Cztery lata temu nasi szczypiorniści rozpoczynając drugiej fazy z zerowym dorobkiem punktowym awansowali, w nieprawdopodobnych okolicznościach, do półfinału MŚ. Dwa lata temu czwórki nie było, choć nadzieja była niemal do samego końca. Ołówki płonęły od rozpisywania możliwych scenariuszy, a po każdym meczu ostatniej szansy był kolejny. Tym razem takiej zabawy na pewno nie będzie. Porzucamy drugą fazę grupową na Mistrzostwach Świata. Teoretycznie same plusy. Dłuższa faza pucharowa to jaśniejszy dla nieobytego kibica system, więcej meczów o wszystko, więcej sprawiedliwości i mniej układów i układzików pomiędzy ekipami. Ale czy nie szkoda tej rozsadzającej czaszkę od środka mnogością zmiennych i reakcji łańcuchowych fazy turnieju?

REKLAMA
Rodzina najlepszych szczypiorniakowych drużyn globu jest dość specyficznym światkiem. Fakt, iż od kilku lat nieomal wszystkie imprezy wygrywają Francuzi zdaje się przeczyć temu co zaraz napiszę, ale: każdy może pokonać każdego. Serbia Danię, Dania Niemcy, Niemcy Hiszpanię, Hiszpania Rosję, a Rosja Serbię. Polska Słowenię, Węgry Islandię i Szwecja Chorwację. Z resztą Szwedzi są tu świetnym przykładem - w odstępie kilkudziesięciu dni potrafili zdobyć wicemistrzostwo olimpijskie i przegrać dwumecz z Czarnogórą, przez co nie zobaczymy graczy w żółto-niebieskich strojach podczas mundialu w Hiszpanii. I mając tak wyrównany zbiór ekip chce się oglądać tych spotkań jak najwięcej. I żeby było jak największe zamieszanie. Mało gdzie ostatni mogą wygrywać z pierwszymi tak regularnie, zaś losy awansu ważą się tak długo, jak w gronie światowej czołówki piłkarzy ręcznych.
Wiadomo, że system grupowy jest z zasady mniej sprawiedliwy. Bo w ostatniej kolejce już nie wszystkim tak bardzo zależy, bo można się dogadać ponad czyjąś głową. I moja chęć do emocjonowania się drugą fazą grupową jest raczej chęcią oglądania igrzysk w sensie rzymskim, a nie coubertinowskim. Aczkolwiek przywoływanie nazwiska francuskiego barona przy okazji dzisiejszego sportu jest trochę absurdalne. System pucharowy daje widowisko na parkiecie. A grupa pozwala na takie układy jak z legendarnego już meczu z Norwegią z MŚ 2009, kiedy to my potrzebowaliśmy zwycięstwa, Norwegowie potrzebowali zwycięstwa, lecz remis urządzał Niemców. Daje walkę o każdą bramkę nawet przy pewnej porażce. Daje zwroty akcji - każda kolejka, ba, każda bramka może przewrócić tabelę do góry nogami. To nie są zawody kopaczy zakończone układem punktowym 9-6-3-0.
Na szczęście są jeszcze Mistrzostwa Europy, gdzie z drugiej fazy grupowej nikt rezygnować nie ma zamiaru. Będziemy więc mieli dwa systemy na przemian. Życie pokaże przy którym będziemy mocniej rozgrzani. Albo przy którym ów gorąc będzie w nas dłużej. Z resztą to już będą indywidualne odczucia każdego kibica. Na szczęście system nie jest najważniejszy. Liczy się to, że mamy lekko licząc tuzin drużyn spośród których dowolnie ułożona para może stworzyć mrożący krew w żyłach spektakl, który będzie jednocześnie pokazem szczypiorniakowej maestrii absolutnie najwyższych lotów. Już tylko kilka dni...