Naszą żeńską reprezentację siatkarek od awansu na Igrzyska Olimpijskie dzielą tylko dwa spotkania. Plus jedno, które trzeba dograć bez większej presji. Jeśli ktoś przed turniejem miał jakieś wątpliwości (bądź całkowicie negował szanse Polek), to powinien już się zreflektować. Bowiem podopieczne trenera Świderka faworytkami do awansu można nazwać nawet nie będąc naiwnym Polakiem.
REKLAMA
W grupie jesteśmy trudniejszej - to jest twierdzenie, które można poprzeć chociażby spojrzeniem w rankingi. W tejże grupie pokonaliśmy dwa mocniejsze zespoły - może nieco naciągane, ale Serbki jednak są bez zwycięstwa i jako pierwsze w naszej grupie pożegnały się z marzeniami o awansie do Londynu teraz - będą jeszcze próbowały na turnieju światowym w Japonii. Konstatacja powyższych faktów zdaje się potwierdzać: w walce o kwalifikację Polki są bardzo mocnym graczem.
Jutro mecz z Serbkami. One nie grają już o nic, my o ewentualne rozstawienie - będziemy już z niemal stuprocentową pewnością znali kolejność dwóch pierwszych miejsc w grupie A. "Do wyboru" będą Turczynki i Niemki. Ale nie warto o tym myśleć. Tu nie ma srebrnego i brązowego medalu. To czy rywal w półfinale będzie trudniejszy niż w ostatnim meczu, czy na odwrót nie ma wielkiego znaczenia. Trzeba wygrywać.
Jeszcze jedna kwestia. Skoro mamy mecz o nic, to jakim składem zagrać? Dzisiaj dniem przerwy i tak sobie zaburzamy nieco rytm. Albo odpoczywamy i regenerujemy się. Teorie są dwie. Tak samo jak co do składu na mecz o nic. Do tej pory trener Świderek raczej skąpił zmian. Chyba warto dać reszcie zespołu szansę na coś więcej niż oklaskiwanie koleżanek z kwadratu. Nabytą w ten sposób wiedzę o swoich zawodniczkach można w decydujących momentach świetnie wykorzystać.
