Kibice uwielbiają piękne historie. Zwycięstwa maluczkich, rozstrzygnięcia w ostatnich chwilach. Może nierozsądnie wysuwać taką tezę przed fazą pucharową, ale na razie wygląda na to, że na podstawie tegorocznego EURO żaden film nie powstanie. Choć nadzieja wciąż się tli.

REKLAMA
Duńczycy. Sensacyjne zwycięstwo z Holandią. Wspaniała walka z Portugalią. I mecz z Niemcami. Gdyby Gang Olsena dostał karnego, który im się należał, być może Niemców już na tym turnieju by nie było. Klęska faworytów, rozpędzeni Duńczycy... coś by się działo. Ale nie. Awansują Niemcy z Portugalią.
Chorwaci. Porywająca waleczność. Niezwykle charyzmatyczny, ale kończący prowadzenie kadry Slaven Bilić. Obrońcy tytułu na widelcu. Ale nie. Ponownie trochę namieszali sędziowie. Z grupy wyszli Włosi i Hiszpanie. Znowu sztampa.
Andrij Szewczenko. 36 lat, turniej w ojczyźnie. Wspaniała kariera, ale z reprezentacją sukcesów brak. Pierwszy mecz. Dwie wspaniałe bramki ze Szwecją, Szewa bohaterem narodowym. Ale nie. Koniec formy kapitana Ukraińców, koniec formy całego zespołu. Zaś z grupy wychodzą Francuzi z Anglikami. Nudy.
Ostatnimi deskami ratunku są ekipy z grupy A. Grecy przez dwa mecze nie grają prawie nic, by w ostatnim spotkaniu rozprawić się z kreowanym na co najmniej półfinalistów turnieju Rosjanami. Stary Giorgios Karagounis, właściwie jedyny pamiętający sukces z Portugalii, bohaterem. I Czesi. Klęska z Rosją na przywitanie, zwycięstwo z Grecją dzięki 10. minutom entuzjazmu na starcie i 80. minutom katuszy. I ostatni mecz. Bez mózgu zespołu, Tomasa Rosickiego. Skromne zwycięstwo z gospodarzami uratowane w ostatniej minucie wybiciem piłki sprzed linii bramkowej przez Michala Kadleca. Piłki, która wraz z zatrzepotaniem w siatce ukradłaby ten awans.
Ale czy Grecja może przejść Niemców? Czy Czesi mogą odprawić Portugalię? Wydaje się, że nie. W Grecję nie wierzę kompletnie. Jeśli chodzi o naszych południowych sąsiadów, to, jak chyba wszyscy Wrocławianie, będę w czwartek Czechem. Ale rozum mocno krzyczy, że nie warto. No ale o to chyba chodzi w powstawaniu na sportowych arenach filmowych scenariuszy, prawda?
W 2004 roku byli Grecy i Otto "1:0" Rehhagel, w 2008 Turcy, którzy mieli zwyczaj rozpoczynania meczu w 85. minucie (pięć z ośmiu bramek w całym turnieju zdobyte w ostatnich pięciu minutach meczów, by odpaść po bramce w 90. minucie, to było coś!). A teraz zapowiada się któreśtam zwycięstwo Niemców, którzy wygrają w finale z jakąś Francją, czy Hiszpanią. I świat zapamięta co najwyżej burzę w Doniecku.