Warszawskiej Operze Kameralnej, znakomicie prowadzonej przez Stefana Sutkowskiego i znanej między innymi z corocznych Festiwali Mozartowskich, grozi likwidacja.
REKLAMA
Urząd Marszałkowski właśnie obciął budżet opery o jedną czwartą. Rządzący Mazowszem marszałek Adam Struzik oczekuje zwolnień grupowych – swoją drogą to ciekawe, że zdaniem marszałka zwolnienia powinny się zacząć od altów i basów, czy raczej od sopranów i tenorów – i z dyrektorem opery rozmawiać nie chce. I nie chce też zauważyć, że pieniądze, które zabiera operze – w proporcji do całego budżetu województwa – to tyle co przysłowiowe trzy grosze, kwota prawie że niezauważalna.
Problem Warszawskiej Opery Kameralnej polega na tym, że podlega ona pod Urząd Marszałkowski, który wystawianie Mozarta – jak się zdaje – uważa za kosztowną fanaberię, a samą operę za piąte koło u wozu.
Tego rodzaju placówka powinna być przejęta przez Ministerstwo Kultury. Tylko w ten sposób – widząc w Warszawskiej Operze Kameralnej instytucję kultury narodowej – można będzie operę uratować. Zawsze dobrze oceniałem pracę obecnego ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Chciałbym móc tę ocenę podtrzymać i zobaczyć szybką w tej sprawie reakcję ministerstwa – taką, która zapewni stabilne warunki pracy artystycznej opery w kolejnych latach.
