No i kolejny raz nie udało się wybrać Rzecznika Praw Obywatelskich. Już gdy pierwszy kurz opadł warto przeanalizować co się stało i dlaczego.

REKLAMA
Po pierwsze kolejny raz szeroko rozumiana opozycja, nawet gdy miała na tacy zwycięstwo w postaci 9 dziewięciu posłów Porozumienia popierających kandydata opozycji, nie potrafiła się dogadać. Tym razem skrewiła Konfederacja, która nie wiedząc czemu wsparła Panią Lidię, mimo iż ta ostatnia nie była nawet łaskawa się z nimi spotkać. Jaki z tego wniosek? Gdyby był to przypadek przy pracy, a opozycja głosowałaby jak jeden mąż w innych sprawach można byłoby zaryzykować stwierdzenie „że nic się nie stało” – tak znane z naszych poczynań piłkarskich. Ale tak nie było. Opozycja jest skłócona, pozbawiona wspólnych celów, ponieważ jej celem nie jest nawet odsunięcie PiS-u od władzy. Niejednokrotnie pokazano już, że międzypartyjne gierki typu „kto komu bardziej dokopie” były ważniejsze niż pryncypia (jak np. w przypadku głosowania nad funduszem odbudowy). Konkludując zwycięstwo partii opozycyjnych, jeśli nie będzie zdecydowane, a „ o włos” to nie powstanie żadna stabilność rządowa. Mrzonki o jedności należy włożyć między bajki, mimo iż ja osobiście wolałbym aby było inaczej. Nie da się pogodzić skrajnej lewicy z faszyzującą prawicą. Nawet jeśli obydwie ugrupowania są obecnie w opozycji…
Ale jest jeszcze coś o czym warto powiedzieć i napisać. Gdy Lidia Staroń bardzo nieumiejętnie przedstawiała siebie podczas debaty w Senacie, na Twitterze spora część elektoratu opozycji szydziła ze Staroń, co jeszcze w dobie zginilizny dzisiejszej debaty publicznej jest standardem. Stało się jednak coś więcej: wiele osób, nawet komentatorów szydziła z osób, które Staroń do Senatu wybrały.
To najgorsza i najgłupsza rzecz, jaką elektorat, ale i liderzy opozycyjnej opinii mogą robić. Gdy krzyczy się „demokracja” i „konstytucja” to szanuje się wybory ludzi. Gdy jest się piewcą demokracji to nie szydzi się z jej esencji – czyli z decyzji obywateli.
Jeśli nie zmienimy tego ostatniego to nie mamy co liczyć na jakiekolwiek zwycięstwo.