O autorze
Wrocławianin, student politechniki, bywalec sudeckich szlaków, kibic. Swoją karierę sportową rozpoczął w wieku 10 lat, zaś zakończył mając lat 12. Polski sport nie stracił jednak wiele, gdyż co to byłby za bramkarz piłki ręcznej co ledwo na jeden i trzy ćwierci metra od ziemi odstaje. Pozostało więc obcowanie z wielkim sportem z boku. Patrzenie i opisywanie.
Współpracownik serwisu PubSport.pl.

Czas decyzji - gdzie Igrzyska w 2020?

Dobiega kresu wielki olimpijski wyścig. Nie będzie w nim jednak srebrnego i brązowego medalu. Tylko pasjonaci zapamiętają kto pozostanie w pokonanym polu. Na początku tej rywalizacji było sześciu graczy. Dziś jest już tylko trójka, która 7. września stoczy decydujący bój o prawo do organizacji Letnich Igrzysk XXXII Olimpiady. Madryt, Stambuł i Tokio.



Tegoroczny wyścig jest bardzo wyrównany. Podpowiadają to serwisy internetowe specjalizujące się w tej tematyce. Aroundtherings.com Japończyków ocenia na 77 punktów (w skali do 100), Hiszpanów na 76, zaś Turków na 75. Wskaźniki z GameBids.com mówią: Tokio 62,14, Stambuł 61,45, Madryt 58,76. Nie ma kandydatury wyraźnie słabszej. Nadającej się do bezsprzecznego odstrzału w pierwszej rundzie głosowania. Każdy może wygrać i każdy może być ostatni. Wszystkie czynniki mogą mieć wpływ. A czynników jest niemało.


Wizja

Zaplecze ideologiczne kandydatury. Idea. Tutaj najciekawiej wygląda Stambuł z hasłem „Bridge Together” i przeprowadzeniem igrzysk bikontynentalnych. Byłyby to także pierwsze zmagania olimpijski w regionie i, co nie jest jednak w kandydaturze podkreślane, pierwsze w kraju muzułmańskim. I trudno sobie w tej chwili wyobrazić bardziej bezpieczne miejsce na wejście w ten światek aniżeli Turcja. Idziemy dalej: społeczeństwo znad Bosforu jest bardzo młode, zaś cały kraj jest na etapie szybkiego rozwoju skierowanego ku rokowi 2023, czyli stuleciu Republiki Tureckiej. Głos Stambułu jest taki, że to jest najwłaściwszy moment na tak wielkie inwestycje i wielkie sportowe święto budujące jedność narodu.


Tokio kreuje się na stolicę współczesności. Punkt skupienia najnowszych trendów, technologii i innowacji, przy jednoczesnym przywiązaniu do tradycji i kultury. Kumulacja tego wszystkiego, schowana pod hasłem „Discovery Tomorrow” ma dać niezapomniane zawody. Ponadto Japończycy nawiązują do trzęsienia ziemi sprzed dwóch lat – igrzyska mają przywrócić nadzieję i trzymać w ryzach jedność kraju. Aczkolwiek z tymi wspomnieniami trzeba uważać, bo Fukushima jest pamiętana.


Madryt potrzebuje impulsu. Do podniesienia się z kryzysu gospodarczego i społecznego. Chce udowodnić, że Igrzyska Olimpijskie można zorganizować względnie tanio. I z pasją, której Hiszpanom do sportu nie brakuje. Wielka impreza to także szanse do rewitalizacji niektórych części miasta. Po prostu ma dać pozytywnego kopa. Mottem stolicy Hiszpanii jest „Illuminate the Future”

Infrastruktura

Skoro przed chwilą wspomniałem o tanich igrzyskach w stolicy Hiszpanii, to może od niej zacznijmy. Spośród 35 obiektów sportowych, które w swoim planie ma Madryt, 28 już stoi, zaś w 25 Igrzyska mogłyby się odbyć jutro. 4 powstaną, jeśli Hiszpanie wygrają rywalizację, zaś 3 ostatnie będą obiektami tymczasowymi. Wśród nich welodrom – dla niektórych letni odpowiednik toru saneczkowego, czyli tradycyjnej kotwicy budżetów i postolimpijskich rozliczeń. Około dwóch miliardów dolarów ma wynieść koszt przygotowania obiektów sportowych i pozasportowych. Przy czym 40% tej kwoty to koszt wybudowania wioski olimpijskiej. Niezwykle ważnymi kwestiami są też rozmieszczenie obiektów i sprawny transport pomiędzy nimi. Tutaj Hiszpanie zbierają kolejne plusy – obiekty w Madrycie (czyli wszystko oprócz żeglarstwa i części piłki nożnej) mieszczą się w okręgu o promieniu 10 kilometrów, zaś dotarcie do nich z wioski olimpijskiej ma zająć nie więcej niż 20 minut (do obiektów treningowych – 35 minut). Wygody dla sportowców warto podkreślać, wszak wśród elektorów będzie mnóstwo emerytowanych olimpijczyków.

Tokio ma zamiar bardziej zainwestować. Ostatnio w Londynie zrównano z ziemią resztki dzielnicy industrialnej w centrum miasta, by zbudować na niej serce LIO 2012. Japończycy chcą przywrócić miastu nadbrzeże Zatoki Tokijskiej. Całkowite koszty infrastrukturalne oszacowane na nieco ponad 5 miliardów dolarów – w porównaniu z Madrytem widać różnicę. 15 spośród 36 obiektów już stoi, z czego 2 wymagają generalnego remontu. 2 są planowane, 9 zostanie wybudowanych tylko w przypadku sukcesu i aż 10 będzie tymczasowych. W tym także welodrom. 28 obiektów będzie w zasięgu 8 kilometrów od wioski olimpijskiej, jednak ponad półgodzinna podróż na strzelnicę i blisko godzinny dojazd na pole golfowe są już zauważalnymi punktami. Może nie tak bardzo rażącymi, ale w tak równym wyścigu i wśród tak kompaktowych kandydatur… Jednak istnieje przynajmniej duże prawdopodobieństwo, że czasy przejazdu, które dziś są w plikach kandydacki za 7 lat faktycznie będą rzeczywiste.

Większe obawy dotyczą w tej materii Stambułu. Igrzyska na dwóch kontynentach to ciekawa sprawa, ale komunikacyjnie… Organizatorzy zapewniają, że obiekty stambulskie (czyli wszystko oprócz 3 stadionów piłkarskich) będą dla sportowców w zasięgu nie więcej niż 35 minut. Jednak dla dziennikarzy i kibiców czas pokonania trasy z leżącej po europejskiej stronie miasta wioski olimpijskiej do obiektów azjatyckich może być mało komfortowy. A po azjatyckiej stronie ma stać 6 obiektów, w tym leżący tuż nad Bosforem stadion, na którym mają się odbyć ceremonie otwarcia i zamknięcia. A także mety maratonów. I to wszystko. Stawianie stadionu tylko po to przy posiadaniu innych odpowiednich, nawet jeśli po zawodach jego pojemność zostanie zredukowana z 70 do 20 tysięcy, dalekie jest od optymalizacji kosztów. Aczkolwiek dzięki sąsiedztwu nadbrzeża Bosforu i ogromnej przestrzeni tam będącej, w ceremoniach ma móc uczestniczyć około pół miliona ludzi. Elektryzujące. Ale jeśli już jesteśmy przy nieoptymalnych kosztach – organizatorzy chcą przeznaczyć po dwie hale na koszykówkę i siatkówkę. Z jednej strony praktycznie, bo mecze tych dyscyplinach zawsze są ściśnięte jak sardynki, ale z drugiej strony są to dwie hale, których stawiać nie trzeba. Ale całkowity koszt infrastruktury sportowej i okołosportowej i tak został oceniony na 4,6 mld dolarów, czyli mniej niż w Tokio. Choć dodając inne koszty okołoolimpijskie Turcy powinni wyprzedzić Japończyków. Ale skoro grają kartą modernizacji i rozwoju kraju, to mogą sobie na to pozwolić.

Poparcie

Jednością polityczną i społeczną Turcja ostatnio nie świeciła. Ale to, że Igrzyska Olimpijskie będą wielką szansą dla Stambułu doceniają wszystkie partie polityczne mające miejsca w parlamencie, a także wszystkie szczeble władzy. Przeprowadzone przez MKOl sondaże wykazały, że za organizacją igrzysk jest 83% mieszkańców Stambułu i 76% spośród reszty społeczeństwa Turcji.

W przypadku Tokio sytuacja ma się podobnie. Cały pion i poziom polityczny jest za. Wyniki sondaży są trochę gorsze - 70% w mieście i 67% w kraju. Aczkolwiek dwa lata temu wyniki te majaczyły się w okolicach 50%, zaś kilka dni temu pojawiły się wyniki sondażu według którego poparcie w stolicy Japonii wynosi 92%. Jednak po coś MKOl robi własne badania.

W Hiszpanii igrzyska popierają dwie największe partie gromadzące przeszło 80% parlamentarzystów. Dalej jest już różnie. Wskaźniki sondażowe mówią odpowiednio: 76% w mieście i 81% w kraju.

Okoliczności

Dokumenty aplikacyjne to wiele stron tekstu i tabel. Ale członkowie MKOlu czytają też inne rzeczy. W gazetach i Internecie mogli sobie ostatnio poczytać o Syrii i skonstatować, że oto pod głosowanie zostanie poddany kraj, który graniczy z cykającą bombą zegarową. Dotarły i do nich wiadomości o zamieszkach w Stambule i innych miastach Turcji. Czytają też z pewnością doniesienia sportowe - słyszeli więc ostatnio o niedawnej aferze dopingowej w Turcji. Choć zawieszenie kilkunastu sportowców stara się tam przekuć w sukces w walce z niedozwolonymi środkami.

W przypadku Tokio z regularnością godną tamtejszego metra powraca temat zakażenia powietrza. Niekorzystną sytuacją dla Japończyków są też ZIO w PyeongChang, które odbędą w 2018 roku. Wprawdzie żadnych sztywnych zasad geograficznych nie ma, ale w to, że żaden z członków Komitetu Olimpijskiego nie zwróci na to uwagi trudno jest uwierzyć.

Hiszpańska oszczędność nie jest uknutym na podstawie wielowiekowych obserwacji powiedzeniem. Nie wszyscy mogą uwierzyć, że w obecnej sytuacji tego kraju można już sobie pozwolić na takie inwestycje. Niski koszty też są podejrzane. Oczywiście, każda wielka impreza przekracza swój pierwotny budżet, ale jakaś taka nieufność może być.

Oczywiście jest jeszcze długa lista innych argumentów. Mogą być głosy a la Eurowizja, czyli Ameryka Łacińska głosuje na Madryt, a Bliski Wschód na Stambuł. Mogą być głosy antyEurowizja - Europa Zachodnia zacierająca ręce na rok 2024 może nie chcieć Madrytu teraz, gdyż nieoficjalna reguła rotacji kontynentów na LIO działa już przeszło pół wieku. Amerykanie z kolei, także zainteresowani rokiem 2024, mogą właśnie forsować Madryt, coby za 4 lata mieć łatwiejszy wyścig. W sumie, to i Krakowowi mogłoby być łatwiej w walce o ZIO 2022, gdyby Madryt wygrał zamykając temat kandydatury Barcelona+Pireneje. Może jak przyjdzie co do czego, to przedstawiciel Oceanii wybierze Tokio ze względu na strefę czasową. Z resztą Komitet Olimpijski z pewnością jest pełny układów i układzików, które wobec tak równej rywalizacji mogą być istotne. No i nie zapominajmy, że jeszcze przed nami ostatnie prezentacje kandydatur - tuż przed głosowaniem.

A głosować będzie około stu członków MKOlu. Jeśli w pierwszej rundzie żadna z kandydatur nie uzyska ponad połowy głosów, przeprowadzona zostanie druga tura, w której wezmą udział dwie kandydatury z lepszym wynikiem. W głosowaniu nie mogą brać udziału przedstawiciele komitetów olimpijskich z krajów z których są kandydaci - o ile wciąż biorą udział w walce. Jeśli w pierwszej rundzie skreślony zostanie Stambuł, to w finałowej rundzie Turecki członek MKOlu będzie mógł wziąć udział w wyborze. Tradycyjnie od głosu wstrzyma się szef MKOlu. Gospodarza Letnich Igrzysk XXXII Olimpiady poznamy w sobotę około godziny 22:00 czasu polskiego.