Tak już mamy, że zwycięstwo z Rosją zawsze bardzo nas cieszy. Deklasacja tym bardziej. A gdy jeszcze dodamy do tego fakt, że w ciągu ostatnich siedmiu lat do Moskwy trzykrotnie przywieziony został medal Mistrzostw Świata, podczas gdy do Warszawy nie zawsze było nawet jak wracać, bo nigdzie się nie wyjeżdżało, to szczęście sięga zenitu. I dziś taką sytuację mamy. W nowiutkiej hali w Kwidzynie, w ramach meczu eliminacji Mistrzostw Europy polskie szczypiornistki rozbiły Rosjanki 30:22.

REKLAMA
Kilka miesięcy temu, na wyjeździe, Polki uległy jedenastoma bramkami. W żadnym wypadku wynik ten nie cieszył, ale z drugiej strony był on trochę wkalkulowany w rywalizację. Na pewno czekaliśmy na jakieś przełamanie polskiego zespołu, który po przejęciu przez Kima Rasmussena wykazuje tendencję wznoszącą. Rosjanki były jednak wówczas Mistrzyniami Świata. Dziś już nie są. I nie są także lepsze od Polski.
Bo te pokazały ambicję. Narzuciły potworne tempo i wpadły w trans. Trans biegania do szybkiego środka, do kontr, trans walki przed własnym polem bramkowym. Można się było załapać za głowę mając świadomość efektu porównania sił na ławkach rezerwowych. Ale w tym szaleństwie była metoda. Ba, to szaleństwo samo w sobie było metodą. Rosjanki dały się wciągnąć w tę zabawę i poległy.
I bohaterka. Izabela Czarna, która w niedawno zakończonym pięciomeczowym boju o Mistrzostwo Polski była zaledwie trzecią bramkarką w Zagłębiu Lubin. Która była gdzieś hen daleko w cieniu wgniatającej mentalnie w parkiet atakujące Łączpolu Gdynia Moniki Maliczkiewicz. Z powołaniem której, eufemizując, polemizowało wielu kibiców. Która zdecydowała się odejść po sezonie z Lubina, wybierając grę w drugiej Bundeslidze. Ta dziewczyna wyleczyła dziś z gry w piłkę ręczną cały tabun rosyjskich gwiazd.
A jeszcze kilka dni temu nasze dzisiejsze rywalki rozbiły w turnieju kwalifikacyjnym do IO Dunki. I to na ich terenie, choć można dodać, że obie ekipy miały już przepustki do Londynu w kieszeni. Nie zmienia to jednak faktu, że Rosjanki na Igrzyskach Olimpijskich będą w ścisłym gronie faworytek.
Niedziela, godzina 20:30. Podgorica. Mecz o wielki sukces. Z Czarnogórkami, które kilka dni temu także wywalczyły sobie bilety do Londynu. Które kilka tygodni temu, w składzie niemal reprezentacyjnym, wygrały klubową Ligę Mistrzyń w barwach Buducnostu Podgorica. Będzie łatwo? Na pewno nie. Porażka będzie klęską? Nie. Ale trzeba próbować i wierzyć. Tak są skonstruowane rozgrywki w reprezentacyjnej piłce ręcznej. Żeby przeskoczyć z grona zespołów drugiej kategorii do tych biorących udział w imprezach mistrzowskich trzeba dokonać czegoś wielkiego. Przełomowego. Gdy na drodze do MŚ stanęły rok temu Dunki nie powiodło się. Teraz los nam rzucił Rosjanki i Czarnogórki. Wyzwanie ponownie potężne. Na szczęście rękawica została podniesiona.
I jeszcze taka ciekawostka. Przed meczem spojrzałem do serwisu bukmacherskiego bwin.com. Za postawioną na Polki kwotę można było wygrać jej jedenastokrotność. Ktoś się obłowił?