O autorze
Przewodniczący Stronnictwa Demokratycznego. Historyk. Poseł do Parlamentu Europejskiego (2004-2009), Wiceprzewodniczący (2001-2003) i Sekretarz Generalny (2003-2004) Platformy Obywatelskiej, Poseł na Sejm RP (1991-1993 i 1997-2004), Prezydent m.st. Warszawy (1999-2001), od 1987 roku działacz a w latach 1990-1991 Przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów.

Kto najlepiej udowadnia „praktyczne nieistnienie”

Z coraz większymi widokami na sukces trwa zespołowy proces przeprowadzania dowodu na prawdziwość tezy głoszonej przez b. ministra spraw wewnętrznych, iż „państwo polskie praktycznie nie istnieje”.


Do wczoraj główny ciężar dowodu brali na siebie sędziowie z Państwowej Komisji Wyborczej i pracownicy Krajowego Biura Wyborczego. Wykazując się całkowitym brakiem wyobraźni i kompetencji, zamówili system informatyczny do liczenia głosów na 3 miesiące przed wyborami – co oczywiście nie mogło się udać. I się udało: system padł. Sięgająca 20-25% liczba głosów nieważnych być może w jakiejś mierze jest spowodowana fałszerstwami wyborczymi (jeśli tak – to kto tego nie dopilnował?), być może w części winę ponoszą politycy, którzy – jako ustawodawca – wymyślili tak skomplikowaną ordynację wyborczą. Ale jakąś część odpowiedzialności ponosi też PKW – wszak to ona akceptowała i sponsorowała filmiki instruktażowe, które mówiły, że „na każdej karcie tylko jeden krzyżyk”. Niby to prawda – tyle że w przypadku wyborów do sejmików „kartą” była książeczka, a ta składała się z kilkunastu kartek. I wielu wyborców te kartki brała za karty. I na każdej stawiali krzyżyk. A tym samym unieważniali swój głos.


Ale dość pastwienia się nad PKW. Teraz zajmijmy się jej obroną. A raczej skandalicznym brakiem takowej. Wczorajszy najazd narodowców, Braunów i nowo-prawicowców na PKW pokazał, że w wyścigu, kto pierwszy udowodni, że „państwo praktycznie nie istnieje”, na czoło zaczynają wysuwać się siły porządku (sic!). Oto bowiem narodowcy, Braun, Stankiewicz i cała rzesza „prawdziwych patriotów” namawiała się w sieci na zadymę pod PKW od wielu godzin. A policja? – nic! Pod wieczór zjawili się tłumnie pod PKW. A policja? – nic! Weszli do środka (tu wytłumaczenie dla Czytelników spoza Warszawy – weszli tak naprawdę na teren Kancelarii Prezydenta, bo tam urzęduje PKW). A policja? – nic! Państwowa Komisja Wyborcza tracąc w ten sposób możliwość normalnego funkcjonowania (i nie ważne tu na ile było ono i jest efektywne), wydaje komunikat o zawieszeniu swojej pracy. A policja? – nic! Dopiero po 6 godzinach policja wkracza i wyprowadza na zewnątrz tych „patriotycznych dżentelmenów” i jedną równie „patriotyczną damę”. Inna sprawa, że i w tej sprawie PKW nie jest bez winy i najpierw sama – kolokwialnie rzecz ujmując – musiała stracić rozum. Bowiem – jak podają media – pierwsi z okupujących potem siedzibę PKW weszli na jej teren na zaproszenie (!) PKW. To wszystko razem w głowie się nie mieści.


Nad państwem, które w XXI wieku nie jest w stanie w ciągu 48 godzin podać nie budzących wątpliwości wyników wyborów, trzeba się pochylić jak nad kimś, kto nie jest najlepszego zdrowia. Ale co powiedzieć o państwie, które w trakcie liczenia wyborczych głosów, nie jest w stanie zapewnić absolutnego bezpieczeństwa instytucji będącej najwyższym organem wyborczym tegoż państwa? Bo powiedzieć, że się ośmiesza, to za mało.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...