Nic tak nie obrzydza mieszkańcom idei samorządności jak lokalne władze, którym wydaje się, że stoją ponad prawem. Tak właśnie dzieje się w Kamieniu Pomorskim, powiatowym mieście na Pomorzu Zachodnim. Tamtejszy burmistrz od lat biernie przygląda się jak jego bliski współpracownik ostentacyjnie łamie prawo.
REKLAMA
Chodzi o prezesa gminnej spółki, powołanego przez burmistrza, który z pełną tego świadomości i przy aprobacie swojego przełożonego narusza przepisy prawa. Mimo ciążącego na nim obowiązku nie publikuje, jako prezes spółki, oświadczeń majątkowych a przez dłuższy czas swoją pracę łączył z prowadzeniem działalności gospodarczej, co także jest niezgodne z prawem.
W takiej sytuacji oczywistą reakcją każdego wójta, burmistrza czy prezydenta, każdego przełożonego w ogóle, powinno być natychmiastowe rozstanie się z takim pracownikiem, do czego wezwał go także wojewoda zachodniopomorski. Reakcję burmistrza trudno nazwać inaczej niż prowokacją. Rzeczywiście odwołał prezesa gminnej spółki po to, by następnego dnia powołać na to stanowisko dokładnie tą samą osobę. Jego spokoju i dobrego samopoczucia nie zmąciły nawet wyroki sądowe na niekorzyść prezesa gminnej spółki w sprawach, które wytoczył on piszącym o tym dziennikarzom.
Burmistrz traktuje gminę niczym swój prywatny folwark, w którym może robić co tylko mu się żywnie podoba. Jest to niestety najprostsza droga do tego, aby trwale podkopać zaufanie mieszkańców do jakichkolwiek władz samorządowych. Nie wiem czy – tak jak mówiło mi wielu mieszkańców Kamienia - jego poczucie całkowitej bezkarności powodowane jest tym, że jego brat jest ważnym politykiem PO i ministrem skarbu. W sumie to bez znaczenia. Znaczenie ma to, że mieszkańcy miasta widzą jak można całkowicie bezkarnie i bez żadnego wstydu naruszać prawo.
Na szczęście opinia publiczna nie jest bezbronna wobec tego rodzaju postępowania swoich władz. Mieszkańcy dysponują kartą wyborczą, za pomocą której już w tym roku będą rozliczać swoich samorządowców.
