O autorze
Przewodniczący Stronnictwa Demokratycznego. Historyk. Poseł do Parlamentu Europejskiego (2004-2009), Wiceprzewodniczący (2001-2003) i Sekretarz Generalny (2003-2004) Platformy Obywatelskiej, Poseł na Sejm RP (1991-1993 i 1997-2004), Prezydent m.st. Warszawy (1999-2001), od 1987 roku działacz a w latach 1990-1991 Przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów.

Interpretatorzy z urzędu

Dowiadujemy się właśnie („Rz” z 26.02), że uznano, iż gminne imprezy kulturalne organizowane przez fundacje są wolne od podatku VAT. To – co do zasady – dobra wiadomość, bo zawsze lepiej gdy na dole, w samorządowej kasie, zostanie więcej pieniędzy, niż mniej, ale... No właśnie, jest tu pewne „ale”.


Zwróćcie Państwo uwagę na nieco zawiły styl pierwszego zdania powyższego leadu. Ta składnia („dowiadujemy się ... że uznano.... że gminne imprezy .... są wolne od podatku”) jest nieprzypadkowa. Obrazuje ona, jak działa w Polsce prawo. Otóż w tej konkretnej sprawie nie było tak, że dotąd obowiązywała jednoznaczna ustawa, zgodnie z którą gminne imprezy kulturalne były objęte podatkiem VAT, a teraz parlament ustawę zmienił w taki sposób, że pojawił się w niej nowy czytelny przepis, na mocy którego imprezy te z podatku VAT zwolniono. Nic z tych rzeczy. Prawo mamy to samo. Zmieniła się jedynie jego dokonywana przez fiskusa interpretacja. Wcześniej fiskus twierdził („interpretował”), że VAT od takich imprez należy odprowadzać, teraz twierdzi (czyli inaczej „interpretuje” to samo prawo), że VAT-u płacić tu nie trzeba.

Niezależnie od tego, czy w danym momencie interpretacja działa na korzyść podatnika (a to sytuacja bardzo rzadka), czy wprost przeciwnie (a z tym mamy do czynienia nagminnie), to jest to fatalna praktyka. Sprowadza się ona do tego, że teoretycznie to parlament uchwala podatki, ale praktycznie często o tym, ile i za co mamy poprzez nakładane na nas podatki płacić, decydują urzędnicy fiskusa, którzy wcześniej, absolutnie świadomie, podrzucają do parlamentu projekty podatkowych ustaw, w których aż roi się od niejasnych przepisów. A w wyniku tego mamy po jednej stronie bezbronnego podatnika, a po drugiej – wszechwładnego urzędnika.

Jakie konsekwencje może mieć taka radosna interpretacyjna twórczość fiskusa ujawnia ta sama „Rzeczpospolita” parę stron dalej. Otóż fiskus uznał (tzn. twórczo „zinterpretował” ustawę o CIT), że polski klient, który kupuje bilet u zagranicznego przewoźnika lotniczego bezpośrednio z jego strony internetowej, powinien zapłacić za tego przewoźnika 10-procentowy podatek CIT (!).


Ile to już lat nawołujemy, że prawo podatkowe musi być proste i jednoznaczne, zrozumiałe dla podatnika i maksymalnie odporne na urzędnicze interpretacje!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0Skąd ten zachwyt nad Zandbergiem? 12 mocnych cytatów z wystąpienia lidera Lewicy
0 0"Oferta wpłynęła". Schetyna wyjawił, że jest drugi kandydat PO w prawyborach
Żółty Tydzień 0 0Jeden organ, 500 funkcji. Taka jest wątroba. Jakie choroby mogą ją zniszczyć?
0 0Chorujesz na jaskrę i uwielbiasz jogę? To połączenie może nie być dobre dla oczu
WYWIAD 0 0"Zachowanie Klarenbacha było chamskie". Posłanka Wiosny wyjaśnia, dlaczego uparcie chodzi do TVP
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Nie chcemy nudy, chcemy DRAMY. Ten odcinek "Rolnik szuka żony" zaspokoił odwieczną ludzką potrzebę
RECENZJA 0 0Bez coming outu Elsy, ale wciąż "ma tę moc". O "Krainie lodu 2" znów będzie głośno