Franciszek Smuda zadebiutował na poważnie w roli selekcjonera polskiej kadry. Dwa lata przygotowań, które miały stworzyć 23-osobową ekipę na ME skończyły się na wyselekcjonowaniu jedenastki. Jest kilka spraw, do których można się przyczepić po tym meczu, ale brak zmian to dla mnie kompletny abstrakt. Chociażby na ostatnie dziesięć minut, żeby ktoś świeży zrobił jakiś wiatr. Trzeba wyciągnąć wnioski, bo przed nami jeszcze dwa mecze. A dzisiejszy remis daje nam udział w walce o awans do ostatniego spotkania.
REKLAMA
Sprawdziło się, to o czym mówiło się przed meczem. Jak przytrafi nam się poważny błąd w obronie, to nasi rywale skrzętnie go wykorzystają. Na pewno nie można pochwalić naszej linii defensywnej za akcję bramkową Greków, ale decydująca omyłka przyszła z najmniej spodziewanej strony - od Szczęsnego. No i wpadło. Oczywiście - Polacy powinni już prowadzić wyżej aniżeli jedną bramką. Powinni, mając przewagę liczebną (lekko wyrzeźbioną, swoją drogą, przez arbitra) trzymać Greków z daleka od okolic własnej szesnastki.
No i w końcu Smuda powinien dokonywać zmian. Wyszło na to, że grając dziesięciu na dziesięciu graliśmy z trzema zawodnikami ofensywnymi. Ostrożność chyba przesadna. Tym bardziej, skoro cała trójka z tabunem greckich defensorów zmagała się intensywnie od pierwszego gwizdka.
Przed nami dwa spotkania. Jakikolwiek punkt z Rosją będzie naszym sukcesem. Nasi wschodni sąsiedzi pokazali dziś świetną piłkę. Zagrali tak trochę jak my. Tylko, że nie przez dwadzieścia, a przez dziewięćdziesiąt minut. I na trochę wyższym pułapie. A nawet więcej niż trochę. Zakładając naszą porażkę we wtorek i licząc na uczciwe pokonanie Greków przez Rosjan w ostatniej kolejce mamy sytuacją grupy trzyzespołowej, którą trzeba wygrać. Remis w pierwszym meczu absolutnie nie przekreśla szans na sukces.
A przecież mieliśmy już mnóstwo historii, kiedy to po czterech dniach zespoły zagrały kompletnie odmienione. In plus bądź in minus. Nie można wykluczać gorszej dyspozycji Rosjan za kilka dni. Nie można wykluczać lepszej postawy naszego zespołu. Oczywiście mnóstwo osób uzna, że Polacy słabi, że nic nie umieją i po tej "porażce" już się nie podniosą. Naprawdę jesteśmy tak wyjątkowym narodem? To, że wielu udawało się nie oznacza, że i my możemy dać radę? Pewnie, że jestem stronniczy, że jestem naiwniakiem szukającym zawsze pozytywnego rozwiązania dla swojej ekipy. Ale czyż taka nie jest rola kibica?
