Pani Bratkowska dokonała rzeczy rzadkiej i cennej, podobnie, jak wcześniej biskup Michalik. Uświadomiła ludziom, czego nie chcą.

REKLAMA
W przeszłości ludzie inicjowali się do społecznych reguł składając krwawe ofiary. To, co tak naprawdę składamy w ofierze, to własna wrażliwość. Wiemy, że to żywe zwierzę, lub człowiek, ale przez nadanie wymiaru symbolicznego zmieniamy sens tego, co się dzieje. Przełamujemy się i nie widzimy już tego, co widzą nasze oczy, tylko to, co każe nam widzieć społeczna reguła. Baranek beczy, ale my nie słyszymy, bo rytuał tego nie zawiera. Wybieramy prawdę rytuału i tak stajemy się członkami społeczeństwa, wprowadzeni w jego symboliczny system. To oczywiście nie wyczerpuje sensu składania ofiar, ale ten aspekt jest ważny.
Spójrzmy dla przykładu na rytuał świątecznego zabijania karpia. Kupujemy żywe. W żadnym innym dniu roku nie robimy czegoś takiego, jednak tu mamy szczególne święto, które łączy wszystkich. Zwykle nie fundowalibyśmy sobie za własne pieniądze takiego przeżycia, jak osobiste zabijanie żywej jeszcze ryby, którą w dodatku trzymało się dzień lub dwa we własnej wannie. Człowiek się przywiązuje. Zabijanie jest przełamaniem się i chyba o to tu chodzi. Przełamujemy się, bo jest Wigilia. Jej symboliczny i społeczny sens staje się ważniejszy, niż nasze emocje wywołane tym, co widzieliśmy własnymi oczami. No więc zaciskamy zęby i walimy karpia w łeb. Nie jest już rybą chcącą żyć. Jest jedną z dwunastu potraw. Częścią rytuału, który jest święty. Jeśli chcesz być człowiekiem normalnym, musisz się nauczyć takich rzeczy. Musisz coś poświęcić, by społeczność cię przyjęła. Większości z nas to się udaje. Przynależność zawsze ma swoją cenę.
Czy jesteście, drodzy czytelnicy, zwolennikami prawa do aborcji? Wiele osób jest, wiele innych przeciwnie. Dyskusja na ten temat nie może oczywiście przynieść rozstrzygnięcia i mówiąc szczerze jest dość monotonna. Próbując ustalić na drodze dyskusji kształt prawa, które by to miało regulować zderzamy się z tym, że nie wszystko można ustalić w dyskusji, a prawo może być tylko jedno. Jakie by nie było, dla kogoś jest zawsze przemocą. Jak to prawo.
Przeczytałem tysiąc internetowych dyskusji o aborcji i nigdy nie spotkałem się z taką sytuacją, żeby ktokolwiek kogokolwiek do czegoś przekonał. To po prostu niemożliwe. To się czuje, nie dedukuje, tak samo, jak czuje się, a nie dedukuje prawicowość, bądź lewicowość, wiarę, lub niewiarę w Boga, stosunek do kary śmierci, jadanie mięsa, stosunek do homoseksualizmu, albo opinię o legalności broni.
To nie jest kwestia argumentów. Poglądy w takich sprawach są formą ekspresji osobowości. Dla ich poparcia umysł używa argumentów i tworzy je, ale pogląd nie powstaje na ich bazie. Najpierw osobowość, później pogląd, później argumenty go popierające. Nie odwrotnie.
Są przejścia. Czasem bardzo spektakularne. Coś jak nawrócenia, oczywiście działające w obie strony. Ale takie przejście jest możliwe jedynie na drodze wewnętrznej, głębokiej zmiany. Jakiegoś przeżycia. Doświadczenia. Czegoś od losu. Dlatego dyskusje tu na nic.
Pani Katarzyna Bratkowska postanowiła nieco przełamać nudny impas i uraczyła publiczność ostrym performansem. Ogłosiła, że w samą Wigilię dokona aborcji i nie będzie tego wcale kryła. Ciąża w tym przypadku jest kulturowa, nie biologiczna, czyli wszystko zaczyna się i kończy na pustym gadaniu. Co nie znaczy, że to gadanie nie wywołuje prawdziwych emocji. Nikt naprawdę w tę ciążę nie wierzył, ale wszyscy zachowywali się, jakby wierzyli. Magia świąt. Jak mówi Żiżek w swym najnowszym filmie
ideologie, to nie jest coś, co nam zostaje po prostu narzucone. Lubimy swoje ideologie. Zawsze nas nakręcają.
Autorka powiedziała kilka ciekawych rzeczy. Na przykład, że decyzja o aborcji nie powinna podlegać czyjejkolwiek ocenie.
Słówko „powinno” i zakaz ocen w jednym zdaniu. Mówi się, że coś być powinno, czegoś innego być nie powinno.. Mówimy te rzeczy tysiąc razy dziennie. Cała współczesna publiczna debata opiera się na bezrefleksyjnym używaniu tego słówka. Powinno być tak, powinno być siak.. Nikt nie mówi, że by po prostu coś chciał. Wszyscy mówią, jak być powinno. Ale skąd to pochodzi? Skąd się bierze „chcę” to wiadomo. Takie „ja chcę” bierze się z nas samych. Ze środka. Chcę i już. Tupię nogą, bo tak.. Chcę. Ale skąd się bierze „powinno”?
O ile dobrze pojąłem stanowisko autorki spektaklu, nie do końca jest ono takie, jakie się jej przypisuje. W zasadzie nie mówi ona, że płód ludzki w brzuchu kobiety zawsze, wszędzie i nieodwołalnie jest tylko rzeczą. Ona mówi, że to, czym on jest zależy od decyzji kobiety. Ma ona jakby zdolność kreacji realności przez swoją władzę nad symbolicznością. Czyli płód jest tym i tylko tym, co symbolicznie znaczy dla niej. To władza absolutna nad rzeczywistością.
Niedawno pewien ksiądz, który nie pomógł przy porodzie swego dziecka został uwolniony od zarzutu spowodowania śmierci, bo sąd nie mógł uznać, czy to, co zmarło było osobą. Niezwykła ironia losu. Mówi się o księżach, którzy odmawiali pochowania poronionego płodu. Nie wiem, czy to prawdziwe wieści, ale opowieść, obojętnie czy zmyślona, czy prawdziwa, porusza problem władzy symboliczności nad realnością. Kto ma ją mieć? Kto ma prawo określać, czym „to” jest?
Jeśli w dziesięć minut po zobaczeniu dwu kresek na teście chcesz nazywać „to” kwiatuszkiem, rybeczką, maluszkiem, czy jakkolwiek, to możesz. Jeśli chcesz mówić na to „toto” albo „zgaga”, to też możesz. Tak mówi przesłanie wolności. Nie przeczmy sobie wzajemnie. Nie rańmy swoich uczuć.
Wolność, której żąda tutaj performerka jest jednak przeznaczona tylko dla kobiety. Mężczyzna, który się tam jakoś do sprawy przyłożył o ile dobrze rozumiem powinien tu tylko nadążać. Czuć to samo, co ona. Jeśli ona powie „kwiatuszek” powinien się wzruszyć i poczuwać. Jeśli ona powie „toto” – jego obowiązkiem jest się dostosować.
Gdyby na kwiatuszka powiedział „toto” będzie winny zaniechaniu i nazwany nieodpowiedzialnym i cynicznym draniem. Jeśli popełni błąd odwrotny i na toto powie „kwiatuszek” popełni grzech zniewalania, przymuszania i zawłaszczania ciała kobiety. I biada pozbawionym refleksu.
Ale co, jeśli nie wie? Wie, że jest ciąża, ale nie zna decyzji kobiety? Będzie chyba musiał poczekać, aż się dowie, przyczajony jak kot Schrodingera.
Niech będzie, jak czuję, że jest i niech nikt nie ocenia inaczej, mówi pani Bratkowska, a wraz z nią chór współczesnych amatorów wolności bez granic. Też poproszę.
W ostatniej, mocno moim zdaniem niedocenionej powieści Masłowskiej pojawia się bohaterka, która twierdzi, że jest z Polski. Jest Amerykanką bez żadnych polskich korzeni, ale jest z Polski, bo tak postanowiła. Nikt nie może narzucać komuś, kto skąd jest! – krzyczy w pewnym momencie ta nieszczęsna ofiara naszych czasów. Każdy może tylko sam siebie oceniać, a nikt nie może oceniać kogoś. Jestem z Polski, bo tak czuję i co komu do tego? Każdy sam może o sobie przecież decydować.
Można twierdzić, że jest się z Polski, ale ludzie, mimo, że to słyszą, mogą się z tym po prostu nie zgodzić. Nie ma na to rady.
A jednak współczesny człowiek ma coraz więcej wyboru i chce jeszcze więcej. Kiedy mamy mieć dzieci? Ile ich ma być? Jakiej mają być płci? Jakie cechy mają mieć? O wszystkim tym dzisiaj możemy decydować świadomie i nikt przy zdrowych zmysłach sam sobie nie pozwoli odebrać takiego wyboru. Wprawdzie pani Bratkowska twierdzi, że w ciążę zaszła nieświadomie, ale to nie musi dziwić. Wiele osób dużo dziś sobie obiecuje po edukacji, jak widać zapominając, że posiadać narzędzia kontroli, to nie to samo, co kontrolować.
W Wielkiej Brytanii jest mnóstwo wiedzy o antykoncepcji, swobodny dostęp do pigułek, a jednak jest mnóstwo aborcji i niektóre kobiety robią ją na koszt państwa wielokrotnie. Co więcej, w tym kraju statystyki dzieciobójstwa są analogiczne do polskich. Nikt nie musi tutaj wierzyć mi na słowo, można sobie sprawdzić. Mnie to zajęło kilka minut.
W byłej Jugosławii państwo dopłacało do antykoncepcji, był do niej swobodny dostęp i aborcja także była na koszt państwa. Mimo antykoncepcji aborcji było mnóstwo. Czemu? Bo człowiek nie jest istotą tylko racjonalną. Większości ważnych wyborów dokonujemy z przyczyn, których sami nie rozumiemy.
Ciekawie pisze o tych sprawach francuska psychoanalityczka Renata Salecl w książce Tyrania wyboru. Im więcej ma się wyboru, tym większy lęk przed dokonaniem wyboru niekorzystnego. To główny powód spadającej dzietności społeczeństw ludzi wolnych. Jeśli o wszystkim musimy zdecydować świadomie, wybór staje się coraz większym problemem, bo coraz bardziej boimy się stracić tę masę kuszących alternatyw.
Ostatecznie nigdy nie można go podjąć i podejmowany jest dopiero wtedy, kiedy presja czasu stawia człowieka pod ścianą grożąc, że wybór stracimy, bo będzie po prostu za późno. Wybór dotyczy zresztą nie tylko dzieci. Możemy zdecydować, w co wierzymy, ile ważymy, jaki jest kolor naszej skóry, rysy twarzy, płeć. Możemy zdecydować, w jakim stylu się ubieramy, gdzie mieszkamy, kto jest naszym życiowym partnerem, jaka będzie nasza dieta, imię, nazwisko.. To coraz bardziej jak gra w The Sims, gdzie dowolnie projektuje się cechy postaci.
Żyjemy w czasach, w których każdego dnia ludzie zadają sobie pytanie „czy naprawdę chcę być z tą osobą, a nie z kimś z całej masy innych możliwości?” i nikogo to specjalnie nie szokuje. Współczesna kobieca obsesja wyglądu jest przecież prostą konsekwencją tej sytuacji. Wolność, jak wszystko, ma jaśniejsze i ciemniejsze strony. Wiele słychać narzekań na mężczyzn, którzy nie okazali się dość odpowiedzialni, by w razie wpadki podjąć się roli ojca. Wściekłość i żal kobiety w takiej sytuacji są łatwe do przewidzenia, jednak nagminność tego typu zdarzeń każde zadać pytanie, czy może dałoby się powiedzieć o tym coś więcej, niż tylko to, że mężczyźni znów zawiedli, bo zawsze zawodzą i dlatego kobietom potrzebne jest jeszcze więcej niezależności, a mężczyznom ostrzejszy państwowy nadzór?
Można ściągnąć alimenty z każdego, ale to nie zmienia rzeczy nie mniej bolesnej, niż brak wpłaty w terminie. Nie zmienia to faktu, że on nie chce płacić, bo albo się czuje pokrzywdzony (to temat na inny tekst), albo się w żaden sposób nie czuje związany. Słynna polska absolutna niemożność egzekucji alimentów jest zmorą i niejedną kobietę doprowadziła już do granic bezsilnej furii. Jednak brak ze strony mężczyzny poczucia jakiegokolwiek związku bywa często jeszcze trudniejszy do zniesienia, niż finansowy, czy organizacyjny kłopot.
Mamy wolność wyboru, z kim chcemy sypiać, z kim być i na jakich zasadach. Nikt tej wolności, raz uzyskanej przez ludzkość dobrowolnie nie zechce już oddać. Niestety znaczy to między innymi, że idąc z kimś do łóżka nie obiecujemy mu w istocie niczego. Nie dochowując wierności nie traci się już twarzy. Więcej nawet – coraz częściej ludzie uprawiają przecież seks nie po to, żeby się zbliżyć, ale właśnie, by uniknąć intymności. Spędzają życie szukając bez przerwy „tego”, ale w sytuacji nieskończonej wolności wyboru żadnego „tego” być nie może. Każdy ostateczny wybór jest odrzuceniem milionów innych opcji. Im ich więcej, tym więcej w tym wyborze wyrzeczenia. Chcemy wolności, ale i bezpieczeństwa. Problem w tym, że to trudno pogodzić.
Według pani Katarzyny nikt i nic nie stoi między kobietą i płodem. Są jednym. Płód, to moje ciało. Jestem tylko ja i on. Czyli ja i ja, bo on jest mną. Czyi tylko ja. Robię co zechcę ze sobą, bo jestem swoja własna i więcej niczyja. Jestem wolna.
To piękne. Ale nikt nie jest tylko swój własny. Nawet pani Katarzyna jak się okazuje potrzebuje publiczności. W Wigilię nie tylko ona zachowuje się tak, jakby nie wiedziała, że dzieci przecież nie rodzą się z dziewic. Wiemy, a jakbyśmy nie wiedzieli.
W opowieści pani Katarzyny nie ma ojca wcale. Czy czyta? Ma jakieś własne zdanie? Dowie się kiedyś? Czy może to wszystko jest właśnie po to, by się dowiedział i poczuł? Nie wiadomo. Mit o tym milczy. Płód po prostu jest, czyli ona po prostu jest i między jej ciałem a nim nie ma niczego i nikogo. Nic ich nie dzieli.
Jeśli nic nie oddziela kobiety i płodu, to także nic nie oddzieli matki i dziecka. Żyć będą w totalnej symbiozie w świecie pozbawionym ojców, których jedyną skutecznie wypełnianą rolą jest wprowadzić zamieszanie w ten doskonały świat symbiotycznej jedności. Nikt nie będzie niczego oceniał, nie będzie żadnych wymagań, nic nie będzie problemem i wszystko będzie możliwe, bo matki – jedynej osoby na świecie, która będzie zachwycona wszystkim, cokolwiek zrobimy – nic i nikt od dziecka nie zdoła oddzielić. W tym świecie jeśli postanowisz, że jesteś z Polski, to jesteś. Nie ma żadnej innej rzeczywistości, niż tylko ta, którą sobie ustalicie z mamą. Tylko miłość, albo furia miłości zranionej. Precz z rzeczywistością.
Święta i Nowy Rok, to czas życzeń. Wszyscy sobie życzą. Odpowiedzialnych ojców w czasach wolnego seksu, pewności zatrudnienia w czasach deregulacji, obniżki stawek ZUSu dla pracujących i wysokich emerytur dla ich rodziców..
Życzenie, by w czasach wolnego seksu istnieli odpowiedzialni ojcowie skierowane jest do mężczyzn. Do nich więc skierowana jest w istocie manifestacja aborcji motywowanej męską obojętnością. Przecież tyle ci dałam, tak się dla ciebie starałam, to dlaczego nas nie chcesz na dłużej, niż na chwilę? Skoro ciebie to nic nie obchodzi, skoro wybierasz wolność, to ja też będę przynajmniej miała wolność i zrobię to na oczach wszystkich. Skreśliłeś mnie, to teraz ja skreślę ciebie. Często tak bywa.
Niektórzy życzą sobie odwrotnie. Na przykład życzą sobie, żeby seks był prosty, jak kliknięcie w stronkę porno. Przecież było miło, czego jeszcze chcesz? Czy coś ci obiecywałem? Nie obiecywałem. Można by sobie życzyć w święta, żeby niewinność była taka łatwa. Nie obiecywałem, więc skąd ci to przyszło do głowy? Jak widać, nie wszystko można dogadać.
Jeszcze inni życzą sobie, żeby każda kobieta chciała być matką. Żeby to miała wrodzone, jak chłop ma wrodzone, że się musi w młodości wyszumieć. Niech ona zawsze chce mieć dziecko i niech się nim cieszy. Niech je zawsze kocha, wie co z nim robić i ma pokarm. Do kogo skierowane jest takie życzenie? Do nieobecnej matki? A może to jest życzenie, by nie było seksu bez kosztów dla nikogo? U osób trwale seksu pozbawionych takie życzenie byłoby dość oczywiste. Jeśli nie mogę tego robić, niech to przynajmniej nie będzie dla innych tak proste. A ty kobieto nie bądź dla mnie pokusą, z którą sobie nie mogę poradzić, a tylko matką świątobliwą i wiecznie brzemienną. Daj mi jedno, czego mi wolno jeszcze oczekiwać. Daj mi spokój.
Kobieta, koledzy, może dać wam wszystko, prócz tego jednego.
Wiele osób popiera prawo do aborcji, bo pragną wolności, lub na przykład nie lubią kleru. Okazuje się jednak, że dokonanie aborcji publicznie w formie performansu ich razi. Podwójna wirtualność, bo jak się wcześniej wspomniało, żadnej ciąży i tak nie było i nie ma. Ale i tak to razi. A czemu? Czy to jest drastyczne? Znak to, że dotąd nie wiedzieli, jaki jest ich prawdziwy pogląd. Żiżek nazywa to fetyszystycznym zaprzeczeniem.
Większość ludzi popiera wygodę, jaką daje nieskrępowany dostęp do aborcji w razie wpadki. Chcą ją mieć, bo w czasach wolnego wyboru seksualnych partnerów bez sensu byłoby ograniczać się przez zdarzenie, którego nikt nie planował. A jednak ta sama grupa ludzi jest zbyt wrażliwa na to, by osobiście takiego zabiegu dokonać.
Gdyby pani Bratkowska okazała się jednak artystką totalną, jednak byłaby w ciąży i wyabortowany płód umieściła w słoju, który zaprezentowałaby na konferencji prasowej, gdzie w dodatku na oczach publiczności wyciągnęłaby ten płód i wrzuciła do śmieci, nie zostałby przy niej prawie nikt. Najbardziej postępowi intelektualiści nie daliby rady tego znieść. Wątpię, czy by sama przy sobie została. A przecież nie ma żadnych doktrynalnych przeciwwskazań do tego.
Są jednak granice konfrontacji z rzeczywistością, poza którymi dalsze wyparcie przestaje być możliwe. Jadamy mięso, ale nie możemy zabić karpia. Dajemy dzieciom do czytania opowieści o Longinusie Podbipięcie, co pięć ludzkich głów jednym cięciem potrafił odrąbać, a przejmujemy się samochodową kraksą. Ktoś nawołuje do tradycyjnego modelu rodziny, ale z własną rodziną w domu wytrzymać nie jest w stanie. Mówi kobietom, by więcej spędzały czasu z dziećmi, a z jej dziećmi siedzi mąż i babcia, gdy ona lata po sejmach, uprawia politykę i walczy o system, w którym sama by nie dała rady żyć, bo jej energia każdy taki dom by rozsadziła. Inny ktoś nawołuje do moralności, a ślini się do sekretarki. Kolejna walczy o seksualną edukację, odczarowywać chce seks dla milionów, a sama od lat nie była nawet na kawie. Ktoś broni praw płodów do życia, a w domu zbiera szable, ekscytuje się wygraną wojną, albo żąda wprowadzenia kary śmierci.
W tym miejscu mój ulubiony cytat z jednego z jej zwolenników, który mówi o znanym przestępcy
– powinien zostać stracony
- a w jaki sposób?
- proszę mnie nie pytać o szczegóły
W tym problem. Nie chcemy ich znać. A samemu sprawy załatwić nie łaska? Zwykle nie. Zatrudniamy fachowców. Zawodowych żołnierzy, katów, rzeźników, weterynarzy.. Społeczeństwo nie istnieje bez wyparcia. Pani Bratkowska dokonała rzeczy rzadkiej i cennej, podobnie jak wcześniej biskup Michalik. Pokazała ludziom, czego nie chcą.
Wiele lat temu ktoś z mojej rodziny kupił dwa żywe karpie na święta. Po burzliwej dyskusji wyjęliśmy je z wanny, włożyliśmy do wiadra i zawieźliśmy nocą do Łazienek. Maluchem, który o dziwo bez kłopotu odpalił. Z wiadrami przeszliśmy przez płot. Czy żyją tam dotąd? Podobno całkiem długo żyje taki karp. Gdyby przy stawach w tę zimową noc ktoś nas dorwał z wiadrami, z pewnością nie uwierzono by w nasze zamiary i potraktowano by jak kłusowników.
Kto by uwierzył w 1985 roku w Polsce, że idziemy z nimi do stawu, a nie w drugą stronę? Ale daliśmy radę. Zrobiła się z tego zresztą niewielka tradycja. Ktoś, kto usłyszał tę opowieść, do dziś na święta kupuje jednego karpia i ukradkiem wypuszcza go w Łazienkach wigilijną nocą. Jakbyśmy nie wiedzieli, że tysiące innych zginą. W tę noc nie chcemy wiedzieć. Symbol wolności. Płyń rybo.
Jednak w przyszłym roku może być inaczej.
- ten spektakl Bratkowskiej pokazał mi, że to nie ma sensu – usłyszałem ostatnio.
Udajemy, że świat jest cukierkowy, a życie to jest twarda walka. Nie chce mi się latać już z tym wiadrem. Karpie, płody.. Kto to by się tam tak bawił i zastanawiał. Walić to. Żyć tak, jak wygodniej. Nie miałem argumentów.
Pani Katarzyno, rozumiem Pani przekaz. Wolność jest ważna. Wszyscy o niej bez wielkich nadziei marzymy. Walka z zakłamaniem, wolność osoby, poddaństwo kobiet trzeba przezwyciężyć w imię równości wszystkich ze wszystkimi, a także faryzejstwu świata tego raz na zawsze kres położyć.. Wszystko jasne. Naprawdę wiem. Ale z drugiej strony, jak sobie pomyślę, że ten karp.. niechże Pani o karpiu pomyśli. Niech Pani, proszę, choć przed Sylwestrem ma litość dla rybki.