Czy Żydzi powołując się na naukowe badania mówiące, że szechita jest niemal bezbolesna postawiliby wszystko na jedną kartę i przyznali, że nauki religii nie są doskonałe gdyby inni fizjolodzy naukowo udowodnili im błąd? Z drugiej strony – czy ci którzy ratują zwierzęta przed śmiercią z wykrwawienia na pewno wiedzą co jest w puszce którą karmią swoje koty? Dotykamy Realnego a tego nikt nie chce.

REKLAMA
W czasach prymitywnej technologii bezbolesne zabicie zwierzęcia to niełatwa sprawa. Większość osób przekonana jest, że ubój rytualny przysparza więcej cierpienia niż na przykład nasze gospodarskie świniobicie. Teza taka była szeroko propagowana przez propagandę faszystowską w okresie międzywojennym. Wizja Żydów jako osób perwersyjnych, skłonnych do ekscytowania się krwią i cierpieniem była silnie propagowana. Dyskryminację tej grupy rozpoczęto więc od poruszenia ludzkich sumień.
Prawda nie jest jednak cechą źródła informacji. Czy szechita to naprawdę rytuał zadawania bólu? Żydzi i muzułmanie mówią coś dokładnie odwrotnego i podają pewne argumenty. Nie wiem czy trafne, ale na pewno konkretne.
Muzułmanie na tej stronie bronią tezy, że ubój rytualny jest w rzeczywistości nie bardziej a mniej bolesny dla zwierzęcia i powołują się na prace kilku fizjologów.
W rozdziale drugim oficjalnego pisma francuskich muzułmanów do francuskiego ministerstwa rolnictwa podaje się szereg naukowych opracowań, w których za pomocą monitorowania pracy mózgu zwierzęcia badano który rodzaj uboju jest gorszy. Zdaniem autorów dokumentu szehita przysparza mniej bólu niż ogłuszenie i podają tu dość rozbudowaną naukową argumentację.
Podobne argumenty i to też z podaniem konkretnych badań fizjologów nad problemem można znaleźć na stronie poświęconej żydowskiej kulturze tutaj
Autorzy piszą na przykład:
"Właściwie przeprowadzona szechita nie tylko zapobiega błyskawicznie dopływowi krwi do mózgu, ale także powoduje, że krew obecna w mózgu wypływa z niego natychmiast, powodując nagły spadek ciśnienia, co połączone z równie raptowną utratą płynu mózgowego, wywołuje całkowitą utratę świadomości u zwierzęcia [owce] w czasie od poniżej dwóch do najwyżej 15 sekund (Nangeroni and Kennett, 1963; Gregory and Wotton, 1984; Blackmore, 1984) i u krów - przy właściwym, zgodnym z zasadami szechity cięciu - w czasie takim samym lub niewiele dłuższym (Grandin 1987). Są to ustalenia udowodnione naukowo (np. badania prof. HH Dukes, Cornell University, USA; Dr Stuart Rosen, kardiolog w Hammersmith Hospital w Londynie w: "Physiological Insights Into Shechita" /2004/). Warto jeszcze przypomnieć, że obowiązujący w USA "Humane Slaughter Act" definiuje szechitę jako humanitarną metodę zadawania śmierci."

Jest tam wiele innych argumentów tego rodzaju i jeśli ktoś chce znać temat to warto im się przyjrzeć.
Badania największej międzynarodowej grupy badawczej o nazwie DIALREL w skład której weszli też muzułmanie i wyznawcy judaizmu nie potwierdziło jednak tez obrońców szehity.
Badacze piszą:
"Ból, cierpienie i niepokój podczas cięcia i podczas krwawienia są bardzo prawdopodobne. Metody ogłuszania są co prawda nie bez ryzyka dla dobrego samopoczucia zwierząt, ale ryzyko to jest znaczne mniejsze”.

Autorzy powołują się na około 300 artykułów naukowych i opierają swoje poglądy na obserwacjach dokonanych przez badaczy w rzeźniach w Niemczech, Hiszpanii, Anglii, Francji, Belgii, Włoszech, Holandii, Izraela i Australii. Zwracają jednak uwagę na różnicę między teorią a praktyką i na wagę praktyki. Zdarza się, że fachowo wykonane cięcie działa tak jak to reklamują zwolennicy rytualnego uboju. Zdarza się też, że ogłuszanie jest torturą. Statystycznie jednak ubój z ogłuszaniem boli mniej.
No i w efekcie mamy stanowisko Rady Wydziału Nauk Biologicznych UW stanowczo przeciwko szechicie.
Rabin i szochet (rytualny rzeźnik) Yehoshua Ellis nie zgodziłby się z tymi badaczami na pewno. W wywiadzie umieszczonym na Forum Żydów Polskich mówi:
„FŻP: Dlaczego ostrze musi być tak ostre i tak doskonałe?
Rabin Ellis: Dlatego, że właściwe ostrze najskuteczniej eliminuje ból. Sam się o tym wielokrotnie przekonałem, kalecząc nim samego siebie przez nieuwagę, czasem nawet głęboko. Gdyby nie krew - nawet bym nie zauważył.”
Dalej jest jeszcze ciekawiej:
„W moim rozumieniu – cała idea sacrum – uświęconego zabijania, uświęconego jedzenia – jest rodzajem połączenia.
FŻP: Połączenia jako logicznej i pełnej ciągłości procesów życia i naszego w tym udziału?
Rabin Ellis: Tak. Pojęcie świętości w codziennym języku to właśnie połączenie. Jak mogę być więc połączony z tym, co zjadam, jeżeli odmawiam przed samym sobą uznania faktu, że było to żywe stworzenie? Gdy wspominam tę moją pierwszą szechitę, to przypominam sobie sytuację już po tym wszystkim. Byliśmy na zewnątrz, było już bardzo ciemno, praktycznie żadnych świateł, a my robiliśmy grilla. Baruch podał mi coś do ręki, wziąłem to do ust i zorientowałem się, że to było serce!
FŻP: Wielu powie w tym momencie: jakie połączenie? to obrzydliwość! A to są w gruncie rzeczy hipokryci. Dla nich serca, to tylko jeden z rodzajów mięsa zafoliowanego na tackach w markecie. Zależy im przede wszystkim na tym, aby nie czuć związku pomiędzy jedzonym mięsem a zwierzęciem, które zabija człowiek. Zwyczaj szechity i w ogóle zasady koszerności zmierzają do czegoś dokładnie przeciwnego. Człowiek ma mocno wiedzieć, że nie zjada zawartości tacek z marketu, ale ciało żywej istoty, która dla niego została zabita.
Rabin Ellis: Tak. O to chodzi. Pamiętałem, że wcześniej widziałem to serce w tym zwierzęciu, pamiętałem, że to zwierzę się tu urodziło, jego serce się tutaj uformowało, a potem zostało zabite i teraz jest właśnie zjadane. Tutaj, w tym samym miejscu. Odczułem wówczas na własne skórze to połączenie, może nawet coś więcej.”

Niezależnie od tego, czy się uwierzy rabinowi porusza on tu pewien ważny temat.
Mówi o czymś, co on nazywa hipokryzją a co Słavoj Żiżek określa specyficznym mechanizmem obronnym który nazywa fetyszystycznym zaprzeczeniem.
Co to jest? Ten mechanizm obronny zamyka się w formule: „wiem, ale nie chcę wiedzieć, że wiem, więc nie wiem. Wiem, ale odmawiam poniesienia konsekwencji własnej wiedzy, bo chciałbym móc postępować dalej tak, jakbym nie wiedział”.
Masz trupa. Na przykład martwego jelonka. Ale kiedy wytniesz z niego kawałek mięsa i upieczesz nad ogniskiem to to co uzyskujesz w niczym jelonka już nie przypomina. To już nie „jeleń” a „mięso”. I możesz je zjeść nie myśląc o martwym zwierzaku. Wygląda inaczej i inaczej się nazywa. Robimy to cały czas. Nie mówimy, że zjadamy świnię tylko że to kiełbasa, kabanos, kaszanka.. Te nazwy nie mają nic wspólnego z żywą istotą której częścią w istocie są. Nawet kiedy mówimy, że zjadamy rybę robimy sporo rzeczy by ryba przestała być tym czym jest. Obróbka cieplna jest jednym z takich sposobów, bo zmienia wygląd. Nie pożeramy ciał zwierząt tak jak robią to drapieżniki. Przetwarzamy je w jakiś sposób by nie przypominały tego czym są.
Niektórzy nigdy nie zjedliby ryby z okiem. Ale nie mają problemu ze zjedzeniem fileta w kształcie sześcianu. Skrajnym przykładem takiego zaprzeczenia jest uformowanie ciała zwierzęcia w taki sposób, by przypominało coś co budzi zupełnie inne skojarzenia. Na przykład nuggetsy dla dzieci choć są w istocie ciałem ptaka mają kształty domków, misiów, dinozaurów.. Czegoś co dziecko kojarzy raczej z zabawkami. Podobnie jest właściwie z każdym mięsem które zjadamy. Przetwarzane nie przypomina tego czym jest i jedząc je nie myślimy o realności tego skąd się wzięło.
Człowiek czuły na cierpienie zwierząt chętnie nakarmi psa, którego jakiś drań zostawił samego w lesie. Ale to czym wówczas pieska karmimy to zabita w rzeźni krowa albo świnia. W momencie roztaczania opieki zaprzeczamy istnieniu tej prawdy, bo w innym przypadku znaleźlibyśmy się w kompletnym impasie. Czy nakarmilibyśmy tę świnię psem?
Jedzenie psa oburza nas, objęty jest on bowiem żywnościowym tabu i ratując psy które porwano z ulicy by je potajemnie przerobić na mięso czujemy, żeśmy zrobili coś dobrego. A później kupujemy na stacji benzynowej hot doga. Nikt nie wie z czego on jest, ale świadomość, że mimo swej nazwy nie jest zrobiony z psa w zupełności nam wystarcza by czuć się dobrze i zjeść go ze smakiem.
Z tego punktu widzenia podkreślanie rozróżnienia między dobrą elektryczną rzeźnią a złą szechitą jest wpuszczaniem się jeszcze dalej w zaprzeczenie oparte na wyobrażeniach. Wyobrażamy sobie, że nic złego się nie stało, bo ogłuszamy przed zabiciem a Żydzi są gorsi. Czy polski ubój gospodarczy z waleniem w łeb siekierą czasem po kilka razy z rzędu jest lepszy?
Nikt tego nie wie bo nikt o tym nie chce tak naprawdę rozmawiać. Rozmawianie o tym nie prowadzi do nikąd. Ciekawej formy takiego zaprzeczenia opartego na czystej wyobrażeniowości dopracowali się buddyści. Część z nich stosuje formułę, zgodnie z którą jedzenie mięsa w zasadzie jest złe, jednak jest dopuszczalne o ile zwierzę nie zostało zabite specjalnie dla nich. To mniej więcej tak samo jak my, kiedy idziemy do supermarketu i kupujemy anonimowy produkt przemysłowy wyobrażając sobie, że nie mamy z tym nic wspólnego. Tymczasem taki na przykład rabin Ellis twierdzi, że dotyka samej realności.
W rzeczywistości jednak stosuje po prostu odmienny mechanizm obronny. Nie oparty na wyobrażeniowości, a na symboliczności. Zabicie zwierzęcia staje się tu rytuałem który ma głębszy sens religijny. W ten sposób nie jest już tym czym jest choć rabin przysięga, że jest „właśnie tym czym jest”. Rzecz w tym, że próba „nie uciekania przed rzeczywistością” jest tu właśnie rytuałem i na tym się zasadza ta obrona. W zasadzie wszyscy to kupujemy kiedy godzimy się na szechitę „dla potrzeb religijnych ale nie przemysłowo”.
Czym to się różni? Ano różnica jest właśnie na poziomie symboliczności. Zabicie „dla potrzeb religijnych” to już nie taka sama śmierć bo jest rytuałem.
Fetyszystyczne zaprzeczenie jest konieczne do życia, ponieważ funkcjonowanie w całkowitej zgodności z własnymi wartościami jest niemożliwe technicznie. Wegetarianin zjada jajka i pije mleko. Żeby uzyskać jajka trzeba wyeliminować połowę populacji świeżo wyklutych kurczaczków bo z kogucikami nie ma co zrobić. Żeby uzyskać mleko krowa musi regularnie rodzić cielaka. Gdyby ich nie zabijać, wkrótce byłoby ich więcej niż ludzi. Weganin myje zęby pastą która zawiera wyciągnięty z kości kolagen. Mieszka w pokoju z tapetami przyklejonymi klejem z kości i jeśli nawet nie nosi skórzanych butów to i tak siada na skórzanym fotelu.
Czy można by z tego wyjść? W żadnym wypadku. Nie da się zebrać plonów z pola nie zabijając myszy i owadów podczas koszenia. Ani szczurów które próbują zjeść plony. Trzeba by wycofywać się stopniowo ze wszystkich dziedzin życia, aż do zupełnej izolacji i biologicznej śmierci. W którymś punkcie trzeba się zatrzymać i pogodzić z koniecznością zastosowania zaprzeczenia - „wiem, ale chcę dalej działać tak jakbym nie wiedział”.
Realność nie obrobiona przez symbole i wyobrażenia jest zawsze traumatyczna. Widząc pięcioletnie dziecko które dla zabawy wrzuca do ogniska żywego ślimaka nie mamy wątpliwości, że z dzieciakiem dzieje się coś niedobrego. Kiedy jednak kupujemy paczkę szynki oznakowanej jako „odpowiednia dla dzieci do lat pięciu” i dziecko zjada ją przy nas czujemy zadowolenie. Jeśli ojciec wróci z polowania ze sztucerem albo z łowienia ryb i dziecko zje rybę, też nie widzimy w tym tego, czegośmy dopatrywali się w akcie wrzucenia do ognia ślimaka.
W czym ślimak jest lepszy od świni, dzika albo ryby? Nie o świnię i nie o ślimaka tu chodzi. Za normalne uznajemy te osoby które podzielają nasz wspólny system symbolicznej i wyobrażeniowej obróbki rzeczywistości. Wariatem jest ten, kto posługuje się innym systemem obróbki lub w ogóle rzeczywistości nie obrabia i dotyka samego Realnego. Wyjaśnię to na przykładzie z życia, ostrzegam jednak wrażliwszych czytelników, że przykład ten nie będzie zbyt łatwy w czytaniu.
Prawie dwadzieścia lat temu wraz z grupą przyjaciół z wydziału filozofii UW staliśmy na przystanku właśnie obok ich uczelni. Nieopodal stała stara kloszardka w długim podartym płaszczu i plastikowych torbach zamiast butów. Miała kaptur, mnóstwo toreb ze sobą i chyba jakiś rozpadający się wózek. Tkwiła na chodniku nieruchomo a wokół niej, jak to w okolicach Starego Miasta stopniowo gromadziły się gołębie. W pewnej chwili kobieta wykonała niesamowicie szybki skok w kierunku jednego z nich. Złapała go.
Chwyciła go w rękę z refleksem zupełnie nieprawdopodobnym. Nikt z nas nie zdołałby dokonać czegoś takiego. Kiedy już go trzymała, podbiegła do betonowego kosza na śmieci i uderzyła główką gołębia o jego krawędź. Następnie (przepraszam, ale ostrzegałem, że będzie ciężko) wyciągnęła zza pazuchy poszczerbiony, ułamany nóż kuchenny z typu takich zaokrąglonych na końcu jakimi smaruje się chleb masłem i zaczęła na oczach wszystkich nas ucinać temu gołębiowi głowę. Po kilku sekundach zrobiła to i zaczęła tego gołębia jeść.
Jak każdy człowiek widziałem w życiu parę strasznych rzeczy ale tego widoku nie zapomnę nigdy. Było to coś absolutnie porażającego. W ludzi dookoła jakby walnął granat. Ktoś zwymiotował, ktoś krzyczał, ktoś uciekł z przystanku. Jakaś kobieta płacząc podbiegła do stojącej obok przyczepy z hot dogami, kupiła hot doga i zbliżyła się do kobiety z gołębiem. Stała przed nią z maksymalnie wyciągniętą przed siebie ręką z hot dogiem i łkając krzyczała „ja panią proszę, niech pani przestanie. Tu proszę.. niech pani zje. TO niech pani zje..”.
Jakaś grupka zaczęła się tam krzykiem domagać wezwania policji, ktoś rozglądał się już za telefonem.. My uciekliśmy z tego przystanku. Tam po prostu nie dało się zostać. Gdy już siedzieliśmy w pobliskiej knajpie próbując jakoś – właśnie – obrobić symbolicznie i wyobrażeniowo to co nam przyszło przed chwilą oglądać okazało się, że żadne intelektualne ujęcie nie może zlikwidować szoku. Wobec tej sceny cała filozofia była na nic.
Zastanówmy się jednak przez chwilę. Przecież to, co stało się z tym gołębiem dzieje się codziennie z milionami ptaków w skali przemysłowej. Z punktu widzenia ptaka nie ma tu żadnej różnicy. Spójrzmy na tę nieszczęsną kobietę z hot dogiem. TO niech pani zje..? A dlaczego? Czym się TO różni właściwie? Stara kloszardka wyszła całkowicie poza symboliczny porządek typowy dla naszej epoki w tym problem. Nawiasem mówiąc właśnie istnienie poza tym porządkiem – poza symbolami i wyobrażeniami i w czystej i nieobrobionej rozumem realności – pozwoliło jej na tak szybki ruch. Dla nas niewykonalny. Nasze umysły byłyby zbyt skrępowane przez kulturę by móc tak zawiadywać ciałem. Nie dzieliła z nami żadnych złudzeń. Zetknęła nas z czystym Realnym i było to absolutnie traumatyczne doświadczenie.
Co jednak by się stało, gdyby widzów uprzedzono wcześniej, że obejrzą za moment krwawy rytuał Voodoo? Gdyby trzymali się dzielnie tej wersji zdołaliby przetrwać ten widok.
Kiedy w polskim sejmie dyskutuje się o rytualnym uboju nikt tego rodzaju argumentów nie dotyka. Każdy taki argument sprowadzałby bowiem dyskutantów na bardzo niebezpieczne wody. Czy Żydzi powołując się na badania mówiące, że szechita jest w porządku postawiliby wszystko na jedną kartę i przyznali, że nauki religii nie są doskonałe gdyby fizjolodzy naukowo udowodnili im błąd? Z drugiej strony – czy ci którzy ratują zwierzęta przed wykrwawieniem na pewno wiedzą co jest w puszce którą karmią swoje koty? Dotykamy Realnego a tego nikt nie chce.
Zamiast takiej rozmowy trwa więc w najlepsze eskalacja moralnego terroryzmu. Jeśli chce się przekonać ludzi do swoich racji można używać racjonalnych argumentów ale przedstawienie siebie lub kogoś jako ofiary jest dużo skuteczniejsze. Nikt nie chce być nieczuły albo zły, dlatego jeśli konsekwentnie będzie się epatować innych nieszczęściem lub cierpieniem żadne argumenty racjonalne tego nie przeważą ani nie będzie już na nie miejsca. Strona przeciwna ubojowi nie musi przedstawiać żadnych dowodów z dziedziny fizjologii które by wskazywały, że taki ubój jest gorszy niż zwykły i konfrontować ich z argumentami drugiej strony. Wystarczy, że określi coś jako okrucieństwo i konsekwentnie to będzie powtarzać.
Druga strona używa tej samej broni. Oto jesteśmy mniejszością religijną która jest prześladowana (tu przykłady dawniejszego okrucieństwa wobec nas) i to nie zwierzęta są nieszczęśliwe te co je zabijamy tylko my jesteśmy nieszczęśliwi bo jesteśmy dyskryminowaną mniejszością i to nie my się znęcamy a nad nami się znęcają.
Być nietolerancyjnym dla mniejszości to gorzej jeszcze niż być okrutnikiem nieczułym na zwierzę cierpiące, logiczne więc, że i ta strona zostaje zwolniona z obowiązku podania jakichkolwiek argumentów czy dowodów tyczących się fizjologii zwierzęcia w momencie uboju.
To nie jest dyskusja o technologii zabijania tylko o tym kto jest bardziej pokrzywdzony a więc kto ma prawo do większego współczucia. W naszej kulturze przedstawienie siebie jako ofiary daje większą przewagę niż zwycięstwo w bitwie.