Dowiedzieć się z ankiet czegoś naprawdę, to jak palcami złapać rtęć.
REKLAMA
Jak donoszą badacze, kobiety cenią w mężczyznach społeczną pozycję i dochody, a mężczyźni, co tego nie mają będą mieć mniej powodzenia.
Jak czytamy: za przedsiębiorcę chciałoby wyjść ponad 27 procent kobiet. Lekarz byłby najlepszym mężem dla 18,4 procent pań, a prawnik dla prawie 15 procent kobiet. Ponad 29 procent pań dla swoich córek wybrałyby lekarza. Ponad 23 procent wybrałaby dla córki prawnika, a ponad 18 procent przedsiębiorcę.
Nie zaskakują też kobiece antytypy –
Najmniejszą popularnością wśród kobiet cieszą się nauczyciele, politycy oraz działacze związków zawodowych. Tych ostatnich nie wskazała ani jedna kobieta. Niecałe 4 procent pań chciałoby wyjść za mąż za urzędnika, a 1,7 procent za nauczyciela.
Okazuje się, że trzeba aż autorytetu warszawskiego uniwersytetu, by móc powiedzieć głośno o czymś, o czym i tak wszyscy wiedzą. Sam warszawski by tu jednak nie wystarczył. Badacze całego świata od lat zadają te same pytania, od lat dostają te same odpowiedzi i mimo to pytają raz po raz, jakby nie starczyło tylko raz jeden zapytać, albo jakby naprawdę nie mogli uwierzyć. Wszystkie te odpowiedzi można sobie ściągnąć z internetu i zawsze wychodzą tak samo.
Czy jednak obraz tego badania i miliona podobnych wcześniejszych mówi wszystko i niczego do dodania nie zostawia? Ankieta, to lista gotowych pytań z gotowymi odpowiedziami do wyboru, jasne więc, że wywołuje to pytanie o wyjątki.
Panie wolą panów z pozycją, czy z energią z której pozycja wynika? Czy wszystkie panie? Czy zawsze tylko tak? A jest jakaś różnica między mężem a kochankiem? A czy pod każdą geograficzną szerokością podobnie? A czy działaczki lewicowe też? A co z szalonym artychą bez grosza oscylującym między wściekłością dziką a równie dziką miłością do swojej modelki i popijającym absynt na paryskim strychu? Czemu pytanie o możliwość przygody z tym panem nie zmieściło się w ankiecie?
Czy konflikt wewnętrzny pokazany tak pięknie choćby w filmie Moulin Rouge mieści się jakoś w naukowych badaniach? Gdyby sponsorem badania był związek artystów, a nie pracodawców, ktoś z badaczy wpadłby pewnie na pomysł, by o szalonego artychę zapytać.
Będzie pewnie niejedna kolejna ankieta, tym razem z pytaniem o wyjątki właśnie, tak bowiem kręci się współczesny świat psychologicznych badań. Dowiedzieć się z ankiet czegoś naprawdę, to jak palcami złapać rtęć. Jeśli komukolwiek faktycznie zależałoby na tym, by pojąć, co ludzie mają w głowach, zaufałby swobodnie prowadzonej narracji, zamiast dawać gotowe pytania i podsuwać odpowiedzi.
Badacze nie chcą jednak wiedzieć, a tylko mówić o uzyskanej wiedzy tak, by się nikt nie mógł przyczepić, że jest ona subiektywna. W ten sposób zamiast subiektywnej wiedzy uzyskujemy obiektywną pseudowiedzę, pod którą podpisze się każdy statystyk i prawie żadna realna kobieta.
Nie znaczy to jednak, że wyniki ankiety nie pokazują żadnego aspektu prawdy. Odpowiedzi nie są wypowiedzią, ale jednak są odpowiedziami. Paniom dano do wyboru i panie wybrały. To, że ktoś wybrał nie znaczy jednak, że wie czego chce, ani, że chce tylko tego, co mu dano do wyboru. Większość kobiet skonfrontowanych z wynikami tej i tysiąca innych podobnych ankiet powie, że ich wyniki absolutnie nie dotyczą ich samych.
Nie znaczy to, że kłamią. Każdy wie, że kiedy chce się poderwać dziewczynę, to lepiej przedstawić się jako lekarz, niż jako bezrobotny. Każdy jednak wie i to, że nie wystarczy przedstawić się jako lekarz, by poderwać dziewczynę. Co więcej, czasem jednak bezrobotny z lekarzem wygrywa i to nawet wśród tych, co bardzo jednoznacznie w ankiecie lekarza wybrały. Pewne potrzeby czy pragnienia mogą ze sobą być sprzeczne i żaden człowiek nie jest systemem tak prostym jak ankieta.
O jakiej tu sprzeczności mowa?
Istnieje ideologia głosząca, że nie ma różnicy między „być mężczyzną” a „być z mężczyzną”. Kobieta która tego nie rozróżnia pragnąc mężczyzny upodabnia się do niego, a odkrywając, że nie może zrobić tego w pełni żąda, by to on się jakoś upodobnił do niej. Na przykład trzymał kolanka razem, jak to panom doradza Codziennik Feministyczny serwując internautom galerię męskich przyrodzeń z jednoczesnym zapewnieniem, że to jest właśnie to, czego autorki widzieć nie chcą.
Może też taka kobieta żądać od mężczyzny, aby siusiał na siedząco, jak się domaga szwedzki poseł Viggo Hansen, dumny potomek Wikingów. Niechciany przez żadną z respondentek ostatni niedobitek związkowego ruchu nie zwiększyłby jednak swych szans trzymając razem kolana i siusiając w siedzącej pozycji. Przeciwnie – przepadłby całkiem. A jednak wielu mężczyzn wierzy bez zastrzeżeń w to, że panie naprawdę chcą tego, czego się domaga feministyczny codziennik, tak jak twórcy ankiety bez zastrzeżeń wierzą, że stawiając kobiety przed wyborem, który sami wymyślili dowiedzą się od nich jakiejś głębszej prawdy.
Wielu współczesnych psychologów przejęło się bardzo feminizmem, lub zostało jego zakładnikami. Wielu innych bardzo przejmuje się ankietami i zostało zakładnikami ankiet. Jedno z drugim cofa psychologię w jej znajomości ludzi i życia do poziomu dziecka co jeszcze tak jest małe, że płci nie rozróżnia. Taka psychologia skazana jest więc na zadawanie najbardziej dziecinnych pytań i z relacji damsko męskich nie pojmuje nic.
Istnieje pęknięcie między żądaniami jednych kobiet, widocznymi choćby we wspomnianym Codzienniku, a pragnieniami innych, które widać w ankiecie. Takie pęknięcie istnieje nie tylko między jedną a drugą grupą, ale i wewnątrz umysłu wielu kobiet niezależnie od tego, czy na przykład są feministkami, czy też mają bardzo tradycyjne poglądy na życie. Można się wkurzać na mężczyzn, że nie daje się z nimi dogadać tak dobrze, jak dałoby się dogadać z kobietą. Można też na tej podstawie żądać, by mężczyzna się zmienił i stał się bardziej do kobiety podobny. Nie da się jednak pogodzić tego z oczekiwaniem, że pozostanie on męski.
