Pamiętają Państwo, jak 5 lat temu Andrzej Rosiewicz wychwalał prokuratorsko-śledcze dokonania IV RP śpiewając w Opolu, że „wystarczą cztery Ziobra i Polska będzie dobra”? A także – jak na ten propagandowy występ zareagowała opolska publiczność?
REKLAMA
Gdy czytam teraz o coraz częstszych wypowiedziach przedstawicieli polskiego kościoła, gdzie Polska przedstawiana jest jako kraj stojący nad przepaścią, w którą spychają ją libertyni, masoni, ateiści i zapatrzeni w Brukselę proeuropejscy kosmopolici – a lubuje się w takich ocenach m.in. sam przewodniczący Konferencji Episkopatu abp Józef Michalik – to przypomina mi się pewna anegdota związana z opolskim występem Rosiewicza i ówczesną reakcją publiczności.
Otóż niedługo po tamtym występie pewien starszy, bardzo zacny i nie kryjący swoich sympatii do Prawa i Sprawiedliwości ksiądz tłumaczył mojemu znajomemu, iż kościół nie może stać z boku i nie komentować bieżących wydarzeń. I tu ów ksiądz z fascynacją i uwielbieniem w głosie zaczął chwalić przymioty i dokonania Zbigniewa Ziobry.
– Ale martwi mnie – głos księdza zabrzmiał nutą smutku – że u nas w Polsce tacy przyzwoici ludzie bywają niestety przedmiotem niewybrednych żartów.
I tu zacny kapłan wyraził swoje oburzenie, że taki tam Rosiewicz, pożal się Boże artysta, naśmiewał się z Ziobry i jego nazwiska, śpiewając w Opolu o „czterech Ziobrach”.
– Na szczęście – dodał ów ksiądz z satysfakcją – opolska publiczność stanęła na wysokości zadania i Rosiewicza wygwizdała!
Anegdota ta bardzo dobrze pokazuje poziom umiejętności polskiego kleru w odczytywaniu różnego rodzaju niuansów i subtelności – zwłaszcza, gdy ocierają się one o politykę. Dlatego podtrzymuję swoje zdanie, że sfera wiary powinna być wyraźnie oddzielona od polityki, a kościół od państwa. Wyjdzie to zresztą na zdrowie nie tylko państwu ale także samemu kościołowi.
