Algieria odhaczona. Skuteczność była słaba, koncentracji nie było prawie wcale, ale dwa punkty są. I to się liczy. Styl może niepokoić. Ale co wczoraj, to wczoraj. Ważne co dzisiaj.
REKLAMA
A dzisiaj Serbowie. Serbowie, którzy grają swój mecz ostatniej szansy. Będą jeszcze bardziej zdeterminowani i nabuzowani niż zwykle. Jeszcze bardziej agresywni. Może nie będzie takiego obłędu i szaleństwa w oczach, jakie mogliśmy zobaczyć w Belgradzie. Tamto mogło mieć miejsce chyba tylko przy dwudziestu tysiącach fanach za plecami. Jednak na pewno jakoś się nakręcą. I będą gryźć, będą kopać, będą prowokować. Będzie wojna.
A czyż wojna to nie są te warunki, w których nasza kadra czuje się najlepiej? Podbramkowa sytuacja rywali jak najbardziej wydaje się być naszym atutem. Przed Algierią trzeba było kreować, wymuszać skupienie, koncentrację. Teraz powinno wystarczyć pierwsze, czy drugie spojrze prosto w oczy rywala. I już wszystko będzie jasne.
Forma sportowa? Wczoraj było trochę dobrej gry. I z przodu i z tyłu. Ale chyba nie warto wgłębiać się w mecz z Algierią, gdy przed nami Serbia. Właściwie wciąż niewiele wiemy o tym na co stać nasz zespół.
Warto jeszcze rzucić okiem na nominację sędziowską. Gwizdać nam będę ci sami panowie z Danii, co w meczu z Afrykanami. Jeśli utrzymają wczorajszą linię sędziowania, to śmiało można szukać klucza do zwycięstwa w umiejętnym rozgrywaniu przewag.
Będzie pot, będzie krew, będą łzy. A potem będzie radość.
