Niemki rozbite w sposób koncertowy. Rosjanki również. Rozstrzygnięcia półfinałów nie były chyba zbytnią niespodzianką. Chyba, że ktoś liczył, że gra Rosjanek w końcu zaskoczy. Mamy więc finał Polska-Turcja. Oba zespoły na turniej światowy do Japonii na pewno nie pojadą. Zwyciężczynie otrzymają bilety do Londynu, przegrane dostaną niechciane wakacje w pierwszej połowie sierpnia.
REKLAMA
Zapomniałem przed półfinałem Rosjanek z Turczynkami sprawdzić ilość odtworzeń na YouTube'ie filmiku z końcówki finału ME sprzed dziewięciu lat. Ale podejrzewam, że w ostatnich, a także najbliższych, godzinach ów liczba wzrośnie w sposób zauważalny. Ta sama hala. Ten sam rywal. Zaś obecność polskich siatkarek ponownie jest zaskoczeniem.
A zawodniczki? Tutaj różnica jest diametralna. W naszym obecnym zestawieniu jedyną zawodniczką, która brała udział na tamtych mistrzostwach jest Kasia Skowrońska. Wówczas młodziutka środkowa. Dziś gwiazda kalibru światowego grająca na pozycji atakującej, na obecnym turnieju lekko łamane przez przyjmującej. W obozie tureckim mamy dwie zawodniczki mogące wspominać tamten czempionat. Pierwszoszóstkowa dziś przyjmująca Esra Gümüş oraz Naslihan Darnel - kilka miesięcy młodsza od Skowrońskiej ikona tureckiej siatkówki, która właśnie na owym turnieju w 2003 pokazała się Europie i światu. I pokazuje się tak po dziś dzień.
A sędziowie? Nie pamiętam jakie było 9 lat temu. Ale teraz temat niestety jest. Niestety dla nas i niestety dla Turczynek, które są niejako krzywdzone. Bowiem w awansie do finału pomocy nie potrzebowały. A jakiś niesmak jest. No bo ci lokalni liniowi trochę rzeźbią, a główny, chcąc nie chcąc, czasem musi się na decyzji swojego pomocnika oprzeć. A teoria co do dzisiejszego meczu jest jednak taka, że tym razem pomoc Turczynkom może być potrzebna.
Mimo, że to one są faworytkami. Przede wszystkim są najrówniej grającym zespołem turnieju. Właściwie jest to jedyna ekipa co do którego można użyć sformułowania "równo grająca". Gdyby Polki grały stabilnie na swoim najwyższym poziomie, to ten wpis wyglądałby kompletnie inaczej.
Bo wychodzi na to, że nadszedł ciężki moment, w którym trzeba wziąć bardzo głęboki oddech. Mamy za sobą wspaniałe pięć dni. Startowaliśmy z pozycji outsidera, ale o tym już można zapomnieć. Skoro awans jest na wyciągnięcie ręki, to trzeba go chwycić. Dziś wieczorem, w przypadku porażki, nie będziemy raczej myśleć o tym, że to i tak wynik ponad oczekiwania. Turniej jest zero-jedynkowy. Albo jest się pierwszym i zdobywa przepustki na IO, albo nie. Wszyscy to wiemy, a najlepiej wiedzą to nasze reprezentantki.
Wracając jeszcze do roku 2003 - najważniejszym wspomnieniem niech będzie fakt, że wówczas gospodynie nie wytrzymały presji i w żadnym z trzech setów nawet przez moment nie zagroziły Polkom.
