Pisanie o kobiecej piłce ręcznej w naszym kraju może być trochę jak opowiadanie o meczach z podwórka. Zaciekłych rywalizacji i niesamowitych historii może być mnóstwo, ale w gruncie rzeczy mało kto się bliżej tym zainteresuje. Może koniec sezonu ligowego nie jest najlepszym momentem na promocję polskiej ligi szczypiornistek, ale sposób w jaki wczoraj wieczorem zakończył się finał każe zwrócić uwagę na światek polskiej piłki ręcznej kobiet.

REKLAMA
Choć sam raczej nie mogę czuć przynależności do ów światka, skoro nigdy na żadnym meczu kobiecego szczypiorniaka nie byłem, mimo, że we Wrocławiu jest drużyna na poziomie Superligi.
W męskiej Superlidze mamy dwie drużyny i resztę. U pań są trzy zespoły, które z góry ustawia się na podium: Zagłębie Lubin, SPR Lublin i Vistal Łączpol Gdynia. Przez całą rundę zasadniczą drużyny te zanotowały łącznie cztery potknięcia (tzn. nie-zwycięstwa) z ekipami spoza wielkiej trójki. W półfinale pożegnaliśmy Lublinianki. W decydującym starciu, w rywalizacji do trzech wiktorii, stanęły na przeciwko siebie zawodniczki z Lubina i Gdyni. Vistal wywozi jedno zwycięstwo z Dolnego Śląska, Miedziowe odwdzięczają się zwycięstwem nad Bałtykiem. Nadchodzi piąty, decydujący mecz.
Atut własnej hali, o której kilka słów jeszcze przyjdzie czas napisać, po stronie broniącego tytułu Zagłębia. Dokładniejszych relacji ze spotkania na pewno sporo w Internecie jest, posłużę się może kilkoma hasłami. Czerwona kartka w 10 minucie dla bohaterki ostatnich spotkań, bramkarki gospodyń, Moniki Maliczkiewicz. Pierwsza różnica dwóch bramek tuż przed przerwą - na korzyść gospodyń. Dwie dwójki w kilkanaście sekund poparte dwójką dla trenera Thomasa Orneborga, czyli minuta i czterdzieści sześć sekund gry w potrójnej przewadze Zagłebie około czterdziestej minuty. Aczkolwiek praca sędziów świetna w całym meczu. Remis na minutę przed końcem. Piłkę mają gospodynie. Akcja prawie doskonała. Bardziej doskonała była tylko interwencja Małgorzaty Gapskiej. Trzydzieści kilka sekund do końca, remis, piłka nasza - co robimy? Lecimy do przodu! Nie mogłem uwierzyć widząc szybki rzut z kompletnie nie przygotowanej pozycji. Ale piłka do bramki wpadła. Ostatnia akcja Lubinianek zakończona potężnym rzutem w poprzeczkę. I wybuchem przeogromnej radości w wykonaniu gdynianek i obecnych na hali kibiców Vistalu.
Czemu ja muszę to opisywać? Cóż, jako wyznacznik popularności kobiecego szczypiorniaka w Polsce mogę podać fakt, że przeszło dobę po tym wydarzeniu nie ma jeszcze na YouTube'ie filmiku z ostatniej minuty, który mógłbym tutaj wstawić.
Co do hali Zagłębia: napisać, że jest ona specyficznej, to jak nic nie napisać. Hala Szkoły Podstawowej nr 14 w Lubinie, gdyż tak brzmi nazwa obiektu, w którym rozegrał się najważniejszy mecz sezonu, mieści 500 kibiców. Oficjalnie. Większość krzesełek znajduje się na wyższej kondygnacji, jednak na dole też są miejsca. Miejsca, na których nie można nawet lekko wyprostować nóg, żeby nie trzymać ich w polu gry. Każda sytuacja kontaktowa przy linii bocznej to zagrożenie. Sędziowie nieraz zderzają się z fotoreporterami i kibicami zajmujący wąski pas między linią końcową a ścianą. Bo trzeba napisać, że hala była wczoraj co najmniej wypełniona.
Nie jest to obiekt sprzyjający transmisjom telewizyjnym. Nie jest komfortowy dla kibiców, zawodniczek. Za kilkanaście miesięcy w Lubinie będzie gotowa nowa arena. Postęp, nowocześniejsze obiekty, to widać w całym polskim sporcie. Ale mimo wszystko za takimi miejscami jaka hala przy czternastej podstawówce w Lubinie chyba przyjdzie nam też parę razy zatęsknić. Dusznymi, ciasnymi. Z kibicami wylewającymi się z przeznaczonych im przestrzeni.
Radość piłkarek z Gdyni była przeogromna. Jakby nie zdobyły Mistrzostwa Polski, ale Mistrzostwo Świata. Cóż, w gruncie rzeczy, to może i można nazwać to Mistrzostwem Świata. Bo jak na razie na Polsce świat klubowej piłki ręcznej dla Gdynianek, czy Lubinianek kończy się. Próby dostania się do Ligi Mistrzów od lat pozostają bezskuteczne.
A reprezentacja? Ostatnie lata to pasmo porażek w eliminacjach. Tak skonstruowany jest system rozgrywek międzynarodowych, że żeby wskoczyć do tej czołówki trzeba dokonać czegoś przełomowego. Mężczyźni, tuż po tym jak ster w kadrze objął Bogdan Wenta, odprawili sensacyjnie Szwedów. Polkom na drodze stanęły rok temu Dunki, teraz, walcząc o grudniowe ME, trzeba pokonać Rosjanki bądź Czarnogórzanki - odpowiednio siódmy i szósty zespół ostatniego kontynentalnego czempionatu. Nawet jeśli poziom zespołu rośnie, a taką tezę można chyba śmiało wysnuć - potrzebne jest coś jeszcze. Choćby trochę większa garść szczęścia w losowaniu.
Mistrza już znamy, ale sezon się jeszcze ostatecznie nie zakończył. W sobotę zawodniczki AZSu AWFu Wrocław podejmą w rewanżowym meczu barażowym o utrzymanie w Superlidze przeciwko SPRowi Olkusz. W pierwszym meczu Wrocławianki poległy 25:28. Przed nami mecz o wszystko. Może być gorąco. Sobota, 19 maja, 18:00. Hala AWFu przy ulicy Paderewskiego. Ja postaram się być.