Koszykarze Śląska dość niespodziewanie pokonali na wyjeździe Trefl Sopot i w walce o półfinał, w rywalizacji do trzech zwycięstw, prowadzą 1:0. Kolejny mecz już jutro, także w Trójmieście, kolejny zaś we wrocławskiej Orbicie. Być może ostatni. Byłaby to naprawdę niesamowita niespodzianka. Tak niesamowita, że aż nie mogą chyba w nią uwierzyć włodarze wrocławskiego klubu, którzy po wczorajszym zwycięstwie uruchomili sprzedaż biletów na spotkanie numer cztery.

REKLAMA
Nie da się ukryć, że w opinii grubej większości (bardzo grubej) kibiców, czy dziennikarzy ten mecz będzie miał miejsce. Ale czy nie można było poczekać do środowego wieczora? Wówczas może już będziemy wiedzieli, że mecz numer cztery będzie potrzebny. A jak Śląsk znów zwycięży, a my i tak będziemy chcieli sprzedawać bilety, to niech chociaż pojawi się jakakolwiek informacja. Że jak coś, to zwrócimy pieniądze. Co i jak z posiadaczami karnetów, którzy to mieli mieć prawo pierwokupu, a wygląda na to, ze na ten mecz nie mają.
Przepraszam, informacja się pojawiła. Na facebookowym profilu klubu. O karneciarzach ani słowa. O tym co, jak meczu nie będzie takoż.
O co właściwie chodzi? Skąd ten defetyzm, to po pierwsze, i czemu nie ma sensownej informacji? Choć jeśli chodzi o to drugie, to można się już przyzwyczaić. Przez cały sezon nie widziałem żadnego plakatu, nie słyszałem żadnej reklamy żadnego spotkania w radio. Nawet w pojazdach komunikacji miejskiej, z której to zawsze można dowiedzieć się o najbliższych meczach piłkarzy nożnych Śląska, siatkarek Gwardii, czy żużlowców Sparty o koszykówce ani słowa.
A przez ostatnie tygodnie Wrocławianie nie będący bardzo wtopieni w temat mogli wręcz zapomnieć o Śląsku. Dzięki systemowi rozgrywek, podług którego przez kilkanaście tygodni WKS grał w drugiej lidze, ludzie po prostu przestali chodzić na mecze. Dziesięciotysięczny punkt Adama Wójcika trochę podratował sytuację, ale później z meczu na mecz frekwencja robiła się coraz gorsza. Więcej ludzi do Orbity przychodziło na, darmowe wprawdzie, ale jednak drugoligowe mecze wrocławskich szczypiornistów.
W sobotę hala pewnie się wypełni. Klasowy rywal, dobra, co można już dziś napisać, zaliczka po meczach wyjazdowych. Do dobrej koszykówki Wrocławian długo przekonywać nie trzeba. Tylko szkoda, że magnesem jest rywal, a nie sam Śląsk.