Polacy spotkali się z Węgrami kilkanaście dniu temu podczas Turnieju Noworocznego z Brnie. Mecz zakończył się remisem 27:27. Co się działo na boisku wiedzą tylko zawodnicy, sztaby szkoleniowe i garstka kibiców, która śledziła tę rywalizację. My mamy wynik, więc z niego możemy wróżyć. Że będzie równo. Że będzie ostro. Aczkolwiek w grze o medale są już tylko takie zespoły, z którymi zwycięstwo trzeba będzie wyszarpać. Ale Węgrzy też szarpać się umieją.
REKLAMA
Pewnie wiele osób mówiąc Węgry myśli Laszlo Nagy. Albo na odwrót. Nie jest to oczywiście prawda. A na pewno nie cała prawda. Niemniej jednak, ograniczenie Nagy'a będzie jednym z kluczy do wygranej. Ale jest jeszcze Gabor Csaszar na środku rozegrania. Po skrzydle hasa Gergely Harsanyi. Brzmi groźnie. No ale weźmy na przykład trójkę Momir Ilić, Marko Vujin (albo Zarko Sesum) i Rajko Prodanović. Też strach się bać. A wygraliśmy z Serbami. Słoweński tercet Dolenec (albo Zorman, bo nazwisko mocniejsze)-Mackovsek-Gajić już nas pokonał, ale daleko idącym kłamstwem byłoby stwierdzenie, że wiktoria była nieosiągalna. Ponadto byliśmy wówczas w tym kryzysowym momencie po kontuzji Jurkiewicza, a przed przyjazdem Grabarczyka i starszego Lijewskiego. Ten mój wywód z wymienianiem nazwisk ma na celu pokazanie jednej rzeczy. A właściwie dwóch. Po pierwsze, Węgrzy są w naszym zasięgu. Po drugie, są oni podobnym zespołem do naszych ostatnich oponentów. Piekielnie mocna druga linia. Mało gry skrzydłami, choć są zawodnicy, którzy jak dostaną piłkę to wiedzą co z nią zrobić, a i do kontry biegać umieją. Kołowi skoncentrowani na pracy na rzecz rozgrywających. I w końcu kilku drwali stojących w środkowym sektorze defensywy i nie patyczkujących się z przeciwnikami.
Być może już od pierwszych minut Wiśniewski będzie odcinał Nagy'a. Spodziewałbym się raczej gry takiej jak w pierwszej połowie ze Słowenią. Czyli płasko, ale w okolicach przerywanej przeciwnik mając piłkę dostaje w gratisie czuły uchwyt obrońcy. Zatrzymanie, albo co najmniej ograniczenie siły rażenia Węgrów z okolic dziewiątki powinno być kluczem do sukcesu. Bo klucz zawsze leży w obronie.
Ale nie ma obrony bez kondycji. Nadszedł chyba moment w którym zapominamy o tym, że budujemy kadrę na przyszłość. W związku z czym trochę nam się skraca ławka rezerwowych. Całe szczęście, że wszyscy są zdrowi. I mogą walczyć z całych sił zwycięstwo. Aż po ich kres. Zaczynają się mecze o życie, a więc tylko ono jest celem. Nieważne co i jak będzie w ćwierćfinale. Ważne, żeby był. Żebyśmy żyli w tym turnieju.
