Lista państw, które brały udział w Igrzyskach Olimpijskich, a nie ma na swoim koncie żadnego medalu jest długa. Obok Czarnogóry, o której już kilka słów było, Malty, Boliwii, Seszeli, czy Tuvalu odnajdziemy Albanię. Kraj, który ze sportem raczej się nie kojarzy. Z resztą wielu osobom nie kojarzy się absolutnie z niczym. W tym roku w kadrze olimpijskiej tego kraju jest jedna zawodniczka, która ma szanse stanąć na podium. I zdobyć pierwszy w historii medal dla Albanii. Choć gdyby zapytać ją o zdanie, usłyszelibyśmy, że chce ona być pierwszą medalistką olimpijską w historii niepodległego Kosowa.

REKLAMA
Majlinda Kelmendi judo zaczęła uprawiać w wieku ośmiu lat, w roku 1999. Dokładnie dekadę później zdobyła tytuł mistrzyni świata juniorek. Startując pod flagą Międzynarodowej Federacji Judo. Jednak, gdy zawodniczka stała na podium rozbrzmiał hymn Kosowa, co obiecał jej przed finałem sam prezydent federacji. Ze skrótem IJF na plecach jedenastokrotnie stawała na podium w zawodach najwyższej rangi międzynarodowej. I to ten skrót widnieje na przy jej nazwisku na szóstym miejscu w rankingu światowej federacji w kategorii do 52 kilogramów.
W związku z tym miejscem Kelmendi zakwalifikowała się na IO. Zasadniczo kwalifikacje dotyczą krajów, tutaj jednak bilet do Londynu był imienny. A rubryczkę kraj trzeba było wypełnić. Nie mogło to być oczywiście Kosowo. Komitet Olimpijski tego kraju nie należy do MKOlu, który przyjęcie go w poczet swoich członków uzależnia od analogicznej decyzji ONZu. Czyli zaczynamy grzebać w polityce. A sama zawodniczka chce reprezentować naród. Sama mówi, że to historyczny moment. Że będzie jedyną atletką z Kosowa na tych Igrzyskach i wszystkie oczy jej rodaków będą na nią zwrócone. Że wszyscy w jej kraju chcą sukcesu, a ona chce im go dać. I dodaje klasyk: nie rozumiem dlaczego wszystko musi zależeć od polityki.
Kelmendi wystąpi więc w barwach Albanii, której paszport także posiada. Nie wiem w jaki sposób (i czy w jakikolwiek, grupka będzie zapewne kilkuosobowa) zorganizowany będzie transport albańskich olimpijczyków z Londynu do domu. Ale jeśli Kelmendi wróci z krążkiem, to na pewno wolałaby wylądować na lotnisku w Prisztnie, a nie w Tiranie. Nawet jeśli w obu tych miastach będzie bohaterką, to ona będzie bohaterką tylko dla tego pierwszego.
Była jeszcze inna opcja. Skoro od lat startuje pod szyldem światowej federacji, to czemu nie wystartować pod flagą olimpijską? Tak jak wszyscy Jugosłowianie w Barcelonie, tak jak przedstawiciele Timoru Wschodniego w Sydney. Kosowski Komitet Olimpijski chciał przepchnąć taką formę już w Pekinie, pół roku do ogłoszeniu niepodległości. Bezskutecznie. Teraz znowu się nie udało. Pomyślmy chwilkę. Wyobraźmy sobie ceremonię otwarcia, pochód reprezentantów. W pewnym momencie na stadion wychodzi trzyosobowa grupka. Dwie z tych osób to sportowcy z Antyli Holenderskich, które zmieniając niedawno swój status polityczny straciły miejsce w olimpijskiej rodzinie. Trzecią osobą jest drobna, urocza dziewczyna. Może nawet z olimpijskim sztandarem w ręku ofiarowanym przez towarzyszy z Karaibów. Komentatorzy wszystkich telewizji świata są na to przygotowani. Setki milionów ludzi słyszy, że ta dziewczyna to Kosowarka, która nie mogła reprezentować swojego kraju. Albo jeszcze lepiej. Kelmendi wygrywa. Nad jej głową na podium unosi się flaga olimpijska, z głośników rozbrzmiewają piękne tony olimpijskiego hymnu. Czyż ta niezależność i apolityczność nie byłaby przypadkiem skrajnie polityczna?
No i jeszcze ostatnia możliwość. Tak dla pełnej rzetelności. Kelmendi chcieli podkupić Azerowie. Ale na fakcie istnienia takiej chęci sprawa się zakończyła.
Igrzyska z pewnością są najważniejszymi zawodami w życiu Kelmendi. Stąd też szczególna chęć zaistnienia na tej imprezie w barwach Kosowa. Ale na Londynie świat się nie kończy. Tym bardziej dla utalentowanej 21-latki. Jeszcze niejedne Igrzyska przed nią i wiara w to, że kiedyś marzenie się spełni na pewno będzie. Ale pewien sukces już jest. Można chyba śmiało napisać: to za jej sprawą Kosowski Związek Judo został z dniem 10 kwietnia 2012 roku włączony w poczet państw członkowskich IJF. I te trzy literki zostaną zamienione na KOS, zaś nad podium unosić się będzie niebieski sztandar z sześcioma gwiazdami i złotym, wyrwanym z mapy, kształtem najmłodszego państwa Starego Kontynentu.
29 lipca będzie dla nas na Igrzyskach dniem, jak inne. Rozgrywki zainaugurują siatkarze, repesaże popłyną wioślarze, wieczorem finały pływackie. Ale dla Kosowa to będzie jedyny dzień na tych zawodach. I może warto będzie spojrzeć, czy spłynie do tego kraju trochę, tak potrzebnej tam, radości i dumy.