Kopacze po mistrzostwie spuścili z tonu. Koszykarze ekstraklasowi nie dostali licencji. Szyczypiornistki AWFu zakończyły działalność. Pierwszy raz od czterech latach w finale PLFA zabrakło zespołu ze stolicy Śląska. Sporo radości dał nam tego lata Damian Janikowski, jednak to jest trochę inna bajka. Jest jednak zespół, który przez najbliższe miesiące będzie dawał powody do dumy. Wczoraj rozpoczął się drugi etap reaktywacji najbardziej utytułowanego klubu w historii polskiej piłki ręcznej mężczyzn.
REKLAMA
Na wstępie jeszcze o czymś innym. Pamiętam o koszykarzach Śląska, którzy będą grać na zapleczu ekstraklasy. Jednak na bezwzględna wartość sportową patrząc jest to regres w porównaniu z zeszłym rokiem, a w dyskusji nad tym który Śląsk jest lub był prawdziwy, a który nie i dlaczego, nie mam zamiaru zabierać głosu.
W zeszłym roku, pierwszym po reaktywacji, szczypiorniści WKS Śląsk Wrocław Handball Team przeszli jak burza przez rozgrywki drugiej ligi. Wprawdzie wpadły dwie porażki (druga z nich w ostatniej kolejce przy pewnym już awansie), ale w sumie, w 24 spotkaniach, zawodnicy Śląska zdobyli o 267 bramek więcej od swoich rywali. Wejście na każdy mecz było darmowe, co zaowocowało regularnością obecnością ok. 1,5 tysiąca kibiców. A czasem i więcej. W tym mnóstwo dzieci. Współpraca z Wrocławskim Teatrem Lalek (warsztaty, spektakle po meczach), trampoliny i dmuchane budowle w holu hali. Może i piłka ręczna jest na razie w jakiejś mierze dodatkiem do innych atrakcji, ale tendencja ta nieuchronnie odwraca się.
Bo jeśli za rok będzie już Superliga we Wrocławiu, to czasu bezpłatnych wejściówek z pewnością odejdą w zapomnienie. I wtedy zobaczymy co wyjdzie z walki o kibica.
A przynajmniej mam taką nadzieję, że już za rok zobaczymy. Bo jakkolwiek doskonała by nie była akcja promocyjna - musi się udać na boisku. Zaczęło się doskonale. W pierwszym meczu Śląsk zwyciężył siódmą drużynę zeszłego sezonu Viret Zawiercie 40:24. Hala Orbita zapełniła się w stopniu dającym wizualne wrażenie zapełnienia, choć do kompletu ok. 3000 osób kilkuset kibiców brakowało. W zeszłym sezonie z czasem widownia delikatnie kurczyła się. Zobaczymy jak będzie tym razem.
Oprócz małych kibiców jest też trochę starszych. Na przykład tych, którzy pamiętają ostatni tytuł mistrzowski - sprzed 15 lat. I zawodników, którzy wówczas biegali po boisku. Na przykład Tomasza Folgę, który dziś jest szkoleniowcem zespołu oraz wciąż aktywnych 40-letniego Jacka Będzikowskiego i 38-letniego Daniela Grobelnego, który już rok temu zasilił szeregi Śląska. Oprócz Mistrzostwa Polski 1997 tych dwóch panów ma także na koncie setki meczów i bramek na niemieckich parkietach. Starość nie młodość, ale doświadczenie bezcenne.
Choć na warunki polskiej I ligi to i umiejętności wciąż wysokie. A na nich nazwiska się nie kończą. Zawodników z przeszłością z Superligi kilku jest. W zeszłym roku był dream team na drugą ligę. Z tamtego składu pozostało tylko kilku zawodników. Bo teraz jest dream team na pierwszą ligę.
A za rok? Zobaczymy co będzie z pieniędzmi. W końcu to przez nie trzeba było organizować reaktywację. A właściwie przez ich brak dwa lata temu.
