Czwarty, piąty dzień..., już przed igrzyskami można było obstawiać, że w tym momencie podniesie się lament, że klęska, że bez sensu było wysyłać tylu sportowców, zacznie się liczenie pieniędzy, jakie to zostały wyrzucone w błoto, i tak dalej, i tak dalej. Oczywiście, byłoby wspaniale, gdyby nasi sportowcy ruchem wyprzedzającym zamknęli usta malkontentom. Ale nie zmienia to faktu, że wiele osób, najoględniej rzecz ujmując, przesadza.

REKLAMA
Sztafeta kobiet 4x200 metrów stylem dowolnym kobiet dostała się do Londynu z piętnastym czasem, co samo w sobie było ogromnym sukcesem. Mogły być dwa miejsca dalej i mieć dziś spokój. Ale nie. Szyki popsuł fatalny start Otylii Jędrzejczak w swojej konkurencji, która w związku z nim nie wystartowała w sztafecie. Polki były ostatnie, straciły kilka sekund do czołówki. Szkoda, na prawdę bardzo szkoda. Ale nie wiem, czy jest to powód, by wyśmiewać się z tego, że na 800-metrowym dystansie złapano ujęcie, w którym wszystkie zawodniczki są mniej-więcej w jednej osi, z tym, że Polka płynie w odwrotnym kierunku.
Polskie pływanie jest jakie jest. Owszem, można żałować, że na kilku dobrych latach, gdy chociaż w Europie liczyliśmy się, nie udało się czegoś zbudować. Dotychczasowe starty Polaków na pływalni olimpijskiej po prostu oddają stan rzeczywisty. Sprawę zepsuła Otylia i wszyscy, z nią na czele, doskonale o tym wiedzą. Reszta zrobiła to, na co było ich stać. Bez wystrzałów, bez kompromitacji. Po prostu skonsumowali uczciwie wywalczoną kwalifikację olimpijską. I dobrze, że została wywalczona. Choćby dlatego, że o naszym pływaniu trochę się mówi. I może do kogoś coś dotrze.
Polacy potęgą na tatami nie są. Ale przewijają się na listach światowych, czego dowodem jest nasza sześcioosobowa kadra. Są to zawodnicy, którzy coś tam kiedyś osiągnęli, ale czołówką światową nie są. Wystrzelić się udało Pawłowi Zagrodnikowi, przez kilka sekund cieszyliśmy się nawet z medalu. A pozostała dwójka, która do tej pory startowała, po prostu wzięła udział. Taki jest stan rzeczywisty. Wiadomo, żaden sportowiec nie powie, że sam olimpijski paszport go satysfacjonuje. Ale jednak połowa judoków odpada w pierwszej walce. Ale przynajmniej coś się o judo mówi.
Na planszy szermierczej faktycznie jest poniżej oczekiwań. Aczkolwiek przy nazwiskach naszych zawodników widnieją głównie sukcesy sprzed kilku lat. A dziś są jak judocy - czasem wystrzelą, a czasem... pokażą się zgodnieze stanem rzeczywistym. Ale przynajmniej o szermierce się mówi.
Plamę, to nawet ja przyznaję, dali tenisiści. Ale polski tenis to w tej chwili Agnieszka Radwańska. I to na niej wszystko się skupi. A ona zaraz pojedzie na nastepny turniej, potem następny, coś wygra, gdzieś będzie w finale... jakoś to dalej pójdzie. O tenisie się nie mówi. Mówi się o Isi.
Choć właściwie jej młodsza siostra, debel Jans-Ignacik/Rosolska pokazały się z niezłej strony, do Kubota też wielkich pretensji mieć nie można. A tak liczna kadra tenisowa jest niezłym osiągnięciem w samym sobie. Albo przynajmniej istotnym postępem.
Dobrze się spisali tenisiści stołowi i badmintoniści. Ale taki jest stan rzeczywisty. Tak jak nasi judocy są w stanie przejśc pierwszą rundę, albo i nie są, tak jest i w przypadku reprezentantów tych dyscyplin.
A najlepsze jest to, jak słyszę, że jak po tych pięciu dniach mamy tylko jeden medal, to tego naszego minimum, czyli dziesięciu krążków, nie będzie. Przepraszam, ile takich prawdziwych szans medalowych mieliśmy? Zdaję się jedną - Mateusza Polaczyka. Straciliśmy też Isię i, przed igrzyskami, Mają Włoszczowską. Jak tak spojrzeć w kalendarz, to jeden medal na tym etapie jest jak najbardziej uczciwym osiągnięciem. No bo był Polaczyk, było kilka szans naciąganych (szermierka) i tyle. A i tak medal zdobył ktoś inny.
Przecież my czekamy na wiosła - a finały w tej konkurencji dopiero się zaczęły. Na żagle, a przecież tam końcowe rozstrzygnięcia będą w przyszłym tygodniu. Na kajaki - krążki będą rozdawane od przyszłej środy. Na lekkoatletykę - zaczyna się w piątek. Liczymy też trochę na dwóch naszych pływaków - tych, których decydujące próby dopiero przed nami. Szanse się przewijają na pomoście - ale nasi najlepsi sztangiści startują w najcięższych wagach. Czyli tych, które jeszcze przed nami.
Jest jakaś korzyść z tego lamentu - o tych dyscyplinach się mówi. A gdyby nie było tam naszych sportowców, byłoby cicho. Tak jak o boksie. Brak kwalifikacji u mężczyzn obiegł wszystkie serwisy sportowe. Dziś informacje z Londynu rozpoczynają serwisy informacyjne. Z tym, że chyba bez tego lamentu równie dobrze można byłoby przekazać treść, jaka się pod nim kryje.
I jeszcze przykład łucznictwa. Temat w mediach za bardzo nie istnieje. Natalia Leśniak szybko skończyła swoją przygodę. Ale jak Dobrowolskiemu uda się przejść jeszcze jedną rundę i wejść do ósemki, to może pójdzie kilka miłych słów i spojrzeń w kierunku naszych łuków. Ciekawe, czy uda się wykorzystać ten moment do zwrócenia uwagi na to, że pierwszy raz w historii bytności w programie olimpijskim drużynowych zawodów kobiet, nie ma tam reprezentacji Polski. Może niektórzy uznają, że to nawet dobrze. Bo medalu i tak pewnie by nie zodobyły. A to, że wywalczyłyby kwalifikację to inna sprawa. Mogłyby zwolnić ją komuś, którego kraj cieszy się z każdego olimpijskiego paszportu i szansy rywalizacji z najlepszymi.