O autorze
Wrocławianin, student politechniki, bywalec sudeckich szlaków, kibic. Swoją karierę sportową rozpoczął w wieku 10 lat, zaś zakończył mając lat 12. Polski sport nie stracił jednak wiele, gdyż co to byłby za bramkarz piłki ręcznej co ledwo na jeden i trzy ćwierci metra od ziemi odstaje. Pozostało więc obcowanie z wielkim sportem z boku. Patrzenie i opisywanie.
Współpracownik serwisu PubSport.pl.

Kraków 2022

Wygląda na to, że będziemy próbować. Komitet Aplikacyjny, z czwartą slalomistką snowboardową z Salt Lake City Jagną Marczułajtis-Walczak na czele, jest, Polski Komitet Olimpijski aprobuje, rząd i władze lokalne też. Jako że koszty takiej imprezy podaje się w miliardach dolarów, to pojawia się równie duża liczba pytań. Czemu Kraków, a nie Zakopane. Czemu ze Słowakami. Jak bardzo ze Słowakami. I czego tak właściwie potrzeba do organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich.



Po kolei. Zimowe Igrzyska Olimpijskie to 5 hal lodowych, areny dyscyplin śniegowych takie jak stok narciarski z 800-metrową różnicą poziomów, duża i średnia skocznia narciarska, czy też specjalistyczne, ale i względnie nietrudne do tymczasowej konstrukcji trasy narciarstwa dowolnego i snowboardu, tor saneczkowy, wioska olimpijska, centrum prasowe oraz stadion na którym mieć miejsce mogą ceremonie otwarcia i zamknięcia. Czemu więc Kraków? Choćby i ze względu na dwa ostatnie punkty. Serce igrzysk bije najmocniej na trasach narciarskich, skoczniach i stokach, ale tylko w przenośnym znaczeniu. Jesli myślimy o narządzie do pompowania olimpijskiej krwi, to jest nim centrum prasowe i siedziba przedstawicieli MKOlu. Trudno wyobrazić sobie zapychanie Zakopanego tego typu obiektami. I tak udrożnienie stolicy Tatr jest wystarczającym problemem. Uczynienie jego miastem-gospodarzem siłą rzeczy sprowadzi na nią jeszcze więcej ludzi. Zakopane wystarczy jak rozpoznawalna (jak na polskie możliwości) marka kurortu narciarskiego. Tym, czym przy okazji kandydatury monachijskiej na rok 2018 było Garmish-Partenkirchen, albo Chamonix dla oferty Annecy, także na rok 2018. Model wielkiego i znanego miasta, niekoniecznie nawet kojarzonego ze sportami zimowymi wspomożonego okolicznymi ośrodkami narciarskimi, też nie koniecznie markowymi jest sprawdzony. Mało kto słyszałby o Whitler, gdyby nie ZIO w Vanocuver. Nazwa Pregelato też nic by nam nie mówiła, gdyby nie igrzyska z roku 2006.


Choć jest i odwrotny model. W 2018 roku PyeongChang będzie miastem gospodarzem igrzysk będąc jednocześnie centrum narciarskim - zawody lodowe odbędą się w niedalekim Gangneung, czyli przeszło 200-tysięcznym mieście na wybrzeżu. Z resztą podczas Zimowych Igrzysk Azjatyckich w 1999 roku to Gangneung był miastem-gospodarzem. Teraz nastąpiła zamiana. W PyeongChang planowali zorganizować ceremonie otwarcia i zamknięcia przy skoczni narciarskiej - tak jak to było w Lillehammer. Postanowili jednak zbudować tymczasowy 50-tysięcznik, gdyż uznali, że nie są w stanie pogodzić przygotowań do ceremonii i ich samych z treningami skoczków oraz zawodami. Trochę szkoda, ale owy stadion i tak będzie w centrum narciarstwa klasycznego, dzięki czemu ogień będzie towarzyszyć sportowcom. Już dziś mogę zapewnić ujęcia na ogień olimpijski podczas zawodów skoczków. Wspaniale jak ten ogień towarzyszy sportowcom, tak jak podczas zawodów lekkoatletycznych, albo jak to było w Lillehammer. Ale na tworzeniu ładnych obrazków wielkiej sportowej imprezy się nie zbuduje.


No ale brak lokalizacji ceremonii otwarcia i zamknięcia w Zakopanem nie zamyka problemu. No bo jak to ma w Krakowie wyglądać? Ano normalnie - jedziemy na Błonia, wchodzimy na Stadion Wisły i organizujemy wielką imprezę. Ten 50-tysięcznik, który stawiają Koreańczycy, to nie jest wymaganie MKOlu. Na ZIO nie potrzeba aż tak wielkich obiektów. W Soczi zapalenie znicza będzie mogło śledzić około 40 tysięcy fanów. Kandydatura Salzburga na rok 2014 zawierała w tej roli stadion o pojemności 32 tysięcy. W Turynie ceremonię oglądało na żywo niespełna 30 tysięcy osób. Stadion na Reymonta liczy sobie 33 tysiące miejsc siedzących. Problem rozwiązany. Nie zobaczymy w telewizji ognia olimpijskiego w tle latających skoczków, albo wykonujących ewolucję narciarzy, czy snowboardzistów. Trudno. Albo i zobaczymy - wszak ostatnio modne jest posiadanie kilku zniczy. Ale to są drobnostki.


Słowacja. Sprawa jest złożona. W Polsce nie mamy odpowiedniego stoku narciarskiego, ani możliwości przygotowania owego przy poszanowaniu natury. Takie jest stanowisko naszego Komitetu Aplikacyjnego i nie należy sądzić, żeby MKOl miał się z tym nie zgodzić. Przepisy pozwalają na przeprowadzenie niektórych konkurencji w innych krajach w takiej sytuacji. Tak więc wyślemy zapytanie i dostaniemy w odpowiedzi błogosławieństwo na organizację konkurencji zjazdowych po drugiej stronie Tatr. Tak jak we wspomnianej już kandydaturze Salzburga był niemiecki tor saneczkowy w Konigssee. Na rok 2006 była nawet kandydatura Helsinek zawierająca trasy zjazdowe w Norwegii, ale ciężko powiedzieć co na to MKOl, bo wówczas panowały trochę inne zasady wyboru gospodarza. Warto też wspomnieć, że z punktu widzenia MKOlu Igrzyska Olimpijski w Pekinie odbyły się w dwu krajach - wszak jeźdźcy i amazonki rywalizowali w Hongkongu posiadającemu swój własny Narodowy Komitet Olimpijski. Oczywiście, formalnie Hongkong jest specjalnym regionem administracyjnym Chińskiej Republiki Ludowej. Ale czy można napisać, że przejazd z Hongkongu do regularnych Chin jest trudniejszy niż z Polski do Słowacji? W prawnym sensie rzecz jasna, kwestia rzeczywistego transportu jest zupełnie innym, choć niemożliwym do zlekceważnia, problemem.

Tak więc narciarstwo alpejskie w Jasnej. Nie ma sprawy. Gorzej, że to może nie być koniec. Słowacy chcieliby hokej. Są też głosy o narciarstwie dowolnym. Czy to byłoby korzystne dla kandydatury? Igrzyska z założenia odbywają się w jednym kraju. Jest sytuacja specjalna - dobrze, niech będzie w dwóch. Członkowie MKOlu zrozumieją. A czy będą rozumieli, gdy igrzyska nie będą polskie, lecz polsko-słowackie? Podkreślanie tej dwuosobowości gospodarza nie przyniesie nic dobrego. W sprawie wszystkich udziwnień nasz Komitet Aplikacyjny będzie, mam nadzieję, wysyłać zapytania. Załóżmy, że MKOl da pisemne błogosławieństwo na przeniesienie na Słowację czegoś więcej, niż tego, czego sami nie damy rady zorganizować. No i my tak zrobimy, bo lubimy naszych przyjaciół zza Karpat. I będziemy zadowoleni, że podkreśliliśmy naszą transgraniczną przyjaźń. A co na to elektorzy? Dostanie zgody na złożenie w kandydaturze, powiedzmy, turnieju hokejowego na Słowacji, a przekonanie, istotnej część około stuosobowego grona członków MKOl, że to ma sens, to spora różnica. Chyba najkorzystniej dla nas by było, gdyby MKOl nie zezwolił na wyprowadzenie z Polski niczego poza narciarstwem alpejskim. Bo i wobec Słowaków bylibyśmy uczciwi, a i aplikację mielibyśmy pozbawioną udziwnień, które zachwycającymi olimpijski światek nowinkami raczej by nie były. Katarska Doha dostała zgodę MKOlu na organizację Letnich Igrzysk Olimpijskich późną jesienią, ale z pewnością wielu elektorów uznałoby ten fakt za sprawę dyskwalifikującą. Choć w kwestii katarskich aspiracji jest też sporo innych zastrzeżeń.

Ile głosów otrzyma Doha nie dowiemy się, gdyż, gdyż katarska oferta została odrzucona przed wejściem w trwającą obecnie fazę kandydacką walki o organizację Letnich Igrzysk Olimpijskich w roku 2020. Tam na liście pozostały trzy kandydatury. Madryt, Stambuł i Tokio. Głosowanie we wrześniu. Elektorzy będą musieli wybrać jedną spośród trzech świetnych kandydatur. Realnych i rzetelnych. Mogących liczyć nie tylko na głosy w stylu Konkursu Piosenki Eurowizja, czyli od sąsiadów i przyjaciół. I tutaj jest kolejny ogromny problem. Stworzenie spójnej, wykonalnej i realnej kandydatury to nie koniec. Ba, stworzenie świetnej kandydatury może nie wystarczyć. Trzeba jeszcze zdobyć najwięcej głosów. Nie dać wmówić ludziom, że jak teraz są ZIO w Rosji, to nie ma co teraz dawać Polsce, bo to przecież to samo miejsce. I nie kreować się jak kandydatura dwóch krajów.

A co tu mówić o silniej kandydaturze, kiedy jesteśmy w fazie preaplikacyjnej. Gdy nie rozwiązane są kwestie lokalizacji hal i ich wykorzystania po igrzyskach. Gdy trzeba przygotować mnóstwo miejsc noclegowych dla kibiców. Zaprojektować politykę ochrony igrzysk, kodeks antydopingowy. Areny sportowe to jeden z kilkunastu rozdziałów ksiązki aplikacyjnej, którą trzeba będzie stworzyć, aby przedostać się do fazy kandydackiej. Niezwykle ważnym i z pewnością trudnym (na pewno łatwiejsze będzie przedstawienie danych meteorologicznych dotyczących regionu), ale nie jedynym.