
Suncorp Stadium (mniej piłkarsko - Lang Park, na użytek Azjatyckiej Ligi Mistrzów – Brisbane Stadium), kojarzony przede wszystkim z rozgrywkami rugby, w niedzielę gościć będzie finał A-League, najwyższej klasy rozgrywkowej, a przy okazji jedynej profesjonalnej ligi w Australii. Co ciekawe, piłkarze zagrają w miejscu, gdzie jeszcze w początkach XX wieku znajdował się cmentarz.
REKLAMA
To jednak stare czasy, teraz przedmieścia Brisbane (w Polsce zapewne stan Queensland jest kojarzony przede wszystkim z klęsk powodzi, nawiedzających region co jakiś czas) żyją sportem – rugby piętnastoosobowym, rugby trzynastoosobowym, jednak największe sukcesy święcą właśnie piłkarze nożni – mistrzowie Australii, którzy zmierzają dość pewnie po drugi tytuł z rzędu.
Przy okazji, sytuacja Brisbane Roar przypomina nieco stan Borussii Dortmund, zachowując proporcje oczywiście. „Pomarańczowi” również nie poradzili sobie w rozgrywkach kontynentalnych – Azjatyckiej Lidze Mistrzów, odpadając z niej już po czterech kolejkach fazy grupowej, płacąc frycowe za brak międzynarodowego ogrania
Przeciwnikiem Roar w Wielkim Finale będzie Perth Glory, rewelacyjne w ostatnich tygodniach, ze znanym fanom piłki z Mistrzostw Świata Shane'm Smeltzem, napastnikiem reprezentacji Nowej Zelandii.
Faworyt meczu jest tylko jeden, ale drużyna z Perth tanio skóry nie sprzeda – to dwukrotny triumfator rozgrywek, dwukrotny wicemistrz.
Czemu wrzucamy ten akurat mecz? Liczymy na dobre spotkanie, z wieloma zwrotami akcji (chociaż aż na taki jak w poprzednim roku szans nie ma, polecamy sprawdzić finał A-League 2011 na YouTube), przede wszystkim bramkowy, pomimo rangi spotkania, bo do tego przyzwyczaiły zespoły w spotkaniach między sobą w przeszłości.
Rok temu:
PAWEŁ MACHITKO
