Pokonanie Rosjanek okazało się szczytem możliwości naszych szczypiornistek. W decydującym meczu w Czarnogórze poległy i zakończyły eliminacje na trzecim miejscu w swoim grupie. Ale sytuacja jest dynamiczna. Prawa do organizacji turnieju finałowego, który ma się odbyć w grudniu tego roku, zrzekła się Holandia. W związku z tym miejsce w turnieju straciły reprezentantki tegoż kraju. Tak więc a: jest wolne miejsce w turnieju, b: nie ma gospodarza.

REKLAMA
Chciałbym napisać, że Polki są najlepszą drużyną z trzecich miejsc z wszystkich grup eliminacyjnych. Taką tezę można by próbować stawiać, ale jak spojrzeć na tabele, punkty i bramki, to okazuje się, że nasze reprezentantki są drugą najlepszą ekipą w tym cyferkowym zestawieniu - gorszą różnicą bramek przegrywamy z Islandkami. Nie ukrywam, że brzydzę się porównywania zespołów z różnych grup na podstawie ich dorobku punktowego, ale to niestety może być jakieś kryterium dla europejskiej federacji. Zaś dyskusje na temat tego, czy Czarnogórki z Rosjankami stanowiły trudniejszy zestaw do pokonania niż duet hiszpańsko-ukraiński możemy sobie poprowadzić li tylko dla treningu sztuki polemiki. Na bycie najwyżej sklasyfikowanym w europejskim rankingu reprezentacji też nie ma co liczyć - choć przyznaję, że aktualnego zestawienia znaleźć w kilka minut nie potrafiłem. Ale możecie uwierzyć na słowo - choćby i rzeczone Islandki z pewnością są wyżej.
Szukanie dla siebie miejsca w kontynentalnej szesnastce na drodze sportowej zdaje się nie mieć perspektyw. Ale o dokooptowaniu jakiegoś zespołu, który się nie zakwalifikował w ten sposób można będzie mówić wtedy, kiedy już będziemy wiedzieli kto zastąpi Holandię. A raczej: czy będzie to któreś z państw, które awans już sobie wywalczyło. Bo jeśli turniej przejmie ktoś, kogo na turnieju jeszcze nie ma to sprawa szesnastej drużyny jest już rozwiązana.
I tu jest pomysł dla Polski. Holenderski związek zrezygnował z EURO wczoraj. W tym samym dniu, za sprawą dziennikarzy serwisu handball.pl (a przynajmniej oni samy tak twierdzą) o sprawie dowiedział się prezes ZPRP (a jednocześnie prezes PKOl) Andrzej Kraśnicki. Dziś na stronie EHFu Polska jest wymieniona jako państwo, które zasygnalizowało chęć do przejęcia turnieju. Świetnie. Z tym, że Polska jest wymieniona jako jedno z dziesięciu państw. Są wśród nich dwa, które są w takiej sytuacji jak my: Islandia i Słowacja, oraz siedem takich, które i tak zagrają: Chorwacja, Szwecja, Macedonia, Rosja, Serbia, Dania i Norwegia.
Czy mamy jakieś szanse? Dania z Norwegią organizowały wspólnie ostatni turniej. Kraje te są gwarantem ogromnego zainteresowania i pełnych hal. A także świetnej organizacji. W Macedonii najlepsze szczypiornistki Starego Kontynentu grały cztery lata temu. Szwedzi dopiero co zorganizowali męski mundial. Doświadczenie może być w tej elekcji sporo warte. Wszak EHF jako czas na wybór dało sobie około dwa tygodnie.
Aż trudno o pozytywną konkluzję. Pobieżna analiza tonuje pozytywne nastroje. Na pewno cieszy fakt, że nasz związek zareagował na sytuację. Nie sądzę, by ktoś z ZPRP dzwonił po różnych federacjach pytając się czy będzie dużo zgłoszeń, żebyśmy mogli spokojnie pokazać, że staraliśmy się i próbowaliśmy. Wszak takie szalone, dwutygodniowe wybory z pewnością nie będą nazbyt przejrzyste, nie będzie mnóstwa spotkań, wypieszczonych prezentacji, ani akcji marketingowych o zasięgu międzynarodowym. I ciężko byłoby potem osądzać naszych działaczy. Po prostu za kilkanaście dni EHF wyda komunikat i będzie po zabawie, a o tym co się będzie działo w międzyczasie dowiemy się co najwyżej z jakichś nieoficjalnych, kuluarowych relacji.
A może szefostwo europejskiej piłki ręcznej spojrzy parę razy w telewizor przez ten czas i zobaczy, że w Polsce można zorganizować świetną imprezę sportową? I zaćmi ich na chwilkę, że między męską piłka kopaną, a żeńskim szczypiorniakiem w naszym kraju jest przepaść? Może takie zaćmienie jest niezbędne. Trzeba tylko skusić los. Kuśmy.