter, albo jakaś nie odpruta metka z H&M a ja o tym nie wiem? Wchodząc do samochodu zamykam drzwi przytrzaskując sobie głowę, bo nie pamiętam gdzie była? Próbując napić się ze szklanki trafiam się nią w nos zamiast do ust? Nie wiem kiedy jestem głodny? A mimo to jestem głodny, choć nie wiem..? To może wcale nie jestem, skoro nie wiem..? O co chodzi? Co kryje się za tymi sformułowaniami o świadomości bądź nieświadomości ciała? Można być ciała nieświadomym nie będąc w narkozie?
W Europie mamy długą filozoficzną tradycję dzielącą świat na dwie przeciwstawne części. Pierwsza część jest materialna. To nasze ciało, sfera naszych instynktów, nasze potrzeby i przywiązania. Ciało trzeba karmić, ubierać, dogrzewać, ochładzać, czyścić, leczyć.. W końcu i tak umiera. Porusza się w świecie materialnym. Jest jednym z wielu przedmiotów w tym świecie i wszystkie one mają podobną właściwość. Pochłaniają mnóstwo pracy, przywiązujemy się do nich, w końcu je tracimy albo się rozpadają. Ale nie sposób bez nich się obejść. Ta materialna część rzeczywistości była przez wielu zachodnich myślicieli wprost nazywana siedliskiem zła. Ciało było częścią przyrody, a przyroda była okrutna i tępa. Silniejszy pożera słabszego, zwierzęta rywalizują, walczą, nikt nie próbuje się z nikim dogadać. Nie ma zasad.
Z tego powodu wielu myślicieli umiejscawiało nasze „ja” w innej sferze. Niematerialnej. Duchowej. Mówiono „nie jestem swoim ciałem, bo ciało to siedlisko grzechu”. Inni mówili „jestem duszą uwięzioną w materialnym ciele”. To długa tradycja zachodniej filozofii.
Nastoletnia dziewczynka waży niecałe trzydzieści kilogramów. Nie jada praktycznie niczego. Nie całkiem nic, ale według norm większości ludzi to co zjada, to nic absolutne. Materialne ciało ją brzydzi. Pisze do koleżanki, że fascynują ją kości. Kości są czyste. Ciało jest brudne. Najczystsza jest woda. Pije więc głównie wodę. Czasem opisuje siebie jako motyla uwięzionego w ciele. Anioła, istotę świetlistą, nie przywiązaną do niczego materialnego. Ważyć coś, wiedzieć, że ma się wagę to udręka. Żadnych pragnień oprócz pragnienia uwolnienia się od potrzeb ciała. Od głodu, od pragnień seksualnych, od masy, od tłuszczy, w ogóle od wszystkiego tego co dodatkowe. Według niej doskonałość to czystość. A ona chce być doskonała w sposób w jaki doskonałość pojmuje. Chce być czysta. Nie chce, by cokolwiek wiązało ją z materią. Pierwsze skojarzenie z materią? Matka. Ta to jest materialna.. Gruba, wielka. Siedzi tylko. Całe dnie przed telewizorem. Nigdy się nie ruszy. Nic nie zmieni. Stoi w miejscu od lat jakby ważyła tysiąc ton. I ciągle chce czegoś materialnego. Ciągle chce czegoś dla niej. Coś jej dawać, czymś karmić.. Jest do urzygu konkretna. Nic nie wyczuwa. Wszystko zmienia w konkret. Może coś zjedz? Może czegoś chcesz? Zjedz to, spróbuj tamtego, popatrz jakie to ładne, widzisz..? Zobacz to, weź tamto.. Dziewczyna chce się uwolnić od jej obecności. Od tego ciągłego chcenia czegoś dla niej, chcenia czegoś za nią.. Ale jej obecność rozciąga się na cały świat. Nie daje się nic przełknąć, ale nie daje się też tej obecności z siebie zwymiotować. Być czystą istotą znikąd. Znikąd nie pochodzić, do niczego nie być przywiązaną.. Czysta obecność. Nikt niczego nie podsuwa. To by była wolność.
Ale jest ciałem z jej ciała. Nie da się zaprzeczyć temu, że pochodzi wprost z własnej matki. Trzeba by całkiem nie mieć ciała, żeby się z tego pokrewieństwa uwolnić. No więc próbuje nie mieć ciała i go nie czuć. Ale to wciąż nie wychodzi. Czy matka jest samotna z powodu niedoskonałości ciała? To jedno z pytań których zadać nie można. Kryje się w nich wielka niepewność. W jaki sposób mam być kobietą? Czy w byciu kobietą ciało i jego „jakość” jest najważniejsze czy nie? Ale szczerze..? Nikt nie odpowiada. Wolą o tym nie rozmawiać a jak już zaczynają to dziewczyna ma wrażenie, że kręcą. Może więc lepiej w ogóle wyrzec się ciała? Nie być „obiektem” dla nikogo. Nie być niewolnikiem cudzych ocen. Nie obchodzi mnie co myślicie o moim ciele. Że nazywacie mnie śmiercią, kościotrupem, wariatką.. Jestem ponad to. Jestem czysta. Ciało to więzienie.
- Dla kogo chcesz być taka? Dla kogo to jest?
- Dla nikogo. Nie zależy mi czy się podobam. Komukolwiek.
- Na kim nie zależy ci najbardziej? Czyje zdanie najbardziej ci jest obojętne?
Jest weekend. Nastoletni chłopak siedzi przed komputerem cały dzień. Porusza obrazkiem potężnego barbarzyńcy przebranego w tygrysie skóry. Wali mieczem na prawo i lewo, ucina łby niedźwiedziom, trzymetrowym trollom i innym dzikusom w hełmach z rogami. Przeskakuje przepaście, ratuje księżniczki.. A tak naprawdę siedzi w samych majtkach zgarbiony, chudziutki i potargany. Zalogował się jak tylko się obudził. Nie umył zębów, nie zjadł śniadania, nic nie wypił. Nie czuje tego. Nawet jakieś bliżej nieokreślone wrażenie w okolicach dołu brzucha umyka mu z pola uwagi. Bardzo długo wytrzymuje nawet o tym świadomie nie wiedząc. Bo walczy ze smokiem. Kto by pamiętał o siusianiu w takiej sytuacji? Piłka go nie bawi. Chyba, że w postaci gry Fifa13. Sztuki walki też interesują go tylko w tej formie. Zna wszystkie skróty klawiaturowe obrotowych i akrobatycznych kopnięć w Tekkenie. Potrafi znokautować każdego w ogóle nie wstając z fotela. Naprawdę jest mistrzem. Jest w tym dobry. Ma perfekcyjną kontrolę nad porcją pikseli. Wyobrażeniem ciała. Co ciekawe, kiedy na ekranie dzieją się zmiany jego ciało biologiczne także reaguje. Mięśnie się napinają, zmienia się twarz.. Ale on chyba o tym nie wie.
Wielu przed nimi podążało już tą drogą. Czemu to robią tak naprawdę? Można im pomóc? Zalecić ćwiczenia, dać lekarstwo, udzielić rady.. Może jakaś genialna interpretacja? Pani nie chce jeść, bo pani chce być doskonalsza od matki, którą ojciec opuścił. Jak pani myśli, dlaczego to zrobił? Przez ciało? Pan ciągle gra, żeby nie wychodzić z pokoju i nie widzieć tego wszystkiego co tam trzeba zastać. Pan gra w rycerzy, bo tam nie ma rozczarowujących kobiet. Pani nie może nic przełknąć, bo nie może pani znieść tego uczucia jak dziadkowie pakują się u was we wszystko i dosłownie czuje ich pani jakby wchodzili przez gardło. To dlatego nie może pani przełknąć przy stole z nimi, a oddzielnie jakoś się udaje. Coś w tym jest. Ale nadal nie mogę nic zjeść. Bo wciąż włażą we wszystko. Mówienie o tym tutaj nie zmienia tego tam. Jak ich z siebie wyrzygać? Rzygam codziennie pięć razy a oni ciągle są wewnątrz. I wszystkim rządzą. To co ja mam zrobić?
Życie nie jest proste. Ale będziemy o tym wszystkim jeszcze pisać. A o ciele więcej w kolejnym odcinku.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?