Ostatnio wszyscy zastanawiają się, czy kiedykolwiek zasypie się przepaść między „ludem smoleńskim” a tymi, którzy na widok transparentów z Krakowskiego Przedmieścia pukają się w głowę. Wątpię, gdyż Polska podzielona na pół to polska specjalność.
REKLAMA
Spójrzmy na Polskę międzywojnia. To prawda, że gdy po 123 latach niewoli Polacy odbudowywali państwo, towarzyszył im powszechny entuzjazm, podobny do tego, jaki był naszym udziałem, gdy tworzyliśmy Solidarność. Ale już niedługo potem – znacznie szybciej, niż w przypadku budowanej przez nas III Rzeczypospolitej – odezwały podziały, których ostrość przebija te, jakie wywołuje teraz stosunek do katastrofy smoleńskiej.
Dzisiaj Jarosław Kaczyński podważa wyborczą legitymizację prezydenta Bronisława Komorowskiego. Twierdzi, że był to wybór „przypadkowy”, prezydenta uważa za osobę niegodną sprawowania urzędu i w związku z tym nie uczestniczy w posiedzeniach prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego a samemu prezydentowi nie podaje ręki.
W II Rzeczypospolitej było ostrzej i brutalniej. Po wyborze Gabriela Narutowicza uliczny motłoch, podjudzany przez ówczesna endecką prawicę, najpierw nie chciał dopuścić do zaprzysiężenia nowego prezydenta, a niespełna tydzień później prawicowy fanatyk zamordował Narutowicza w gmachu Zachęty. Sformułowanie „cud na Wisłą” – przypomnijmy – wymyśliła endecja, by na ile to możliwe zwycięstwo w bitwie z bolszewikami pod Warszawą nie wiązać z wojskowymi talentami Piłsudskiego.
Druga strona w dziele podziału ówczesnej Polski nie była gorsza. Przeprowadziła zbrojny zamach stanu – w dzisiejszych czasach rzecz niewyobrażalną – by potem przejść do coraz brutalniejszych metod rozprawiania się z opozycją. To wtedy na przykład porwano i pobito przez „nieznanych” sprawców opozycyjnego wobec sanacji pisarza Tadeusza Dołegę-Mostowicza. To wtedy wreszcie czołowych przywódców opozycji więziono w twierdzy brzeskiej i w Bererezie Kartuskiej.
Dzisiejszy spór gorszy nas ostrością wzajemnych oskarżeń. „Zdrajcy” – krzyczą jedni. „Wariaci” – odpłacają drudzy. No cóż, tak widać być musi, skoro to polska specjalność. Ale optymistyczne jest to, że w porównaniu z Polską Piłsudskiego i Dmowskiego, Polska podzielona na pół – ale w realiach i dekoracjach XXI wieku – to naprawdę niewinna zabawa. To Polska podzielona na pół w wersji light.
