Jak głosi stara olimpijska dewiza: najważniejszy jest udział. Jednak gdy Blanka Vlasić stwierdziła, że nie interesuje jej start na igrzyskach, skoro miałaby na nich skoczyć 1,90 lub 1,95 metra, to lament się nie podniósł. I ja go nie będę podnosić, choć bardzo żałuję, że nie zobaczę tej niezwykle charakterystycznej zawodniczki na Stadionie Olimpijskim w Londynie. Ale bez Chorwatki walka w skoku wzwyż też zapowiada się ciekawie. Wysoko nad poprzeczką będą latać mamuśki.

REKLAMA
Tia Hellebaut. Od niej wypada zacząć, wszak to mistrzyni olimpijska z Pekinu. Można dodać sensacyjna, zdecydowaną faworytką była wówczas Vlasić. Lepsza, ilością zrzutek okazała się Belgijka. By kilka miesięcy później zniknąć ze sportowych aren. Niespełna jedenaście miesięcy po sukcesie w Chinach na świat przyszła córka Lotte, zaś Hellebaut poświęciła się marketingowi sportowemu. Do czasu.
13 września 2009. Rodaczka Hellebaut, Kim Clijsters, zaraz po powrocie z macierzyńskiego po raz drugi w karierze wygrywa turniej wielkoszlemowy. Inspirujące. Dla belgijskiej skoczkini wzwyż nawet bardzo. Na początku roku 2010, w dniu swoich 32 urodzin, wróciła do startów stawiając przed sobą jasny cel - Londyn. Nie zwycięstwo. Występ. Jeszcze jedna olimpijska przygoda.
W przededniu igrzysk Hellebaut jest ósma na listach światowych z wynikiem 1,97 m. Wynik poniżej dwóch metrów na medal nie powinien (a jako żądny wysokiego poziomu kibic mogę nawet napisać, że absolutnie nie ma prawa) wystarczyć. Aczkolwiek cztery lata temu wygrywającym wynikiem 2,05 metra poprawiła o pięć centymetrów swój najlepszy w ów roku rezultat. Może Belgijka znowu zaskoczy.
Jak rozpoznać na stadionie Tię Hellebaut? Dość prosto. Niewiele będzie tam zawodniczek, które startują w okularach korekcyjnych. A przecież one w niczym nie przeszkadzają (no chyba, że złej baletnicy...). I to nie tylko w skoku w zwyż, co Belgijka pokazała kilka miesięcy przed igrzyskami w Pekinie zdobywając halowe mistrzostwo świata w pięcioboju lekkoatletycznym. Z resztą Hellebaut w całej swojej okazałości zostanie pokazana już podczas ceremonii otwarcia, kiedy to będzie przewodniczyć swoim rodakom i rodaczkom niosąc flagę swojej ojczyzny.
Faworytkami konkursu skoku wzwyż będą Anna Chicherova i Chaunte Howard-Lowe, które wraz z Hellebaut mogą zorganizować w olimpijskiej wiosce przedszkole. Będąca liderką światowych list (2,03 m) Rosjanka 2 lata temu urodziła córkę Nikę, 28-letnia Amerykanka ma już dwie dziewczynki, Jasmine i Aurorę Elizabeth. Obu paniom macierzyństwo nie przeszkodziło w powrocie do latania ponad dwa metry nad ziemią. Swoją pociechę może jeszcze wziąć Amy Acuff, koleżanka z reprezentacji Howard-Lowe, która wróciła na światowy poziom po urodzeniu, a jakże, córeczki Elsy. Mając w chwili porodu 35 lat.
Może tą drogą powinno pójść Blanka Vlasić? Do Rio jeszcze sporo czasu, a olimpijskie złoto jest jedynym brakiem w kolekcji Chorwatki. No i rekord świata, który za kilka tygodni będzie święcił ćwierćwiecze. Jej autorką jest Bułgarka Stefka Kostadinowa, która swoje jedyne olimpijskie złoto zdobyła dopiero pod koniec kariery, w Atlancie. Jako matka (w końcu syn!) Nikolaya.
Hellenbaut, Kostadinowa i reszta pokazały i wciąż pokazują, że urodzenie dziecka nie przeszkadza w dalszej sportowej karierze. A ciąża sama w sobie? Nur Suryani, reprezentantka Malezji w strzelectwie, o medale, w przeciwieństwie do wyżej wymienionych lekkoatletek, walczyć nie będzie, ale start na igrzyskach kilka tygodni przed planowanym terminem porodu jest wydarzeniem godnym odnotowania.