Kilka tygodni temu słyszeliśmy, że lekarze Brytyjskiego Komitetu Olimpijskiego, bojąc się o zdrowie swoich podopiecznych, zalecili im nie podawanie ręki rywalom. Dziś na świeczniku mamy sprawę z pewnością mniej absurdalną - zaprezentowane kilka dni temu stroje, w jakich mają występować sportowcy. Temperatura dyskusji wyraźnie wskazuje na to, że olimpijskie podniecenie na Wyspach jest już dość spore.
REKLAMA
Do rozpoczęcia igrzysk pozostaje jeszcze 126 dni. W perspektywie siedmiu lat, które minęło od wybrania stolicy Zjednoczonego Królestwa na gospodarza tegorocznych igrzysk to naprawdę niewiele. Z resztą mamy przecież w naszym kraju sytuację paralelną związaną z Mistrzostwami Europy kopaczy. Z resztą aferę dotyczącą strojów akurat już mamy za sobą. Tutaj można sobie postawić między Polską a Londynem znak równości. Podobnie jest w sprawie pieniędzy - mam nadzieję, że nikt nie sądzi, iż w Londynie, a także gdziekolwiek indziej na ziemskim padole, końcowe wydatki organizacji wielkiej sportowej imprezy nie przekraczają planowanych o kilkadziesiat procent.
Może w mniejszym stopniu występują tam problemy z infrastrukturą - pewnie stąd nisza na takie kwiatki jak nie podawanie rąk. A także uważanie na to kto dotyka klamek, albo sztućców używanych przez sportowców. Słysząc takie rzeczy nie pozostaje nic innego, jak złapać się za głowę. By następnie spróbować wrócić do rzeczy rzeczywistych. Jak na przykład zdecydowanie rzeczywiste stroje w których biegać, rzucać, pływać i skakać będą sportsmenki i sportsmeni reprezentujący gospodarzy.
Projektantka tychże strojów została zmieszana z błotem za przeinaczenie narodowego symbolu - flagi. Ludzie głośno pytają się: gdzie jest kolor czerwony? Media zaprzęgają psychologa sportu, ktory mówi, że ta barwa oznacza pozytywną agresję, wzbudza strach u rywali. Ludzie się denerwują. I nie dziwota. 7 lat czekają na święto i teraz taki numer ktoś im odstawia?
W swojej obronie autorka tego tekstylnego dzieła mówi, że to taka kolorystyka ma pomóc w rozpoznaniu sportowców uciekając od barw, w których startują na przykład Francuzi, bądź Amerykanie. No cóż. Mi się wydaje, że ci pierwsi zawsze stawiali na proste, wyraźnie trzy pasy, zaś ci drudzy zawsze wplatali symbol gwiazdy. A Brytyjczyków wyrózniała charakterystyczna przecież flaga. Jakże to świetnie prezentowało się na przykład w kolarstwie. Flaga na cały tułów z przodu, flaga na całe plecy - no nie szło się pomylić.
Nie chcę wysuwać zbyt daleko idących sądów, aczkolwiek czytając, że autorką jest znana w swoim światku projektantka mody Stella McCartney (swoją drogą córka McCartney'a z Beatelsów) pojawia się wątpliwość, czy ta pani aby nie nazbyt rzadko oglądała choćby tych francuskich i amerykańskich sportowców, którzy mieli jej się mylić z rodakami. Swoją drogą przy okazji tej afery przewinęła mi się przed oczami informacja, że włoskie stroje zaprojektuje Giorgio Armani. Na pewno tędy droga?
To, że rozpisuję się na temat strojów brytyjskich sportowców oznacza chyba, że olimpijskia gorączka dociera i do Polski. Ale czy jako kibic, który będzie przez dwa tygodnie męczył oczy przed telewizorem po kilka, kilkanaście godzin dziennie, nie mam prawa mieć choć trochę ułatwionego zadania? Przecież ja po prostu chcę widzieć i od razu wiedzieć skąd jest ten zawodnik. Przecież w czasie Igrzysk chyba najbardziej podniesiona jest wartość reprezentowanego kraju ponad nazwisko sportowca. Świetny przepis zakazuje umieszczania na strojach reklam. Mają być barwy narodowe, fla, herb. Może nazwa kraju. I starczy.
Podejrzewam, że nazwisko znanego/ej projektanta/tki na metce nie jest tu nikomu do niczego potrzebne. Stroje mają być wygodne i funkcjonalne dla sportowców. Mają być w barwach narodowych. Ok, dobrze, jak są też ładne, dązmy do tego. No ale w granicach wyznaczonych przez wczesniejsze warunki.
