W fazie grupowej nie zobaczyliśmy na dystansie dłuższym niż kilkanaście minut tego zespołu, który wygrał Ligę Światową, albo tego, który grał decydujące mecze Pucharu Świata. Trzeba wierzyć, że zobaczymy go w środę. Umiejętności tak szybko nie giną. Można być w słabszej formie. Ale nie w dniu, który od miesięcy jawi się jako najważniejszy dzień ostatnich lat polskiej siatkówki.

REKLAMA
Ciężko sądzić, że godzina rozgrywania meczu ma takie znaczenie dla gry podopiecznych Anastasiego. Byłaby to bardzo smutna prawda. Ale dzieląc mecze naszego zespołu na te, w których grali sennie i te, ktore grali bardzo sennie, spotkania z Bułgarami, Brytyjczykami i Australijczykami należałoby zaliczyć to tej drugiej kategorii. Na szczęście ćwierćfinały są grane po południu i wieczorem. Dopiero w przypadku gry o 3. miejsce ponownie nasi siatkarze zostaną zmuszeni do wcześniejszego podniesienia się z łóżek. Ale to będzie niedziela - miejmy nadzieję, że w poniedziałek, 7 dni po porażce z Australią i 14 dni po porażce z Bułgarią w porze tych spotkań reprezentanci Polski będą mogli spać snem spokojnym i jak najbardziej zasłużonym.
Australijczycy zagrali bardzo dobre spotkanie. Świetna skuteczność w ataku, wspaniała obrona. Dokładnie to, czego zabrakło nam. A do czego potrzebna jest energia. A jej zabrakło wszystkim naszym zawodnikom. Nawet Igle, którego obecność na boisku w tym spotkaniu można było przegapić.
Przeszłość przeszłością. Teraz, dla większości naszej zawodników, mecz życia. Rosja lub Brazylia. Może przed turniejem nasz zespół za bardzo uwierzył w siebie. Grupa sama się przejdzie, przeciwnicy nie ośmielą się zawalczyć. A może przestraszyli się tego, co mogą osiagnąć. Albo oczekiwań, jakie są w nich pokładane. Nie wiem. Ale niezależnie od tego co było w głowach wcześniej, wszystko sprowadza się do tego, że na ćwierćfinał musi pójść pełna para. Jakby co, to marka przeciwnika podbuduje tę mobilizację. Rosją i Brazylią wymieniało się w kontekście finałowych rywali białoczerwonych. A nie tych z najważniejszego meczu w turnieju.
Nie mam zamiaru pisać o tym, co teraz piszą inni, czy skreślają nasz zespół, czy już tracą wiarę, albo mieszają ich z błotem. Bo mam nadzieję, że nic z tych reakcji nie dociera do naszych siatkarzy. Że nikt nawet nie próbuje atakować ich doniesieniami, że już nikt w ich nie wierzy, albo, że cały naród już ich ukoronował. Oni sami z sobą muszą się zebrać. A co myślą ich kibice to nie ich problem, jeśli podstawowym założeniem i jednych i drugich jest chęć zwycięstwa. A my się bawmy w naprzemienne pompowanie balonika i rzucanie błotem.