Jeden złoty, trzy srebrne i trzy brązowe medale Mistrzostw Świata. Dwa pierwsze i dwa trzecie miejsca w klasyfikacji końcowej Pucharu Świata. 11 zwycięstw, 11 drugich i 8 trzecich miejsc w zawodach Pucharu Świata (nie wliczając w to lokat na podium MŚ biathlonistek, mimo że te zawody wliczają się do PŚ) w sześciu dyscyplinach. Oto osiągnięcia polskich sportowców i sportsmenek w przedolimpijskim sezonie zimowym 2012/2013. Na te sukcesy złożyły się występy sześciu kobiet, czterech mężczyzn, jednego zespołu pań i dwóch drużyn męskich. Nieco ponad 10 miesięcy przed Igrzyskami Olimpijskimi w Soczi można chyba napisać, że polski sport zimowy stoi dobrze jak nigdy. Mimo, że nie mamy krytego toru łyżwiarskiego, ani trasy porządnej nartorolkowej, o torze saneczkowym nie wspominając.

REKLAMA
Oczywiście są wśród tych sukcesów pojedyncze wyskoki. Niezwykle zadowalające, ale nie pozwalające sądzić, że ci zawodnicy są realnymi kandydatami na olimpijskie podium. Warto jednak zapamiętać te nazwiska. Karolina Riemen zajęła trzecie miejsce na jednych zawodach Pucharu Świata w skicrossie. Konkurencji, w której przypadek ma ponadprzeciętne znaczenie. Ale nie można pisać, że to podium było prezentem od losu. Polka regularnie jeździła w półfinałach, podczas próby przedolimpijskie w Soczi była ósma, zaś cały sezon zakończyła na 11. miejscu. Czyli lepszym niż Piotr Żyła, Maciej Kot, Krystyna Pałka, czy Magdalena Gwizdoń. 11. miejsce w PŚ klasyfikuje Riemen jako osobę numer trzy w polskich nartach - po Kowalczyk i Stochu.
Typowy pojedynczy wyskok trafił się Aleksandrze Król. Drugie miejsce w snowboardowym zjeździe równoległym w Moskwie jest zdecydowanie najlepszym wynikiem w historii jej startów w PŚ. Drugi najlepszy wynik osiągnęła na olimpijskiej trasie w Soczi, ale było to miejsce dopiero dwudziestepierwsze. 23-letniej Król należy więc na razie życzyć powodzenia w kolejnych startach i bezproblemowej kwalifikacji na IO w Soczi.
Także tylko raz na podium wskoczył Artur Waś zdobywając drugie miejsce na 500m w otwierających tak wspaniały dla nas sezon panczenowy zawodach w Heerenven. Potem było jeszcze kilka miejsc w dziesiątce, zaś cały sezon zakończył na 11. lokacie w Pucharze Świata. Takie samo miejsce zajął na zakończonych właśnie Mistrzostwach Świata na olimpijskim torze w Soczi. Co może tam osiągnąć za rok? Zająć przyzwoite miejsce w dziesiątce, zaskoczyć walką o podium... zrobić jakieś przyjemne tło, dla tego co powinno być meritum wydarzeń na owalu lodowym w Soczi. Bowiem jeśli już jesteśmy przy polskich panczenach, to trzeba jasno napisać, że stoimy najlepiej w historii. Z tych osiągnięć wymienionych na wstępie dwa medale MŚ, jedno pierwsze, jedno trzecie miejsce w klasyfikacji końcowej i 8 miejsc na podium zawodów PŚ to są zdobycze na torach łyżwiarskich świata.
Zbigniew Bródka. W Vanocuver 27. miejsce na 1500 metrów. W zeszłym sezonie 14. w Pucharze Świata i szósty w Mistrzostwach Świata, oczywiście wszystko na półtora kilometra. W tym roku 28-letni głownianin był kolejno piąty, siódmy, piąty, trzeci, drugi, pierwszy i drugi w zawodach Pucharu Świata i zdobył pierwszy w historii polskich panczenów Puchar Świata. Na MŚ był dopiero szósty. Słowo "dopiero" nie jest nie na miejscu. Przecież to drugi najgorszy wynik w sezonie.
Kiedy wystrzelić wiedziały za to nasze zespoły. Panie w składzie Katarzyna Bachleda-Curuś, Luiza Złotkowska i Natalia Czerwonka do dwóch trzecich miejsc w zawodach Pucharu Świata i zajęciu takiej samej lokaty w klasyfikacji końcowej dorzuciły srebrny medal Mistrzostw Świata. Dołączając do tego brąz z Vancouver i z zeszłorocznych Mistrzostw Świata widać jasno, że te trzy panie oraz Katarzyna Woźniak (od lat spośród tej czwórki polski sztab wybiera trzyosobowe ekipy startujące w zawodach) są w najściślejszej światowej czołówce. I medal przed czterema laty nie był przypadkowy, jak to niektórzy sądzili. W tym momencie trzeba dodać, że na zawody PŚ i MŚ nie są rozgrywane w pamiętanym z kanadyjskich igrzysk systemie pucharowym. Tutaj każda ekipa jedzie raz i liczy się czas. W Vancouver nasze dziewczyny czas miały piąty, ale wygrały dwa bezpośrednie starcia. Teraz te trzecie miejsca oznaczają osiąganie trzecich rezultatów czasowych. Nie ma mowy o przypadku. Oczywiście, te się zdarzają, w niedzielę w Soczi zdobycie srebra, a nie brązu wynikało z upadku jednej z Kanadyjek, które miały lepsze międzyczasy od Polek. Ale białoczerwone nie dostały za to gratisowego awansu do strefy medalowej. Pokonały także Koreanki, Niemki i inne zespoły ze światowej czołówki.
W porównaniu z poprzednimi latami dostaliśmy jednak pewien istotny bonus w wyścigach drużynowych. Bródka, od lat jeżdżący na światowym poziomie Konrad Niedźwiedzki oraz 24-letni specjalista od 5000 metrów Jan Szymański stworzyli zespół, z którym także trzeba się liczyć. Jedno trzecie miejsce w PŚ, piąte miejsce końcowo oraz, przede wszystkim, brązowy medal Mistrzostw Świata to oczywista rekomendacja do walki o olimpijskie medale. Z resztą wszystkie osiem ekip, jakie wystartują w Soczi będą miały realne szanse na podium. Polki w Vancouver były najniżej rozstawione i zdobyły brąz. Kanadyjki z kolei miały pierwsze miejsce w rankingu olimpijskim, ale zajęły piąte miejsce - po zrobieniu w wyścigu o tę lokatę najlepszego czas zawodów. Taki urok olimpijskiej formuły biegu drużynowego.
Do wyżej wymienionych sukcesów można jeszcze dorzucić nierzadkie miejsca w dziesiątce Niedźwiedzkiego i Bachledy-Curuś. Wyobraźmy sobie taki rezultat w Soczi: jeden medal, ze dwa piąte miejsca, również dwa ósme i jedno dziesiąte. Potęgą światowych panczenów, to my jeszcze nie jesteśmy, ale nie zauważyć nas nie sposób. I teraz zestawmy to sobie z jednym zasadniczym faktem: w Polsce nie ma krytego toru łyżwiarskiego. Do tegorocznych zawodów w Soczi nasza reprezentacja przygotowywała się w Berlinie. Polacy są też częstymi gośćmi na innych niemieckich torach. Polskie panczeny proszą o jedno: zadaszenie jednego z pięciu istniejących torów. Niewiele. Choć zważając na to, że Justyna Kowalczyk nie może się doprosić o trasę nartorolkową... Niektórzy twierdzą, że sukcesy w Polsce powstają tylko w sposób niemożliwy. Wbrew wszystkim i wszystkiemu. No ale skoro jest sukces, to warto go skonsumować. Czy raczej skoro będzie sukces. Medal w Vancouver schował się w cieniu Kowalczyk i Małysza, sukcesy Bródki i zespołów nie wyszły poza media sportowe (a nawet te były skąpe w informacje) - nie było jeszcze chwili w której szerokie masy usłyszały, jak to ciężko tym naszym sportowcom i że trzeba trochę pomóc. Soczi jest świetną okazją.
Justyna Kowalczyk. Kolejna kryształowa kula, kolejne wygrane Tour de Ski, ale tylko jeden medal MŚ. Trzy poprzednie wielkie imprezy kończyła z dorobkiem trzech krążków. Może to trochę kwestia pecha. Może bolących piszczeli. Może innych niż zwykle przygotowań, których przyczyną byłq wiosenna operacja kolana. Nie wiadomo. Wiadomo za to, że w dzisiaj Kowalczyk jest naszą najpewniejszą kandydatką do medalu w Soczi.
Biathlonistki. To był trochę dziwny sezon. Jedno miejsce na podium w regularnych zawodach Pucharu Świata oraz dwa na Mistrzostwach Świata w Novym Mescie. Sporo naprawdę dobrych występów, ale najwyżej sklasyfikowane Polki - Krystyna Pałka i Magdalena Gwizdoń, zajęły odpowiednio 14. i 15. miejsce w klasyfikacji generalnej. Właściwie najmocniejszym atutem polskiego biathlonu wydaje się być złożona z tej dwójki oraz Moniki Hojnisz i Weroniki Nowakowskiej-Ziemniak sztafeta, jednak ta uparcie nie daje rady wskoczyć na podium zawodów PŚ. Jeśli w przyszłym sezonie polskie biathlonistki będą jeździć i strzelać jeszcze lepiej, to możemy mieć z nich niemało pociechy. A jak nie... to też. W końcu biathlon jest dyscypliną, w którym grono potencjalnych medalistów zawsze jest szerokie. A i tak zdarzają się medaliści z kapelusza - co pamiętamy choćby z Vancouver.
No i w końcu skoki narciarskie. Kamil Stoch, Piotr Żyła i drużyna. 2 medale Mistrzostw Świata, 3 zwycięstwa w zawodach Pucharu Świata. Dzisiaj Stoch jest na pewno w wąskim gronie faworytów do medali. Dobre pozycje zespołu przez prawie cały sezon w korzystnej pozycji stawiają zespół. I tutaj przynajmniej wiadomo, że nie pojawi się ktoś znikąd i zgarnie medale faworytom sprzed nosa. W walce indywidualnej sytuacja jest zupełnie inna. W każdej chwili ktoś może, niczym Żyła w ostatnich tygodniach, wskoczyć na podium. A najlepszym towarzyszem do rozmowy o olimpijskich szansach rok przed zawodami jest chyba Simon Amman.
Rok przed ZIO piszę, że nasz sport zimowy stoi dobrze jak nigdy. Ale powtórzenie dorobku medalowego sprzed trzech lat już będzie bardzo dobrym wynikiem. Oczywiście, z powyższego tekstu można wywnioskować, że przy odrobinie szczęścia wyrównamy osiągnięcie medalowe z ostatnich Letnich Igrzysk Olimpijskich. 7 medali Mistrzostw Świata, to nic innego jak 7 medali w zawodach sezonu takich samych, jakimi za rok będą IO i które w każdej jednej dyscyplinie były próbą generalną przed Soczi.
A jeszcze kilkanaście lat temu jakiekolwiek medale były szczytem marzeń... A tym czasem XXI wiek nie przyniósł nam igrzysk bez medalowego plonu i nic nie wskazuje na to, że będzie się to zmieniało. Z resztą matka natura daje nam w ostatnich tygodniach jasny sygnał, że powinniśmy postawić na sporty zimowe. Wszak skokom narciarskim i biathlonowi nie grozi raczej gwałtowna globalizacja która jest jedną ze składowych coraz słabszych wyników polskiej reprezentacji na Letnich Igrzyskach Olimpijskich.