Liczba pozostających do Igrzysk dni już dawno zaledwie dwucyfrowa, olimpijski ogień greccy bogowie już rozpalili, nie dziwne więc, że i walka o olimpijskie paszporty powoli zmierza ku końcowi. Przeżyliśmy niedawno klęskę szczypiornistów, emocjonowaliśmy się walką siatkarek. Cały czas trwają też różnorakie turnieje kwalifikacyjne w dyscyplinach, o których przypominamy sobie właściwie tylko co cztery lata. Czyli na przykład w zapasach, szermierce, czy w boksie w wydaniu amatorskim. Czasami przedstawiciele tych sportów dają nam miłe niespodzianki, nierzadko prowokują do kontestowania zasad kwalifikacji olimpijskich i wysyłania na imprezę czterolecia sportsmenek i sportowców, którzy na walkę o poważne cele szans nie mają. Jak to na przykład mówiło się, do pewnego miłego wieczora, o polskich panczenistkach podczas ZIO w Vancouver.
Polska walcząca na Londyn
REKLAMA
Pomysły i podpowiedzi by nie wysyłać na IO zawodników, którzy spełnili wyznaczone przez światowe federacje wymagania są, co tu dużo pisać, absurdalne. Szczególnie, gdy mówimy o dyscyplinach i konkurencjach, gdzie awans zdobywa się z miejsc z rankingu. Podnoszenie minimów? Na upartego można to jakoś uzasadniać, ale na razie jedynym objawem tej praktyki jest akcja na rzecz polskich maratończyków będących w życiowej formie, kryterium wyznaczone przez IAAF mających spełnione, a tego wyznaczonego przez PZLA nie. Wydaje mi się, że dość pilnie śledzę pozycję polskiego sportu w światowej hierarchii i nie wydaje mi się, byśmy mogli sobie pozwolić na komfort skreślania zawodników na tym poziomie. Może i nie warto się patrzeć na innych, ale na pewno wielu czeka z chęcią na takie dodatkowe wolne miejsca, mimo że szanse na, nazwijmy to, rozsądny wynik mają jeszcze mniejsze.
Liczba reprezentantów na igrzyskach też jest ciekawym wyznacznikiem siły sportu w danym kraju. Czy sport w Etiopii stoi na wyższym poziomie niż w Polsce? Spoglądając w klasyfikację medalową IO w Pekinie można by sądzić, że tak - Etiopczycy są w niej dwa oczka przed nami. Przy, lekko tylko zaokrąglając, dziesięciokrotnie mniejszej kadrze. Przykład może drastyczny i skrajny, ale oddający chyba sens.
To jak to będzie z liczbą naszych reprezentantów w stolicy Zjednoczonego Królestwa? Ano gorzej niż w Pekinie. I to nie tylko dlatego, że miast trzech zespołów będziemy mieli tylko jeden. Także przekrojowe przelatując przez dyscypliny okazuje się, że liczba naszych reprezentantów, w porównaniu z Pekinem, spada. Szczególnie przy rzucie oka na przedstawicieli sportów walki.
W boksie klęska, żadnego Polaka w turnieju olimpijskim. Mówi się, że jest jeszcze nadzieja w miejscach zaproszeniowych (kierowanych najczęściej do państw małych, mających bardzo mało reprezentantów), ale to chyba nie jest satysfakcjonujące rozwiązanie. Sytuacje mogą trochę podratować panny Karoliny, Michalczuk i Graczyk, które za kilka dni będą walczyć o olimpijskie kwalifikacje. Obie zajmuję w światowym rankingu piąte miejsca w swoich kategoriach wagowych. Można się cieszyć, że ktoś nasz ten boks ma szanse podratować, ale nasi panowie w rękawicach powinni się wstydzić.
Zapasy: tutaj liczba spada z dziewięciu do czterech. Przy czym w stylu wolnym z czterech do okrąglutkiego zera. Zabraknie m.in. Agnieszki Wieszczek, która cztery lata temu sprawiła nam wielką niespodziankę. Warto jednak dodać, że jakościowo cała ta czwórka stoi całkiem nieźle. Może się nacieszą tą sytuacją, ci, którzy uważają, że innych na igrzyska brać nie warto.
A jeszcze w Atlancie była piątka. I to nie reprezentantów, a medali.
Judo? Zmiana nieznaczna, z siódemki na szóstkę. I to taką szóstkę, która uczciwie na awans zapracowała, a, niestety, może być celem takich ataków, o których napomykałem w poprzednich akapitach. Bowiem odpadanie w pierwszych rundach może być smutną rzeczywistością polskich judoków. Może. Absolutnie nie piszę, że tak będzie.
Dwukrotnie mniejsza będzie polska reprezentacja w szermierce. W Londynie zobaczymy siedmioro przedstawicieli sztuki fechtunku, w tym zaledwie jeden zespół - florecistki. W wyniku żonglerki konkurencjami z programu wypadła rywalizacja szpadzistów, co może lekko usprawiedliwiać spadek ilości reprezentantów, ale tylko trochę.
Dopełniając obraz sportów walki należy wspomnieć o taekwondo. Może mało u nas popularne, choć skoro odsuwamy się sami od dyscyplin od dawna kojarzonych z tą częścią Europy (czy też, pisząc politycznie, blokiem wschodnim), to może tędy droga? W Londynie zobaczymy jednego naszego reprezentanta, pierwszego w naszej historii mężczyznę-olimpijczyka w tej dyscyplinie: Michała Łoniewskiego.
4 lata temu nasze walczaki zdobyły dwa medale. 8 i 12 lat temu po jednym. Jakie są teraz oczekiwania? W tych okolicach. Można pisać, że złote pokolenie zapaśników przeminęło, że polska szkoła boksu to są jakieś zamierzchle czasu. Ale z czego wynika ten spadek sportsmenek i sportowców uczestniczących? W jaki sposób tak nagle zapadły się polska szermierka, polskie zapasy? Chciałbym sądzić, że to po prostu jakaś nieprzyjemna kumulacja naturalnych wahnięć między dobrobytem a nieurodzajem dla różnych dyscyplin. Ale to chyba nie jest rozwiązanie tego problemu. To jest co najwyżej jego negacja.
Więcej:
Londyn