Polscy siatkarze jadą do Londynu, aby zdobyć medal. Takie też są oczekiwania polskich kibiców. Albo nawet trochę większe. Obecna pozycja polskiej reprezentacji w światowej hierarchii także wskazuje nas jako głównych kandydatów do podium. Nie chce być inaczej - kibice w naszym kraju rzetelnie i uczciwie oceniają nasze szanse.

REKLAMA
Nie przywiezienie medali z Londynu będzie nie tylko zawodem dla nas. Będzie też powszechnie uznaną na świecie niespodzianką. Medale na ostatnich imprezach nie były dziełem przypadku. Zespół Anastasiego po prostu siatkówkę taką, która zachwyca tak, jak kilka lat temu Brazylia. Tegoroczną LŚ, można rzecz, zdominowała. Prezentując grą nie tylko piekielnie skuteczną, ale i niezwykle efektowną.
No, ale światowa siatkówka to nie tylko ten rok. To też zeszły sezon. Czyli silna i skuteczna Sborna. Mimo potknięcia na ME, zwycięstwo w Lidze Światowej i Pucharze Świata zrobiły ogromne wrażenie. Styl w jakim zostały zdobyte oraz stabilność psychiczna Rosjan mogły sugerować, że powstaje zespół, który może dominować przez lata. Dziś możemy zaryzykować tezę, że najbliższe sezony będą areną walki dwóch słowiańskich potęg.
Choć to może za dalekie wnioski. Na razie jest Londyn. Jest nasza reprezentacja, która przez ostatnie kilkanaście miesięcy osiągnęła niesamowity poziom zgrania. I to może być jej największy atut. Robiący drobną różnicę w porównaniu z Rosjanami, którzy na przykład w tegorocznej lidze Światowej kombinowali ze składem, niby grali o awans, ale jednak składem rezerwowym, potem wielkie nazwiska miały ratować, ale nie uratowały...
Brazylia straszy już bardziej nazwiskami niż grą. Powrót do reprezentacji Ricardo wygląda na dość paniczną próbę. I to, na razie, nieudaną. Poza tym Brazylia może straszyć już tylko naszych rywali - nasz zespół już problemów z nimi nie ma.
Trzeba się liczyć z Włochami, Amerykanami, trzeba czujnym okiem spojrzeć na teoretycznie rozbitych, ale dzięki temu pozbawionych presji, Bułgarów. Ale ostatnim czasy to po prostu nie ten poziom. Sportowy i mentalny.
Jeśli wszystkie zespoły będą w najlepszej formie, to w finale powinny spotkać się Polska z Rosją. Tak stwierdziłem po Pucharze Świata, tak też sądzę dzisiaj. I, mimo świadomości swojego całkowitego subiektywizmu, sądzę że jest to wariant ultrarealny. No chyba że zawiedzie zespół Alekny.
Racjonalny optymizm przed ME w piłce nożnej mógł się opierać na świadomości tego, że w piłce nożnej nie zawsze wygrywa drużyna posiadająca lepsze umiejętności. Dziś swoje nadzieje opieramy dokładnie na tym, że wygrywa drużyna, która jest po prostu lepsza w tym co robi. Może i pompujemy tym samym balonik, ale czy nasz czterdziestomilionowy narodek jest w stanie nadmuchać go tak mocno, by sięgnął gwiazd? A przecież to tam zasiada dziś nasz zespół.