Jastrzębski Węgiel rok temu dotarł do FF Ligi Mistrzów. Dwa lata temu potrafił wygrać Puchar Polski. W roku 2008 z kolei sztuka ta udała się AZSowi Częstochowa. Ale dominacja Skry w PlusLidze trwa i trwa. Wczoraj, w pierwszym meczu finałowym tych rozgrywek, podopieczni Jacka Nawrockiego polegli u siebie z Resovią. Można by rzec: tradycyjnie. W zeszłym roku i dwa lata temu także Bełchatowianie w pierwszych spotkaniach, u siebie, byli gorsi od swoich oponentów. Czy warto więc wszczynać alarm?
REKLAMA
Dwie poprzednie porażki finałowe Skry to były ciężkie pięciosetówki, w których to rywale wspinali się na swój absolutny szczyt. Mówiło się "jeśli będą umieli zgrać jeszcze dwa takie mecze, to seria Skry się skończy". No cóż, nie umieli. I nie chodziło tu o psychikę, o strach przed wielkim mistrzem. To już pare lat temu się skończyło. Po prostu gdy z drugiej strony siatki stał Wlazły, stał Falasca, stali Kurek z Winiarskim, Pliński, Gacek, a później Zatorski to był to po prostu zespół lepszy sportowo. I świetnie zgrany. Reszta stawki próbowała budować własne drużyny marzeń, ale do tego potrzebni byli też najlepsi Polacy, a ci byli w Bełchatowie. Czy teraz sytuacja wygląda inaczej? Polski zestaw Sovii brzmi: Ignaczak, Nowakowski, Kosok, Akhrem. Sami reprezentanci (choć jeden Białorusi). Oprócz Kosoka - szóstkowi. Nie robi to aż takiego wrażenia jak obsada naszych rodaków w Skrze, ale coś już jest zdecydowanie na rzeczy. Tym bardziej gdy zwróciły uwagę na stranierich. A przede wszystkim na jednego.
Wczoraj bohaterem był Paul Lotman, ale człowiekiem przeważającym szalę w stronę Rzeszowa jest Gyorgy Grozer. Urodzony w Budapeszcie Niemiec jest w szatańskiej formie. To on wciągnął Rzeszów do finału Pucharu CEV i to on kończył kosmiczne ilości piłek z niemniej kosmicznych pozycji w półfinale z Kędzierzynem-Koźle. A łatwo nie ma, bo jeśli szukać w Resovii, może to trochę za duże słowo, słabości, to można ją znaleść po przekątnej z Grozerem.
Można powiedzieć, że to iż rok i dwa lata temu przegrywali 2:3, a wczoraj 1:3 nie ma takiego wielkiego znaczenia, bo siatkówka jest grą w której ogromną rolę gra psychika i po prostu tym razem Bełchatowianie szybciej wymiękli. Bo tak trzeba nazwać ich postawę w trzecim i czwartym secie. Rzeszów poszedł w tany w hali mistrza Polski, a ten tylko się przyglądał.
Dziś nowy dzień i nowy mecz. Faworyt? Cóż, Resovia wczoraj, w półfinale, a także w przegranym finale pucharu CEV pokazała, że w formie jest mistrzowskiej, a Grozer wręcz w epickiej. A co pokazał nam ostatnio Bełchatów? Impreza docelowa pod tytułem finał Ligi Mistrzów już dawno za nami, półfinał z Jastrzębiem 3:0, ale jednak po dwóch tie-brekach. To po pierwsze. A po drugie - czy jako kibic niezaangażowany mam mieć ochotę oglądać ósmy raz z rzędu to samo?
