Wynik dobrze już nam znany. Jedna bramka różnicy. Jednak gra zupełnie inna. Mobilizacja zaś tradycyjna. Nie można odmówić naszym szczypiornistom chęci walki w żadnym z dotychczasowych spotkań, ale skoro udało się pokonać mocnego rywala, to morale musi podskoczyć skokowo. U zawodników i kibiców.
REKLAMA
Mnóstwo przechwytów, mało strat, skuteczne kontrataki, dobra praca w obronie. Świetna metoda na zwycięstwa. Taki zestaw daje świetny handicap. Który można potem roztrwonić obijając kończyny bramkarza, czy rzucając z nieprzygotowanych pozycji. Ale o grze naszej reprezentacji trudno się rozwodzić. Chyba, że obejrzy się powtórkę. Na żywo trudno się skoncentrować. Bo są nerwy. Emocje. Czyli znak firmowy polskich szczypiornistów.
No ale dało się zauważyć kawałek niezłej piłki ręcznej, który nieźle rokuje na kolejne spotkania. Mecz z Serbią będzie już pewnym punktem odniesienia. Wyznacznikiem tego, co już pokazaliśmy, że potrafimy. I znakiem tego, że jeszcze żyjemy w tym turnieju.
