O autorze
Wrocławianin, student politechniki, bywalec sudeckich szlaków, kibic. Swoją karierę sportową rozpoczął w wieku 10 lat, zaś zakończył mając lat 12. Polski sport nie stracił jednak wiele, gdyż co to byłby za bramkarz piłki ręcznej co ledwo na jeden i trzy ćwierci metra od ziemi odstaje. Pozostało więc obcowanie z wielkim sportem z boku. Patrzenie i opisywanie.
Współpracownik serwisu PubSport.pl.

Po pierwsze Algieria

Mecz z Niemcami może i był niezłym widowiskiem, ale wśród kibiców mógł spowodować co najwyżej umiarkowany optymizm. Wspomnienie styczniowych Mistrzostw Europy do żadnej ekstazy też nas nie doprowadza. Skąd więc wziąć optymizm przed turniejem kwalifikacyjnym do Igrzysk Olimpijskich?



Można szukać szczęścia w Bogdanie Wencie. Po brawurowym, trzeba to przyznać, wyjściu z grupy Ligi Mistrzów przyszła jednak porażka w 1/8 finału ze słoweńskim Koprem, której z pewnością można było uniknąć. Ciągnąc smutny ton można jeszcze dodać, że mający być liderami naszej kadry Michał Jurecki oraz Grzegorz Tkaczyk nie zachwycili w tych spotkaniach. Ani nawet zagrali solidnie. Więc nie tędy droga.


Wracając jeszcze do poniedziałkowej rywalizacji z naszymi zachodnimi sąsiadami - to nie była już żadna selekcja, to była próba generalna. Wiadomo, że stanowiący novum czynnik 10 tysięcy ludzi mógł coś zmienić. Nikt też nie może mieć wątpliwości co do tego, że najważniejszą sprawą po spotkaniu jest fakt, że wszyscy są nadal zdrowi, a więc i gra była troszkę inna. Czy to może jednak usprawiedliwiać straty i brak koncentracji? Budując pozytywny nastrój przed meczami w Alicante wypada napisać "tak". Tym bardziej, że zbrodnią jest wydawanie jednoznacznych sądów na podstawie spotkań kontrolnych. Jakby co, to przypominam o jesiennych ME siatkarzy i atmosferze wokół kadry tuż przed nimi.


Choć jeszcze na chwilkę do spotkań towarzyskich wrócę. Kilka dni temu Serbowie pokonali 30:15 Chile. Niby robi wrażenie, ale z drugiej strony potwierdza się wniosek z ME, że w ofensywie szału nie ma. Jawną hipokryzją jest napisanie tego zdania, w kontekście tego przedostatniego w poprzednim akapicie. Choć, czyż nie jest przywilejem naiwnego kibica dopasowywanie rzeczywistości do własnych marzeń?


Ale zanim przyjdzie czas na Serbię spotkamy się z Algierczykami. Rywale ci, jako zespół spoza Europy i Półwyspu Koreańskiego, są naturalnym kandydatem do porażki z naszą reprezentacją, a także z każdą inną, która w Europie choć trochę się liczy. Równie naturalny jest też strach przed takim zespołem. I dobrze, że on jest, bo to spotkanie musimy wygrać. A nawet więcej niż musimy. To jest nasz parszywy obowiązek. Skoro mecz zaczyna się o 17:30, to ja jako kibic oczekuję, że o 17:45 spokojnie wtopię się w oparcie fotela i będę już tylko kontemplował dobrą piłkę ręczną. Ale w gruncie rzeczy, to czy za kilka dni ktoś będzie pytał o styl? Możemy przecież też wygrać po meczu bardzo trudnym i wyrównanym, może zaledwie jedną bramką, może po obronionym przez Szmala, czy Wicharego rzucie karnym po skończonym czasie gry. No ale musimy wygrać i basta.

Najpierw obowiązek, potem przyjemności - czyli mecz z Serbią. Będziemy już wtedy bogatsi o wiedzę na temat Serbów, która będziemy mogli zdobyć podczas ich rywalizacji z Hiszpanią. O nas Serbowie raczej z meczu z Algierczykami wiele nie wywnioskują. Będziemy też bogatsi o wynik tamtego spotkania. Być może zagramy mecz, który dla rywali będzie meczem ostatniej szansy. A może Serbowie będą grali mecz o awans. Nie wiadomo. Wiadomo, że my jutro musimy wygrać z Algierią. A potem pomyślimy.

Inaczej: potem Wenta i jego podopieczni pomyślą. My możemy sobie pozwolić już teraz na rzut oka w kierunku Serbów. Wszak w powszechnej w naszym kraju opinii, cały ten turniej sprowadza się do meczu Polska-Serbia. Nie jest winą zawodników serbskich, że sędziowie trochę pociągnęli ich za uszy na styczniowym czempionacie kontynentalnym. Ale jest to fakt, który na ich korzyść nie działa. Trudno też posądzać o utrzymanie formy z ME Darko Stanicia, którego rola vice-mistrzostwie była z pewnością większa aniżeli panów z gwizdkami. Dwudziestu tysięcy fanatyków za plecami też nie będzie. A co zmieniło się u nas? Wrócił Szmal, niesamowitą formę (występy w Lidze Mistrzów!) ma Wichary. Będziemy mieli obu Lijewskich. Świetną dyspozycją błysnął Jurasik. Czy to wystarczy? Może gdybym był niezależnym ekspertem stwierdziłbym, że nie. Jednak jako że ani niezależny nie jestem, a i ekspert to trochę za duże słowo, twierdzę, że wystarczy. A na pewno może wystarczyć. Choć trzeba też pamiętać, że Serbowie swój charakterek mają, i jego na pewno nie zabraknie. No ale nam przecież także.

Ale najpierw wygrać z Algierią.