Polskie skoki mają się najlepiej w historii. Panczeny też. Biathlonistki wyniki mają nierówne, ale w światowej czołówce są. Justyna Kowalczyk ma markę, która w kilka tygodni nie zniknie. Nawet w saneczkarstwie, choć nie ma mowy o czołowych lokatach, jest lepiej aniżeli w poprzednich latach. Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi to będzie trudny czas.

REKLAMA
Niedługo się zacznie. A może już się zaczyna. Przy okazji każdej informacji o sportach zimowych pojawia się kontekst Soczi. Czasem nieśmiało, trochę mimochodem do nazwy konkurencji dodaje się słówko "olimpijska", albo na koniec tekstu dorzuca się informację o dacie zmagań w tej specjalności podczas ZIO. A czasami już dosadniej. I słusznie. To już za nieco ponad 40 dni. Napięcie będzie rosnąć i świętym prawem dziennikarzy (i blogerów) jest podnoszenie tego tematu. Zaraz też zacznie się typowanie szans medalowych. Których to liczba, już przy bezpiecznym szacowaniu, będzie dwucyfrowa. Ale to nie jest problem. Problem się zacznie, gdy sportowcy zaczną być rozliczani.
Szansa medalowa, to znaczy, że dany zawodnik jest w gronie pięciu, czy może dziesięciu faworytów. A może, że mówimy o biathlonie, gdzie lista potencjalnych medalistów zawsze jest długa i szeroka, a i tak zawsze pojawi się ktoś znikąd. Ale i tak, choć naiwnie wierzę, że może tym razem będzie lepiej, gros mediów będzie nadużywało takich słów jak katastrofa, kompromitacja, czy klęska. I jeszcze się okaże, że ci paskudni sportowcy na złość rodakom nie zdobywają medali. Jak by to nie dla nich były to najważniejsze zawody w karierze.
O wspomnianych na wstępie saneczkarzach, którzy w rekordowej liczbie 5 osób pojadą na igrzyska będziemy zaś czytali, że są turystami olimpijskimi i że bez sensu było ich tam wysyłać (tak jak cztery lata temu, do pamiętnego 27. lutego, pisało się o naszych panczenistkach). Taka to wina, że nie zajmują już miejsc w piątej, lecz w trzeciej dziesiątce? Że spełnili kryteria o których 4 lata temu mogli co najwyżej marzyć? Szacuje się, że liczba polskich sportowców w Soczi będzie rekordowa, wyjąwszy z tej klasyfikacji igrzyska podczas których Polska miała zespół hokeistów. A może i nawet biorąc pod uwagę owe. Tylu ludzi o których można źle napisać.
Oczywiście, trochę przesadzam. Wierzę, pewnie znowu trochę naiwnie, że medale polskich gigantów śniegu i lodu przykryją tę falę defetyzmu, które może do nas przypłynąć znad Morza Czarnego. Mam też nadzieję, że reprezentujący nas w Soczi sportowcy nie będę ślęczeli nad Internetem szukając opinii z kraju. Jakie to szczęście być czasie tej zawieruchy medialnej poza jej zasięgiem.