"Badanie uryny pomaga postawić diagnozę pacjentowi, badanie urny może pokazać chorobę społeczeństwa"

REKLAMA
Zdanie wypowiedziane dawno temu (autora nie pamiętam) szczególnie dobrze pasuje do dzisiejszej rzeczywistości. Wynik wyborów prezydenckich w USA jest jak kolejny zimy prysznic. Można było się tego spodziewać, ale i tak wywołuje dreszcze.
Osłabiona Brexitem Unia Europejska dzisiaj zastanawia się jaką politykę obierze nieprzewidywalny Donald Trump oraz ile ze swoich niepokojąco brzmiących kampanijnych obietnic zrealizuje.
Jeszcze przez jakieś dwa miesiące w Waszyngtonie będzie spokój, ale paradoksalnie nie ma się z czego cieszyć. W tym czasie będziemy czekać w napięciu na pierwsze poważne deklaracje prezydenta elekta również na temat relacji z Unią Europejską. Jeśli nie powie nic to niepokój będzie jeszcze większy.
Druga strona
Nie sądzę, aby nowy prezydent supermocarstwa chciał zrezygnować ze współpracy z Brukselą. Trzeba mu jednak pokazać, że po drugiej stronie Atlantyku ma silnego partnera, a siłą Wspólnoty jest bliska współpraca i 28 państw mówiących jednym głosem.
Tymczasem także na Starym Kontynencie demokratyczne wybory ujawniają niepokojące zmiany w społeczeństwach. Beppe Grillo i jego Ruch Pięciu Gwiazd we Włoszech czy Marine Le Pen z Frontem Narodowym we Francji. Nie udało im się jeszcze to, co Kaczyńskiemu z PiSem w Polsce, ale są na dobrej drodze. No i wspomniany wcześniej Brexit. To ostatni moment na refleksję.
Nie mam wątpliwości, że Unia Europejska przetrwa, ale jej przyszły kształt stoi pod znakiem zapytania. Scenariusz Europy trzech prędkości jest dziś niestety bardzo realny. Paryż, Berlin i Rzym nie będą oglądać się na maruderów. Wspólnie z kilkoma innymi państwami obiorą kurs na jeszcze bliższą współpracę, a mianownikiem nie musi być wyłącznie wspólna waluta.
Pisowski rząd w ciągu roku zdążył już skłócić, a w najlepszym wypadku znacznie ochłodzić relacje z najważniejszymi partnerami w UE. Nie ma dziś żadnej propozycji poza "bogobojno-ojczyźnianą" narracją o suwerennej Polsce. Budowanie strategicznego sojuszu z Orbanem jedynie nas osłabia.
Patos niezbędny
Jaka zatem będzie pozycja i rola Polski w Europie? Czy Europa będzie wystarczająco silna, aby nadawać ton w stosunkach transatlantyckich? Jaką propozycję ma Warszawa? Czy jest dziś wiarygodnym partnerem? To otwarte pytania. Czasu na odpowiedzi jest bardzo mało.
Dzisiaj to opozycja powinna rozpocząć debatę i mówić o konkretach. Powiedzieć głośno naszym partnerom, że Polska to nie PiS, który zatrzaskuje drzwi przed wszystkimi, którzy myślą inaczej. Polacy chcą być w Unii Europejskiej i doceniają korzyści z tego płynące. Pokazują to badania opinii społecznej. Odpowiedzialni politycy powinni mądrze ten potencjał wykorzystać.
Wszyscy bez wyjątku powinniśmy zrobić coś jeszcze. Warto bowiem przypomnieć sobie historię minionego wieku. Poprzednie pokolenia potrafiły wyciągnąć odpowiednie wnioski, a europejska wspólnota jest ich efektem. Skorzystajmy z tej mądrości.
Stawką jest wspólne bezpieczeństwo oraz dobrobyt dzisiaj i w przyszłości.
Z ostatniej chwili: Barack Obama ostatni raz jako prezydent USA odwiedził Europę. To wizyta pożegnalna. Z Andrzejem Dudą się nie spotkał. Waszczykowski będzie mówił, że to bez znaczenia, bo przecież Obama odchodzi, a zostaje Trump. Poza tym do Berlina (gdzie mogło dojść do spotkania) prowadzi autostrada A2, która według wiceministra infrastruktury obecnego rządu nie służy Polsce i Polakom, a jej budowa była pozbawiona sensu. Wszystko da się wytłumaczyć.