REKLAMA
W dawniejszych czasach bo już grubo ponad dwadzieścia lat temu wiele znanych mi osób odwiedzało zachodnią Europę. Wracali zachwyceni i zadziwieni wieloma rzeczami ale jedną z nich zapamiętałem najmocniej. Jacy mili ludzie. Jacy uśmiechnięci i uczynni. Nigdy gburowaci, zawsze chętni pomóc, szczęśliwi, wyluzowani i naturalni.
A najwięcej to ci w sklepach. Sprzedawcy. Szczególnie jednego takiego pamiętam człowieka co mi opowiadał jak kupował buty. Gdy wszedł do sklepu mierzyć sprzedawczyni tak była sympatyczna, że nie dała buta samodzielnie na nogę założyć tylko tak jak stała tak na środku tego sklepu klęknęła przed tym opowiadającym i "stary normalnie nie uwierzysz" założyła mu ten but na nogę. I była przy tym (rzecz dla nas w owych czasach całkiem niewyobrażalna) przez całą tę scenę uśmiechnięta. W tamtej epoce wielu z nas miało prawo nie rozumieć praw kapitalistycznego rynku ale przyznam, że ten zachwyt i utrata krytycyzmu zawsze mnie szokowały.
- Przecież ona nie do ciebie się uśmiecha tylko do twoich pieniędzy
- ale jest miła
- n i e j e s t miła. Chce żebyś kupił te buty. Udaje miłą. Przecież ma cię gdzieś!
- ale człowiek całkiem inaczej się czuje kiedy oni na pytanie "jak się czujesz" mówią, że świetnie i ci sprzedawcy się uśmiechają..
- stary ale to jest przecież jakaś bzdura co ty mi tu gadasz w ogóle. Przecież oni tylko zachowują się jakby byli mili żebyś w to wierzył i coś kupił a ci co mówią, że czują się świetnie wcale się nie muszą tak czuć. Nikt nie wie jak się naprawdę czują bo nikt ich o to naprawdę nie pyta. Ty się zachowujesz jakbyś pytał, oni się zachowują jakby odpowiadali a w środku może być cokolwiek. To jest wszystko przecież sztuczne.
- może i sztuczne ale jak się nawet sztucznie uśmiechasz to wszystkim się robi naprawdę lepiej i tak. Wolisz tych naszych opryskliwych?
- wolę nie musieć zachowywać się na zawołanie niezgodnie z tym jak się czuję
- ale jak się tak wszyscy zachowują to się czują lepiej
- tak by z pewnością to tłumaczył właściciel sklepu z butami
I można by to długo jeszcze ciągnąć.
Minęło sporo lat, realia się mocno zmieniły i wszyscy przyzwyczailiśmy się do ludzi uśmiechających się w zakresie obowiązków służbowych pewnie zapominając, że dawniej nie było to normą.
Stoję w kolejce w warzywniaku.
- te śliwki to Diany?
- skąd mam wiedzieć nie znam się
Starszy pan stoi przez chwilę niezdecydowany, w końcu odchodzi.
Starszy pan stoi przez chwilę niezdecydowany, w końcu odchodzi.
- ten bób to pani ma świeży?
- o taki jak pani widzi
i tak parę razy jeszcze z kolejnymi osobami. Ludzie w ogonku wyraźnie zaniepokojeni. Z jednej strony nic obraźliwego nie padło, z drugiej oczywiste jest, że została złamana jakaś niepisana norma.
i tak parę razy jeszcze z kolejnymi osobami. Ludzie w ogonku wyraźnie zaniepokojeni. Z jednej strony nic obraźliwego nie padło, z drugiej oczywiste jest, że została złamana jakaś niepisana norma.
Stoję i myślę. Co to za norma właściwie? Norma udawania. Udawaj, że cię obchodzą te śliwki, że interesuje cię bób, zależy ci na tym by klientka zjadła najsłodsze czereśnie. Bo ją lubisz?
Kiedy się w to wchodzi a wszyscy wchodzimy staje się to drugą naturą. Dojście w tym do perfekcji jest przystosowaniem i można mieć wrażenie, że to oczywisty i naturalny styl. Do momentu kiedy nie pojawi się ktoś kto w to nie gra. Wtedy czujemy się urażeni bo pozbawieni prawa do "szacunku dla klienta".
Nawiasem mówiac fascynujące są takie słowne mikstury. Szacunek-dla klienta. Miłość-bliźniego, sprawiedliwość-dziejowa, solidarność-80, inteligencja-emocjonalna. Szacunek, miłość, sprawiedliwość, solidarność i inteligencja tylko jakoś inaczej.
Brak szacunku dla klienta no jakże tak można? Choć tak na zdrowy rozum dziewczyna z warzywniaka mówi tylko czystą prawdę. Bób jest taki jak widać, ją wcale nie fascynują gatunki śliwek i nie zamierza udawać, że "realizuje się w pracy".
Stoję w tej kolejce i myślę nad tym wszystkim. Zastanawiam się jaki właściwie jest mój własny stosunek do tej kobiety. Nadchodzi moja kolej.
- te czereśnie to pani nie będzie wiedziała które lepsze? - obojętnym, ale dość zdecydowanym tonem testuję wymyśloną naprędce metodę
- nie nie wiem
- sprawdzimy - biorę kilka z jednego pojemnika, kilka z drugiego i zjadam
- no nie wiem.. chyba te lepsze. To tych wezmę parę.
Nie uśmiecham się, mówię byle jak, próbuję jeszcze malin z kartonika i porzeczek też.
Nie uśmiecham się, mówię byle jak, próbuję jeszcze malin z kartonika i porzeczek też.
- ee te porzeczki to niezłe. Pani nie jadła? - smakuję sekundę dłużej niż normalnie
- nie
- dobra to wszystko. To niech mi pani da siatkę jeszcze na to
- dam panu drugą bo w jedną się nie zmieści
Patrzę na nią trochę zaskoczony i mam wrażenie, że się jakby uśmiechamy.
Patrzę na nią trochę zaskoczony i mam wrażenie, że się jakby uśmiechamy.
Nie ma wielu dowodów, że chcieliśmy kapitalizmu ale jest prawdopodobne, że liczyliśmy na większą wolność.
